Laudacja na cześć Marka Lisińskiego, szefa Fundacji "Nie lękajcie się": Mur niezrozumienia powoli pęka

"Bez nienawiści odczarowuje niechlubną przeszłość Kościoła katolickiego w Polsce i daje ofiarom odwagę do zmierzenia się z własnym dramatem oraz nadzieję na rozliczenie sprawców" - tak oceniła Pana postawę, Panie Marku, nominująca osoba.

To potężne słowa. Odwaga, nadzieja.

Marek Lisiński swojego pierwszego wielkiego aktu odwagi dokonał, mając 12 lat. Wtedy, jako chłopiec, znalazł w sobie siłę, by zerwać kontakty z oprawcą, wikarym w małej parafii na Mazowszu. Był 13 grudnia 1981 roku. "I tak jak potem w kabarecie mówili, że tego dnia nie było Teleranka, dla mnie już nie było dzieciństwa", opowiedział po ponad 30 latach dziennikarzowi Ekke Overbeekowi, autorowi jakże ważnej książki "Lękajcie się. Ofiary pedofilii w polskim Kościele mówią". Ale w 1981 roku koszmar się nie skończył. Przed Markiem Lisińskim były bardzo trudne lata.

Aż w 2013 roku przyszedł czas na kolejny wielki akt odwagi. Ile trzeba mieć mocy, aby przed kamerami i przed wciskającymi się w twarz mikrofonami, z odsłoniętą twarzą powiedzieć: tak, w dzieciństwie seksualnie skrzywdził mnie ksiądz katolicki. Powiedzieć "to"? W Polsce?

Zarzuty były do przewidzenia: "Robisz to tylko dla pieniędzy. Atakujesz Kościół święty. Dlaczego mówisz dopiero teraz? Po co to komu?". Ale Marek Lisiński, wtedy razem Markiem Mielewczykiem, wystąpił i ogłosił założenie fundacji. "Nie lękajcie się zgłaszać, nie bójcie się. Jesteśmy dla Was" - mówił wtedy do ofiar. Fundacja stała się głosem skrzywdzonych. Głosem, którego większość polskich biskupów słuchać nie chce, a którzy musieli patrzeć, jak ich zwierzchnik, Franciszek, całuje w dłoń Marka Lisińskiego. Gest wymowny, oby nie okazał się pusty.

Dlaczego w ogóle tak bardzo skupiamy się na sprawcach księżach? Przecież takie samo zło dzieje się wszędzie - podnoszą hierarchowie. Otóż jest to półprawda. Bo owszem, do dramatów dzieci dochodzi w wielu środowiskach. Ale Kościół ma w Polsce pozycję szczególną, a więc i szczególną odpowiedzialność. To ksiądz w polskim tradycyjnym społeczeństwie jest poza podejrzeniami, a jako spowiednik, opiekun ministrantów ma dostęp do tajemnic dzieci i może wybrać ofiarę: to najbardziej zagubione dziecko. Może jeszcze skuteczniej nim manipulować: to przecież ksiądz wie, co dobre, a co złe; może zażądać tajemnicy: "nie mów nikomu, bo pójdziesz do piekła".

To ksiądz-sprawca w tak wielu przypadkach mógł (może?) liczyć na pomoc instytucji w imię jej dobrego imienia. Znamy to: przesuwanie do innych parafii, "wybranie drogi dyskrecji", znamy lęk przed koniecznością wypłaty odszkodowań czy insynuowanie, że to dzieci "lgną". Gorszące.

Zaprawdę, jeśli ktoś dobro instytucji religijnej stawia wyżej niż dobro dziecka, istoty tej najmniejszej, w okrutnego wierzy Boga.

Ale zostawmy na ten moment instytucję i sprawców. Bo najważniejsze są ofiary. Najważniejsze są ofiary. To zdanie Marek Lisiński powtarza w każdej niemal publicznej wypowiedzi. Na Zachodzie mówi się o nich "survivors", ocaleni. Nie wszyscy nimi są, niektórzy skutecznie targają się na własne życie. Wszyscy zmagają się z traumą, przez lata z niesłusznym poczuciem winy, wstydem.

"Chcemy wyprowadzenia ofiar z cienia" - mawiał Pan, Panie Marku. I to się udaje! Niech Pan na siebie spojrzy, ile się zmieniło. Przybyło lat na karku, przybyło trochę kilogramów… ale przede wszystkim przybyło publicznej uwagi. To jest zmiana społeczna, do której Pan się przyczynia. Zaczynał pan drżącym głosem na skromnej konferencji. Dziś fundacja ma siedzibę w Warszawie, psychologa i grupę wsparcia dla ofiar. Pan jako ich głos regularnie występuje w największych mediach. To pan był jednym z najważniejszych konsultantów "Kleru", filmu-fenomenu 2018 roku, na który Polki i Polacy szli tłumnie, demonstracyjnie.

To fundacja tworzy raporty i mapy zjawiska. To wokół fundacji skupiła się grupa ekspertów, która pracuje nad stworzeniem, jak Pan mówi, Komisji Prawdy i Zadośćuczynienia. To wszystko dzieje się mimo stałych kłopotów z finansowaniem - w czym my, obywatele, którym ten temat leży na sercu, możemy akurat łatwo pomóc.

Niech Pan spojrzy, Panie Marku, mur niezrozumienia powoli pęka. Szczeliny tworzą również wrażliwi świeccy katolicy oraz ci księża, którzy nie pomylili wiary z władzą. 

Jest więc nadzieja na sprawiedliwe rozliczenie sprawców i współodpowiedzialnych. Tego Panu i wszystkim, w imieniu których Pan występuje, życzę. Aby powstała komisja z dostępem do archiwów kościelnych. Komisja ze wsparciem państwa, niezależnych organizacji pozarządowych, z najlepszymi śledczymi, prawnikami, psychologami. Niech politycy, nie pojedynczo, ale powszechnie przestaną chować głowę w piasek i uznają odpowiedzialność państwa za swoich obywateli i kontrolę instytucji. Wszystkich instytucji.

Niech nikt już się nie boi. Niech nikt nie czeka z opowiedzeniem o swojej traumie do czterdziestki, sześćdziesiątki, a nawet dziewięćdziesiątki - bo są i tacy.

Panie Marku, życzę Panu, żeby fundacja kiedyś mogła zakończyć działalność. Aby nie było nowych ofiar.

Drodzy ocaleni, ta nominacja jest dla Was wszystkich. Nie lękajcie się, tak jak nie lęka się już Marek Lisiński.

Więcej o:

Dostęp Premium TOK FM