Bałaganu w Wiśle Kraków ciąg dalszy. Jadczak: To komedia, która byłaby śmieszna, gdyby nie była tragiczna

Długi, zamieszanie z tajemniczymi i niewypłacalnymi inwestorami i zawieszenie licencji na grę w piłkarskiej ekstraklasie - tak teraz wygląda sytuacja Wisły Kraków, trzynastokrotnego Mistrza Polski w piłce nożnej. - Jeden z najstarszych polskich klubów padł ofiarą oszustów - ocenia Szymon Jadczak, dziennikarz "Superwizjera" TVN.

Powiedzieć, że sytuacja Wisły jest bardzo trudna, to jak nic nie powiedzieć. Klub znajduje się na skraju upadku. Wisła zadłużona jest na około 30 milionów złotych, a Towarzystwo Sportowe, które zarządza klubem, nie ma środków na spłatę zaległości wobec piłkarzy i ZUS. Jesienią działacze z Reymonta na gwałt szukali inwestora, który uratowałby finanse Wisły. I taki się znalazł. Choć cała sytuacja w tej chwili bliższa jest jednak farsie, niż biznesowej transakcji. - Jeden z najstarszych polskich klubów padł ofiarą oszustów, którzy chcieli oszukać nie tylko Wisłę, ale pewnie i siebie nawzajem. Mamy komedię, która byłaby śmieszna, gdyby nie była tragiczna – komentował w programie "Jeszcze Więcej Sportu" w TOK FM Szymon Jadczak, dziennikarz "Superwizjera" TVN, który już we wrześniu w swoim reportażu informował o związkach zarządu Wisły ze środowiskiem kiboli, na czele którego stał słynny "Misiek", czyli Paweł M., mężczyzna, który kilkanaście lat temu podczas meczu rzucił nożem we włoskiego piłkarza Dino Baggio.

Podejrzani inwestorzy 

22 grudnia TS przekazało 100 procent akcji nowym inwestorom. Większościowy pakiet - 60 procent akcji - przejął zarejestrowany w Luksemburgu fundusz Alelega, którego właścicielem jest Vanna Ly, francuski biznesmen pochodzenia kambodżańskiego. - Ta firma w 2016 roku przyniosła 800 euro straty. Nie wykazywała obrotów, nie ma siedziby, pracowników. To zwykła wydmuszka. Pan Vanna Ly zasłynął głównie tym, że na spotkaniu u prezydenta Krakowa Jacka Majchrowskiego zasłaniał się parasolką przed dziennikarzami. Pokazywał też zdjęcia akademii, którą niby wybudował w Chinach. Okazało się, że to były przypadkowe fotografie z internetu – mówił Jadczak, który nadal przygląda się sytuacji Wisły Kraków.

JAKUB PORZYCKI

Pozostałe 40 procent udziałów trafiło do angielskiego funduszu Noble Capital Partner, reprezentowanego przez Szweda Matsa Hartlinga. - Nie wiem, czy ta firma w ogóle wie, że cokolwiek kupiła. Nikt nigdy nie widział pełnomocnictwa dla pana Hartlinga do jej reprezentowania. Zresztą to też nieduża firma, z kapitałem 300 tys. funtów. A przypomnijmy, że panowie mówili o milionowych inwestycjach w Wisłę w ciągu najbliższego roku. To była zwykła bajka – komentował dziennikarz "Superwizjera".

Przelew nie przyszedł 

I choć władze Wisły zapewne wiedziały, że wiarygodność obu panów jest niska – media prześcigały się w doniesieniach o tym – to i tak podpisano z nimi umowę o przekazaniu akcji. - To, co zrobił zarząd Towarzystwa Sportowego to kryminał – ocenia gorzko Jadczak. - Przecież oni oddali akcje Wisły za darmo podejrzanym ludziom. Podpisali umowę w języku angielskim, którego nie znają na takim poziomie, by dokonywać takich transakcji biznesowych – dodawał dziennikarz "Superwizjera". Warunkiem, który miał dopełnić transakcję, było przekazanie TS Wisła poświadczenia przelewu na kwotę 12,2 mln złotych. W klubie czekano na pieniądze do 28 grudnia. W między czasie z panem Ly urwał się kontakt. Żona mężczyzny za pośrednictwem mediów informowała, że inwestor miał zawał. Finalnie pieniądze do klubu nie trafiły. - Myślę, że może to lepsze rozwiązanie. Gdyby te pieniądze faktycznie zostały przelane, to Wisła z miejsca byłaby  bohaterką międzynarodowej afery, z praniem brudnych pieniędzy i podejrzanymi ludźmi w tle – podkreślał Szymon Jadczak.

