Goralenvolk, czyli jak górale kolaborowali z Niemcami. "Zyski czerpało 200 osób, a wina spadła na całe Podhale"

Część górali w czasie II wojny światowej zdecydowała się na kolaborację z nazistowskimi Niemcami. Dr Dawid Golik opisuje ideologię, która stała za stworzeniem Goralenvolk. Tłumaczy też, dlaczego naziści zdecydowali się na stworzenie góralskiego "pseudopaństwa".

Goralenvolk to nazwa niemieckiej akcji germanizacyjnej, która była przeprowadzana w latach 1939-45 na terenie przedwojennego powiatu nowotarskiego. - To nie był pomysł górali, tylko Niemców. Okupant starał się prowadzić na podbitych terenach politykę "dziel i rządź". Wprowadzał różne wątki separatystyczne, żeby podzielić ludność – mówił w TOK FM dr Dawid Golik z krakowskiego Instytutu Pamięci Narodowej. Podstawą Goralenvolk było przekonanie, że polscy górale mają więcej wspólnego z Niemcami, niż ze swoją ojczyzną. - Wszystko opierało się na dość wydumanych tezach – podkreśla naukowiec.

Za twórcę tych teorii uznawano Włodzimierza Antoniewicza, który już w 1928 roku wydał książkę "Metalowe spinki góralskie". - Umieścił w niej sporo teoretycznych dowodów na to, że polscy górale mają niemieckie korzenie. Na przykład to, że spinki, które nosili, były podobne do tych gockich, noszonych przez Niemców. Padły tam teorie, że w czasie najazdu Hunów część Gotów schroniła się właśnie na Podhalu – opisywał naukowiec z IPN. To nie jedyne dowody, rzekomego aliansu górali i Niemców. W tamtym czasie sugerowano, że tzw. krzyż niespodziany, symbol szczęścia umieszczany nad drzwiami góralski domów, to po prostu wariacja na temat nazistowskiej swastyki. - Przecież tego znaku nie wymyślili Niemcy, on jest bardzo stary - dopowiadał historyk. Z kolei góralski śpiew porównywano do jodłowania.

W Polsce głównymi piewcami tych teorii byli Witalis Wieder i Henryk Szatkowski. - Pierwszy z nich był agentem Abwehry, niemieckiego wywiadu. To oni dwaj przekuli te idee w czyn oraz przekonali do nich niemiecką administrację – wyjaśniał dr Dawid Golik.

"Góralski książę"

Teorie dotyczące związków polskich górali z Niemcami nie trafiały na podatny grunt.  - Dlatego Wieder i Szatkowski szukali twarzy całej akcji, "góralskiego księcia". Taką osobą stał się Wacław Krzeptowski – mówił dalej historyk.

Krzpetowski był rozpoznawalny na Podhalu, był działaczem Stronnictwa Ludowego. Miał potrzebną charyzmę i znajomości. Przed II wojną światową był wiceprzewodniczącym Związku Górali. Dlaczego zdecydował się być twarzą kolaboracji górali z Niemcami?

- Dużą rolę odegrał zapewne koniunkturalizm. Wygodniej było żyć w zgodzie i pod ochroną okupanta. Być może zdecydowały jeszcze względy materialne. Krzeptowski miał spore długi, na 3 września 1939 zaplanowano licytację jego majątku. Niemcy ją wstrzymali i może przeważyło – przekonywał dr Golik.

Do historii przeszła wizyta, jaką Krzeptowski z kolegami złożyli 7 listopada 1939 roku w Krakowie. Grupa górali pojawiła się na Wawelu, żeby z honorami przywitać... Hansa Franka, nowego Generalnego Gubernatora. - Ten "hołd wawelski" został pozytywne przyjęty przez tzw. prasę gadzinową. Odbił się echem w całej Generalnej Guberni. Polacy i reszta górali przyjęli go bardzo źle – mówił naukowiec.

Krzeptowski i idea Goralenvolku spodobała się Hansowi Frankowi. Widział w niej szansę na korzyści ekonomiczne, a w przyszłości też wojskowe. Zaowocowało to rewizytą Frank w Zakopanem, pięć dni po "hołdzie wawelskim". - Krzeptowski witał go bardzo gorąco. Mówił do ludzi: Meine Liebe Kameraden! 20 lat jęczeliśmy pod polskim panowaniem, a teraz wracamy pod skrzydła wielkiego narodu niemieckiego – opowiadał historyk.

Te dwa spotkania to początek zinstytucjonalizowania idei Goralenvolku. Jeszcze w 1939 powstało Goralenverein, czyli zależny od Niemców związek górali, który w 1942 roku przekształcił się w Komitet Góralski. Wokół Krzeptowskiego działało około 150-200 osób. - To byli ludzie przekonani przez niego, że to może być wygodne i bezpieczne życie. Na przełomie 1939 i 1940 roku nastroje w upadłej Polsce nie były najlepsze, a klęska Francji już zupełnie je załamała. Z Krzeptowskim działali ludzi, którzy myśleli, że coś mogą z tego uzyskać – podkreślał Golik.

Wacław Krzeptowski przemawia na wiecu GoralenvolkWacław Krzeptowski przemawia na wiecu Goralenvolk 

Spektakularne klapy

Jednak idea Goralenvolk zaliczyła zdecydowanie więcej porażek niż sukcesów. - Ważna była sprawa wydawania specjalnych kenkart - dowodów tożsamości wydawanych przez okupanta - dla górali. Dla zwolenników odrębności „narodu góralskiego” taka karta miała niebieski kolor i literkę „G” w rogu – mówił historyk. Takie karty wydawano od 1940 roku. - Nie mamy dokładnych danych, ale około 1943 roku tylko 27 tysięcy, ze 175 tys. mieszkańców Podhala, przyjęło niebieskie kenkarty z „G” - dodał dr Golik.

