"Opowieści z San Francisco" Netflixa. Przyjemny, ważny, ale niewybitny serial o społeczności LGBT+

To kolejna serialowa adaptacja serii książek Armisteada Maupina o tym samym tytule. Serial Netflixa to kontynuacja losów bohaterów z powieści i poprzednich seriali, ale jest też oddzielną całością. Nie trzeba znać poprzednich części, aby móc zagłębić się w życie mieszkańców domu przy Barbary Lane.

W San Francisco, mieście słynącym z tolerancji dla inności, istnieje oaza dla tych, którzy nie odnajdują się w szarym społeczeństwie. Stworzyła ją i od kilkudziesięciu lat prowadzi Anna Madrigal (laureatka Oscara Olimpia Dukakis). W swoim domu na wzgórzu zgromadziła wokół siebie ludzi, którzy tworzą rodzinę z wyboru. Nie łączą ich więzy krwi. Poza tym są jak biologiczna rodzina, mieszają się tu troska, przyjaźń, kryzysy, pretensje i żale. Oraz miłość.

Chcesz wiedzieć, które seriale warto oglądać? Polub Szkoda czasu na złe seriale!

Mieszkańców Barbary Lane poznajemy, gdy go miasta wraca córka marnotrawna: neurotyczna Mary Ann (Laura Linney), która 20 lat wcześniej zamieniła tęczowe życie w San Francisco na karierę w programach śniadaniowych i telemarketingu. Okazja jest wyjątkowa – Anna Madrigal obchodzi 90-te urodziny. Ta impreza urodzinowa to nie smętne śpiewanie “Sto lat” starszej pani. To querrowe party z głośną muzyką, alkoholem i narkotykami. Mary Ann widzi się ze swoją córką Shawną (Ellen Page) i byłym mężem Brianem (Paul Gross). Powrót do domu, spotkanie z przyjaciółmi sprawiają, że zaczyna tęsknić za życiem, które opuściła. W tle toczą się losy nowych i starych lokatorów z Barbary Lane. Pary, która przeżywa kryzys po korekcie płci jednej z partnerek. Rodzeństwa, które pragnie zostać gwiazdami Instagrama. Lesbijki, która nie potrafi się emocjonalnie zaangażować w relacje z ludźmi. Geja HIV pozytywnego.

Książki Armisteada Maupina powstała 50 lat temu. Były kontrowersyjne, ze względu na bohaterów nieheteronormatywnych: osoby transpłciowe, transgdenderowe, homoseksualne czy biseksualne. Historia dla współczesnego odbiorcy nie jest już tak obrazoburcza. No, chyba że kogoś szokuje starsza pani z jointem. Jeśli tak - polecamy obejrzeć “Grace and Frankie” i oswajać się z siedemdziesięciolatkami z wibratorem. Poczucie humor, dystans i ciepło przypominające momentami klimat z kultowej “Pełnej chaty” sprawiają, że “Opowieści z San Francisco” są przyjemnym, ważne, ale jednak nie wybitnym serialem. Dobra propozycja na wakacje.

 


Więcej o:

Dostęp Premium TOK FM

Serwis informacyjny

Komentarze (2)
Netflix serial Opowieści z San Francisco recenzja
Zaloguj się
  • zritah49

    0

    Jeszcze dodam, że tu nie chodzi o LGBT, jestem tolerancyjna we wszystkich sprawach,
    tu raczej chodzi o miałkość tego serialu.
    Może po następnych odcinkach wciągnie...

  • zritah49

    0

    Oglądnęłam 2 odcinki i przestałam...

    Może kiedyś wrócę z beznadziei repertuaru

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX