Maryla Rodowicz wspomina trasę po Związku Radzieckim: Rozmowę z Polską trzeba było zamówić dzień wcześniej

- Żeby zadzwonić do domu, to nie było tak hop siup. Trzeba było zamawiać rozmowę dzień wcześniej. A potem pani mówiła "dzisiaj Polska nieczynna" - wspominała Maryla Rodowicz na antenie Radia TOK FM.

- Jest pani artystką, której nie nudzą się własne utwory? Niektórzy mają dość bycia zakładnikami swojego przeboju - Marylę Rodowicz w Cudownych latach pytał Przemysław Iwańczyk. 

-  Nie mam tak, ale to też z powodów muzycznych. Muzyka mnie niesie i nie mam dosyć tego, że śpiewam po raz tysięczny "Małgośkę" czy "Niech żyje bal", absolutnie - odpowiedziała piosenkarka.

- Pani cudowne lata trwają do dziś, pasmo permanentnych sukcesów. To historia bez precedensu w historii polskiej rozrywki - stwierdził dziennikarz TOK FM.

- 50 lat jestem na scenie. To jest dużo i nie dla każdego jest osiągalne. Mam takich kolegów artystów, którzy zrezygnowali z walki. Powiedzieli: To nie są czasy dla mnie. Że internet, media społecznościowe, trzeba być aktywnym. Nie każdy to lubi. Nie każdy daje radę, a ja może dlatego, że mam dzieci, które mnie uczyły i namawiały, np.: mama, musisz mieć swojego Facebooka. I uczyłam się, pamiętam - miałam straszne problemy, techniczne. Do tej pory mam z resztą. Do tej pory niektórych czynności nie potrafię uruchomić w telefonie. Jakiś tam Snapchat, ale Facebooka sama obsługuję, wrzucam zdjęcia, czytam komentarze, odpowiadam, wdaje się w dyskusje i lubię to - wyznała artystka. 

- Nie obraża się pani na rzeczywistość, która popędziła gdzieś w nie wiadomo którą stronę?

- Nie, oczywiście, że nie. Oswoiłam sobie internet - mówiła Maryla Rodowicz i opowiadała o tym, jak prowadzi konto na Instagramie. Gdy minie tydzień od ostatniego filmiku, to wie, że musi wymyślić coś nowego, np. zdjęcie. - Jestem bardzo aktywna, bo promuję swojego singla. Zdjęcie ze studia, z programu telewizyjnego - wyjaśniła. 

- Przecież mogłaby pani przyjąć pozę, ja już nic nie muszę - prowokował dziennikarz TOK FM. 

 - To bym się zanudziła - odpadła Rodowicz.

Dolary w hulajnodze

- Najistotniejsze punkty na osi pani kariery to? - dopytywał Przemysław Iwańczyk.

- Rok 1969, kiedy wystąpiłam w Sopocie. I tam taki wydawca, Anglik, zaprosił mnie do Londynu. Do nagrania singla. To nie było takie proste, żeby wyjechać. Musiałam napisać podanie, a wygrałam studencki festiwal piosenki i nagrodą był wyjazd na Zachód. Ale ci studenci nie wiedzieli, jak mnie wysłać na Zachód i potem okazało się, że chór studencki jedzie na festiwal chórów do Walii i z dwoma muzykami zostaliśmy doklejeni do tego chóru. Musieliśmy pojechać do Walii, obejrzeć ten festiwal i jak wracaliśmy przez Londyn, to nas po prostu wysadzili na ulicy. I w ten sposób nagrałam singla - taką historię opowiedziała Maryla Rodowicz. 

- Potem były lata 70., pierwsza płyta, bardzo dużo koncertów i nagranie płyty w Niemczech, w Czechach. W 1979 roku urodziłam syna. A w latach 80. zaczęły się bardzo długie trasy koncertowe, dwumiesięczne w Związku Radzieckim. Ogromne odległości do przejechania. Lataliśmy samolotami, grało się przez tydzień w stolicy danej republiki. To było uciążliwe, miałam już dwoje małych dzieci i wydawałam wszystkie pieniądze na telefony. A żeby zadzwonić do domu, to nie było tak hop siup. Trzeba było zamawiać rozmowę dzień wcześniej. A potem pani mówiła "dzisiaj Polska nieczynna" - wspominała artystka. Przypomniała też, że jej menadżer wymyślił, żeby kupować hulajnogi, w których przecinało się rurę, wkładało do niej dolary, a potem spawało rurę na powrót. To był sposób na przewożenie waluty. 

"Dawid Kwiatkowski - to jest kariera"

- Kiedy poznałam Agnieszkę Osiecką, to był początek lat 70. Jej się bardzo podobał mój wokal i sposób śpiewania. Przez to, że spotykałyśmy się codziennie, ja straciłam świadomość, że to jest taka wielka poetka, taka wielka postać, traktowałam ją jak koleżankę. Jeździłyśmy razem na wakacje do Bułgarii, na wczasy FWP - wspominała też artystka.

Przemysław Iwańczyk dopytywał, kogo z młodych artystów podziwia. - Lubię takie kapele jak Strachy na Lachy, Happysad, Łąki Łan. Mają świetne teksty, lepsze niż wokaliści solowi. Parę razy grał przede mną Dawid Kwiatkowski, słuchałam reakcji małolatów pod sceną i to było nieprawdopodobne, znali wszystkie teksty Dawida i wszystkie śpiewają. Przyjeżdżają dzień wcześniej i czekają przez noc pod hotelem swojego idola, to jest kariera - odpowiedziała Maryla Rodowicz.


Chcesz się dowiedzieć, jak w Białymstoku na scenie ludzie zaczęli drzeć kostium na Maryli Rodowicz? Słuchaj podcastu

Więcej o:

Dostęp Premium TOK FM

Komentarze (1)
Maryla Rodowicz wspomina trasę po Związku Radzieckim: Rozmowę z Polską trzeba było zamówić dzień wcześniej
Zaloguj się
  • getz54

    0

    Ciekawe czy jakaś teczka pani Maryli jest w zbiorze zastrzezonym ? Ona musi miec grubośc ksiązki kucharskiej razem z nalewkami i wypiekami. Tak mi się przynajmniej wydaje jak czytam to czym ona się chwali.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX