Internauci powielają łańcuszek na Facebooku. Czy serwis odbierze nam prawa autorskie do zdjęć?

Twoi znajomi na Facebooku udostępniają post, w którym informują, że nie przekazują praw autorskich do swoich zdjęć serwisowi? Karolina Głowacka tłumaczy w Przewodniku Technologicznym, czy takie działanie ma sens.

Na Facebooku znowu krążył ostatnio alarmistyczny łańcuszek o osobliwej treści. "Nie zapomnij, ostateczny termin jest dzisiaj. Wszystko staje się publiczne od 19 stycznia. To nic nie kosztuje za zwykłe kopiuję i wklej. Lepiej niż przepraszam. Nie daje dla Facebooka ani żadnego podmiotu powiązanego z Facebookiem pozwolenie na korzystanie z moich zdjęć" - cytowała prowadząca Przewodnik Technologiczny Karolina Głowacka

Dziennikarka zwróciła uwagę, że treść łańcuszka jest kiepsko, być może nawet automatycznie, przetłumaczona z angielskiego na polski. - Co już powinno wzbudzić pewne podejrzenia. Ale niestety wiele osób udostępniało ten post trochę nie wiadomo po co, bo nic się w regulaminie Facebooka od 19 stycznia nie zmieniło - podkreśliła.  

Zaznaczyła, że nadal jesteśmy właścicielami praw autorskich do swoich zdjęć. Warto, aby osoby mające co do tego wątpliwości po prostu przeczytały regulamin serwisu. 

Gdzie go znaleźć? Wystarczy kliknąć w "Ustawienia", a na dole strony pojawi link do regulaminu witryny. 

Łańcuszek na Facebooku. Czy jest szkodliwy?

Prowadząca Przewodnik Technologiczny podkreśla, że wklejanie łańcuszków na swoim profilu nie ma sensu. - Mogą być one wykorzystywane jako narzędzie mało przyjemnego marketingu, ale zwykle są nieszkodliwe, poza stratą czasu i obniżaniem wrażliwości na rzeczywiste problemy - tłumaczy Karolina Głowacka.

- Wyjątkowo irytujące są łańcuszki sugerujące charytatywność, np. udostępnij, wtedy osoba na zdjęciu otrzyma 10 zł. Nie wiadomo od kogo, jak i dlaczego. Nie dawajmy się głupocie. Pomyślmy, zanim coś udostępnimy - zaznacza dziennikarka.

Chcesz wiedzieć więcej?Posłuchaj!

Więcej o:

Dostęp Premium TOK FM