Sytuacja w Wiśle nadal jest szalenie dynamiczna.W środę wieczorem Towarzystwo Sportowe poinformowało, że unieważniło transakcję sprzedaży, w związku z brakiem przelewu od Ly i Hartlinga. Prezesem Wisły wybrano Tadeusza Czerwińskiego, ale ten miał szybko zrezygnować z funkcji, tłumacząc się złym stanem zdrowia. Według informacji Jadczaka rozmowy z Czerwińskim nadal trwają, choć jego postać też  budzi kontrowersje. 

Tymczasem głos w sprawie powrotu Wisły do Towarzystwa Sportowego zabrał na łamach portalu Dziennikpolski24.pl, menedżer piłkarski Adam Pietrowski, który pilotował niedoszłe przejęcie Wisły. Wyraził w nim "zdziwienie" tym, że Towarzystwo poinformowało o tym, że klub wraca w ich ręce i wspomniał, że jest to "w pełni nielegalne", bo "są stosowne klauzule w umowie". Jadczak wątpi jednak w wiarygodność Pietrowskiego. - Wygląda jak mitoman, który pojawił się tutaj całkiem przypadkowo. Chyba sam się nie spodziewał, że to wszystko tak wymknie mu się z rąk. Myślę, że spowodował takie zamieszanie, że już w Krakowie się nie pojawi. Co więcej, on z tą ofertę od Ly i Hartlinga zjawił się w Wiśle kilka miesięcy temu, ale szybko mu podziękowano. Gdy inni inwestorzy zrezygnowali, nagle wyciągnięto z kosza tę propozycję – komentował dziennikarz "Superwizjera".

Związek zaczyna działać, prokuratura nadal bierna

W czwartek po południu sytuacja Wisły zrobiła się jeszcze trudniejsza. Polski Związek Piłki Nożnej zawiesił "Białej Gwieździe" licencję na grę w piłkarskiej ekstraklasie. - Komisja podjęła decyzję o zawieszeniu licencji ze względu na brak kontaktu ze strony poprzednich bądź nowych właścicieli Wisły Kraków. Tak naprawdę wszystkie informacje dotyczące klubu czerpiemy tylko z doniesień prasowych, nie mieliśmy bezpośredniego kontaktu z władzami klubu. Nie wiemy, kto jest teraz oficjalnie właścicielem Wisły, kto zasiada na stanowisku prezesa i kto zarządza klubem. Rozumiemy, że wydarzyły się rzeczy formalne, o których my nie zostaliśmy formalnie poinformowani. Nie wiemy tak naprawdę, kto jest licencjobiorcą. To naruszenie zasad zawartych w Podręczniku Licencyjnym, stąd nasza stanowcza reakcja. Czekamy na formalne wyjaśnienia oraz informacje z klubu. Kolejny raz zaprosimy również uprawomocnionych przedstawicieli Wisły na najbliższe posiedzenie plenarne Komisji, aby przedstawili nam obecną sytuację właścicielską i finansową oraz plan działania na najbliższą przyszłość – powiedział cytowany przez stronę związku Krzysztof A. Rozen, Przewodniczący Komisji ds. Licencji Klubowych PZPN.

Dziwi też postawa śledczych, którzy nie interesowali się coraz trudniejszą sytuacją finansową klubu. - Zachowanie prokuratury można nazwać skandalem – oceniał ostro Jadczak. W jego opinii cały Kraków wiedział, że w klubie źle się dzieje i pieniądze są z niego wyprowadzane. - Tylko śledczy nic o tym nie mówili. Zaniedbania prokuratury ciężko będzie nadrobić, stracono dużo czasu, którego Wisła już nie ma – powiedział gość audycji "Jeszcze Więcej Sportu".

Czy Wisłę da się jeszcze uratować? Trudno jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie. - Teoretycznie nie ma tu żadnej nadziei i Wisła powinna upaść – przyznawał Szymon Jadczak. Jednak jak dodawał, logika w całej sprawie Wisły jest kiepskim narzędziem do oceny sytuacji. - Wcale się nie zdziwię, gdy za chwilę dojdzie do jakiegoś spektakularnego zwrotu akcji i Wisła się uratuje. Jednak mam wątpliwości czy byłoby to dobre dla polskiej piłki. Za błędy, a tych ludzie związani z klubem popełnili bardzo dużo, trzeba ponieść karę – podsumowywał dziennikarz.

Chcesz wiedzieć więcej? Posłuchaj!

Więcej o:

Dostęp Premium TOK FM

Komentarze (2)
Wisła Kraków. Długi, tajemniczy inwestor i inne kłopoty wielokrotnego mistrza Polski
Zaloguj się
  • honkers

    0

    Sytuacja w Wiśle, jako żywo przypomina mi sytuację w Polsce gdzie klika niedouczonych głuPiSi oszukując naród, lżąc naszą historię i obiecując złote góry (500+) przejęła władzę. W Wiśle sprawy potoczyły się znacznie szybciej i klub wyląduje w IV lidze. Polska jest już też w II albo III lidze europejskiej.

  • jg-k

    0

    Zero gdzie jesteś, znowu płaczesz?

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX