Producent "Zimnej wojny": Zrobiliśmy dobry film. Liczymy, że Akademia go doceni

O oscarowe szanse "Zimnej wojny", o przebieg gali oraz kulisy oscarowej nocy zapytaliśmy producenta "Zimnej wojny" i szefa wytwórni Opus Film Piotra Dzięcioła, który od kilku dni jest już w Los Angeles, a w niedzielę ma być na oscarowej gali.

Bartosz Kondziołka: Jak pan ocenia oscarowe szanse “Zimnej wojny”?

Piotr Dzięcioł: Trudno odpowiedzieć. Wiemy, że zrobiliśmy bardzo dobry film. „Roma” też jest bardzo dobrym filmem. Konkurujemy z nią w trzech kategoriach. Jeżeli nagrody przyznają jurorzy, można liczyć na spekulacje „temu damy za to, temu za to”. Głosuje 5 tys. członków Akademii. Jak się głosy rozłożą, trudno ocenić. Nie jestem w stanie nic powiedzieć, na temat szans. Zrobiliśmy dobry film i liczymy, że członkowie Akademii to docenią.

Jakie są marzenia, a jakie rzeczywiste szanse?

Wszyscy filmowcy są przesądni i wolą nie odpowiadać na takie pytania. Chcielibyśmy wyjść z tej gali ze statuetkami. Ale jak będzie - zobaczymy.

Jak wygląda przebieg samej gali? Pan to już zna z gali podczas której Paweł Pawlikowski zdobył Oscara za “Idę”.

Mogę odpowiedzieć na to pytanie, bo już raz tego doświadczyliśmy. Hollywood w dniu gali oscarowej jest praktycznie oblężonym i zamkniętym miastem. Odległość, którą normalnie pokonuje się w 20 min samochodem, w dniu gali, jeżeli jedziemy w kierunku teatru, w którym gala będzie się odbywała, liczymy że podróż będzie trwała około dwóch godzin. Jest cała masa kontroli, samochody są bardzo dokładnie sprawdzane, czeka się w kolejkach. Oczywiście na galę trzeba przyjechać z dużym wyprzedzeniem. Tam są ścianki, czeka się w kolejce. To trwa długo i na pewno jest męczące, ale jest nam miło. Bo to, że tam jesteśmy, oznacza, że odnieśliśmy sukces i że doceniono „Zimną wojnę”.

Jest jakaś kolejność przyjeżdżania na galę?

Kolejność przyjeżdżania na galę jest ściśle określona protokołem. My się tym nie zajmujemy. W naszym przypadku koordynuje to Amazon. Mamy wyznaczoną godzinę, o której mamy się znaleźć pod Dolby Theater.

Czerwony dywan i co dalej?

Później przychodzi się do sali, w której to wszystko się odbywa. Tam jest kilka pięter. Jest cała masa barów, które są cały czas okupowane. Sama impreza jest bardzo długa i w jakimś sensie nużąca. Są przerwy reklamowe i wtedy część ludzi wychodzi. Jest duży ruch i dużo zamieszania. Dalej jest jak na tego typu imprezach, kolejne kategorie, kolejne przerwy reklamowe. Lepiej się to ogląda na żywo niż w telewizji z tymi przerwami reklamowymi. Ale mamy świadomość, że dzięki tym reklamom jest taka impreza. Bo przecież to wszystko finansują reklamodawcy. 

A co się dzieje po gali?

Jest duże zamieszanie, tłum ludzi, ta sala jest ogromna, powoli wychodzimy. Przy wyjściu czekają samochody. Wszyscy są odwożeni. Nasza grupa oczywiście będzie razem. Stamtąd wszyscy pojedziemy na tzw. Bal Gubernatora. Są na niego zaproszeni wszyscy przedstawiciele filmów nominowanych. Tam też jest tłum ludzi, wszystkie gwiazdy, wszyscy nominowani. Myślę, że będziemy tam około godziny. Z balu pojedziemy do hotelu, gdzie mamy wynajętą salę. Zapraszamy wszystkich tych, którzy tam są, którzy są z nami, którzy nam kibicują. Tam, w luźnej atmosferze, wspominamy, co wydarzyło się tego wieczoru.

Kto z ekipy “Zimnej wojny” będzie tego wieczoru na gali?

Będzie wyjątkowo liczna grupa. Będzie Paweł Pawlikowski ze swoją żoną Małgosią Belą, będzie Łukasz Żal ze swoją żoną, będzie Joasia Kulig ze swoim mężem, będzie Borys Szyc, Tomek Kot z żoną, będą producenci, będę ja, będą scenografowie, kostiumograf, będzie dyrektor PISF który w dużej mierze sfinansował ten film.

Czy ktoś z zewnątrz może dostać się na galę?

Nie ma najmniejszej szansy. Nawet członkowie Akademii nie mają szans. Tam co roku odbywają się losowania, bo członków akademii jest 5 tys. Jeżeli ktoś wylosował w tym roku, to nie bierze udział w losowaniu w następnym roku. Wszystkie nominowane firmy i ekipy tych filmów mają pierwszeństwo, bo to jest ich święto.

Więcej o:

APLIKACJA TOK FM

Serwis informacyjny

Komentarze (1)
Producent "Zimnej wojny": Zrobiliśmy dobry film. Liczymy, że Akademia go doceni
Zaloguj się
  • 2bxornot2b

    Oceniono 1 raz 1

    Film nie jest o polskim antyeskimosmizmie nie daje mu szans. Gdyby przynajmniej jeden maly akcent np pijany brudny Polak szarpie eskimosa na ulicy czy cokowiek, co daloby szanse temu filmowi, a tak kicha z tego bedzie wielka.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX