Król Lew - kultowa animacja doczekała się nowej wersji. A kiedyś wisiało nad nią oskarżenie o plagiat...

"Król Lew" to jedna z tych animacji, które na zawsze wpisały się w popkulturową świadomość ludzi z całego świata. Dla wielu widzów jest to najważniejszy, a już na pewno dobrze zapamiętany, film dzieciństwa. Po 25 latach ta oscarowa animacja dorobiła się swojego remake'u.

Kto nie płakał na "Królu Lwie"...

Ze świecą szukać osoby urodzonej po 1980 roku, która choć raz nie otarła łzy na scenie tragicznej śmierci Mufasy. O tym, jak wielki wpływ ta animacja miała na widownię, niech świadczą tysiące memów, odniesień i przeróbek. Jednak przyszła nieśmiertelność "Króla Lwa" z 1994 roku nie wszystkim wydawała się tak oczywista, a już na pewno nie Disneyowi, który po latach zdecydował się wypuścić kolejny już remake live action, stawiając tym razem właśnie na historię z afrykańskiej sawanny.

"Król Lew" był 32. pełnometrażowym filmem w historii studia Walta Disneya i w momencie, w którym powstawał, słusznie mógł zostać określony animacją nowej ery. Do jego stworzenia użyto najnowszej techniki, która polegała na ręcznym narysowaniu postaci oraz dodaniu efektów oświetlenia oraz efektów trójwymiarowych wygenerowanych komputerowo. Całość uzupełniała genialna muzyka, w tym najbardziej znany utwór "Krąg życia". Za jej powstanie podziękować można Eltonowi Johnowi (muzyka), Timowi Riceowi (słowa) i odpowiedzialnemu za całość Hansowi Zimmerowi. To właśnie za najlepszą piosenkę i muzykę oryginalną film otrzymał w 1995 roku swoje dwa Oscary.

Kultowa animacja i jej remake. Czy "Król Lew" jest plagiatem?

Po 25 latach ta oscarowa animacja dorobiła się swojego remake'u. Premiera "Króla Lwa" w wersji live action miała miejsce 19 lipca. Reakcja krytyków nie była tym razem aż tak entuzjastyczna, choć widzowie oceniali odnowioną historię Simby zdecydowanie łagodniej. Mimo że w najnowszym "Królu Lwie" swoich głosów użyczyło nowe pokolenie aktorów, z Donaldem Gloverem i Sethem Rogenem na czele, to nie zabrakło niezapomnianego Jamesa Earla Jonesa w roli Mufasy. Jednak jego oryginalna kreacja z 1994, którą tak dobrze wspominamy, mogła wcale nie dojść do skutku. Pierwotnie scenarzyści pisali rolę Mufasy z myślą o Seanie Connerym.

Co ciekawe, premiera najnowszego filmu Disneya wzbudziła również sporo kontrowersji. Chodzi jednak o sprawę, która za twórcami "Króla Lwa" ciągnie się już od dawna. Niektórzy krytycy zarzucają im splagiatowanie japońskiego serialu animowanego "Janguru taitei" (Kimba Biały Lew). Serial ten był emitowany w telewizji na długo przed powstaniem "Króla Lwa", bo od lat 60. i powstał na podstawie mangi z 1950 roku autorstwa Osamu Tezuke. W internecie można znaleźć kompilacje udowadniające liczne zbieżności pomiędzy animacjami. Niektóre są tak sugestywne, że aż trudno uwierzyć w ich przypadkowość. Disney stanowczo te oskarżenia. Z drugiej strony historia Simby i Mufasy opiera się na podstawowych, znanych na całym świecie chwytach fabularnych. 

Klasyki dla grzeszników - słuchaj świetnych audycji o najważniejszych filmach w historii kina! 

Więcej o:

Dostęp Premium TOK FM

Serwis informacyjny