Co więcej, kenkarta niewiele dawała, poza plamą kolaboracji w życiorysie. - Te osoby nie miały łatwiej. Także w stosunku do nich były wywózki, prace przymusowe – opisywał historyk. Jak podkreślił, małe zainteresowanie kenkartami powinno być dla Niemców pierwszym ostrzeżeniem.

Kolejna spektakularna klapa Goralenvolku miała miejsce w połowie 1942 roku. Niemcy i działacze związku Goralenverein chcieli zorganizować Góralski Legion, ochotniczą jednostkę Waffen-SS.

Początkowo agitatorzy zgromadzili prawie 300 ochotników. - Część była pijana. Obiecywano im lekką służbę zamiast ciężkiej pracy. Do obozu szkoleniowego dotarło 200 osób, z czego połowa nie nadawała się do służby wojskowej ze względów zdrowotnych. Co więcej, pozostała 100 pobiła się na miejscu z ochotnikami z Ukrainy. Finalnie tylko kilka osób wcielono do SS. Po całej akcji powstał krytyczny i ironiczny raport, w którym stwierdzono, że z górali nie ma sensu robić osobnej jednostki Waffen-SS. Idea zupełnie się rozmyła, a "ochotnikom" pozostały szyderstwa, wstyd i wytykanie palcami – opowiadał dr Golik.

Podziemie kontra kolaboranci

Na przełomie 1942 i 1943 narasta przekonanie, że z kolaborującymi góralami coś trzeba zrobić. - Wcześniej polskie podziemie niepodległościowe dopiero się formowało. W 1943 roku sami górale i partyzanci zaczynają gorliwych zwolenników Goralenvolk przekonywać do zmiany zdania. Najpierw chłostami, a potem już likwidacjami – wspominał historyk.

Od połowy 1944 „góralski książę” Krzeptowski znika, zaczyna się ukrywać. Szukają go Niemcy i Armia Krajowa. - Co ciekawe, oddziały z Podhala nie były w stanie go złapać, udało się to dopiero oddziałowi z innego regionu – podkreśla gość TOK FM. 20 stycznia 1945 roku Krzeptowski ukrywa się w chacie swojego brata na Nędzówce. Do drzwi jego schronienia pukają żołnierze z plutonu Armii Krajowej "Kurniawa". Na Krzeptowskim ciąży wyrok śmierci wydany przez państwa podziemne. Przed jego wykonaniem „góralski książę” miał prosić dowódcę "Kurniawy" porucznika Tadeusza Studzieńskiego  o rozstrzelanie. Jednak porucznik był nieugięty i odrzekł, że "kula to śmierć honorowa, a zdrajcy na nią nie zasługują". Krzeptowski zostaje powieszony. Później w jego kieszeni znaleziono kartkę z oświadczeniem, w którym „góralski książę” cały swój majątek przekazuje na rzecz oddziału "Kurniawa". 

W ocenie dr. Golika AK-owcy pośpieszyli się z wyrokiem. - Można było złapać Krzeptowskiego i więcej z niego wyciągnąć – ocenił historyk.  

Garstka kolaborantów korzystała z przywilejów u Niemców do końca wojny. 22 listopada 1946 przed sądem w Zakopanem zapadł wyrok na pozostałych działaczy kolaborującego z Niemcami komitetu. Zostali oni skazani na kary więzienia od 3 do 15 lat więzienia. Część działaczy uciekła wraz z Niemcami, część uniewinniono. - De facto te 200 osób z komitetu czerpało zyski z kolaboracji, a odium winy za Goralenvolk spadło na całe Podhale – podsumowywał dr Dawid Golik z IPN.

Więcej o:

Dostęp Premium TOK FM

Serwis informacyjny

Komentarze (229)
Goralenvolk, czyli jak górale kolaborowali z Niemcami.
Zaloguj się
  • kapitan-rzbik

    Oceniono 51 razy 41

    pipierali niemców, teraz to matecznik pisu czyli też narodowy socjalizm

  • olal.bana.gw

    Oceniono 47 razy 35

    Niby eksperyment nie udany ale goralenvolk dalej zyja na Podchalu i trzepia ceprow z dutkow ile sie da a wszycko z blogoslawienstwem kosciolka. I dlatego omijam polskie gory wole wydac normalnie we Wloszech czy Austrii. Tak trzymac goralenvolk, pan z wami a durniow w japoneckach i tak kupa sie zwali - torunski motloch.

  • nick_bezimienny

    Oceniono 34 razy 28

    15% góralskich zdrajców z całej populacji to garstka? w końcu niewiele więcej głosowało na PiS, też jakieś 18% ;) i też na Podhalu PiS ma największe poparcie... przypadek? nie sądzę :)

  • bratjolki

    Oceniono 27 razy 25

    Co ciekawe, oddziały z Podhala nie były w stanie go złapać, udało się to dopiero oddziałowi z innego regionu

    No ciekawe. ;))

  • grey55

    Oceniono 27 razy 23

    Jasssne... Jak zwykle malutka część kolaborowała a wszyscy byli przeciwni ... Znamy z historii takie brednie

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX