Masaż - tak, masturbacja - nie. Kiedyś lekarze zbijali fortuny na "leczeniu" kobiet orgazmami [FRAGMENTY KSIĄŻKI]

"Przemysł orgazmiczny na Zachodzie rozkwitał w czasach, kiedy wielu lekarzy i mężczyzn z pełnym przekonaniem głosiło i publikowało tezy, że kobiety są stworzeniami beznamiętnymi, niepodatnymi na pragnienia seksualne" - pisze Catherine Blackledge.

Poniżej publikujemy fragment jej książki "Wagina. Sekretna historia kobiecej siły". Śródtytuły pochodzą od redakcji.

Według szacunków w roku 1873 w Stanach Zjednoczonych "ponad trzy czwarte wszystkich porad [lekarskich] stanowiły przypadki schorzeń kobiecych", z których łączny roczny dochód – "zasługa wątłych kobiet" – wyniósł około 150 milionów dolarów. Nic dziwnego, wziąwszy pod uwagę, że masaż pochwy w celu wywołania orgazmu stanowił pod koniec XIX wieku podstawę praktyki medycznej, a niektórzy lekarze zalecali kobietom poddawanie się "zabiegowi" co tydzień. Istotnie, lukratywne przedsięwzięcie.

Zmiany, jakie spowodował wibrator w leczeniu schorzeń u kobiet "histerycznych", podsumował w roku 1903 w książce o medycznych zastosowaniach wibracji doktor
Samuel Howard Monell. "Masaż miednicy (w ginekologii) – pisał – ma swoich zagorzałych zwolenników, którzy odnotowują wspaniałe rezultaty; kiedy jednak lekarze wykonują go ręcznie, metoda zwykle nie przedstawia większej wartości". Dodał jednocześnie, że "dzięki specjalnym aplikatorom (z zasilaczem) metoda, w przeciwnym razie nieskuteczna, zyskuje wartość praktyczną i stanowi wygodne rozwiązanie w gabinecie".

Wibratory pojawiły się w domach i gabinetach lekarskich. W Stanach Zjednoczonych w latach dziewięćdziesiątych XIX wieku kobiety mogły za pięć dolarów kupić wibrator
przenośny – "idealny na wypady weekendowe", jak głosiła reklama – zamiast płacić co najmniej dwa dolary za wizytę u lekarza. Wibrator był piątym sprzętem gospodarstwa domowego, który zasilono prądem, po maszynie do szycia, wentylatorze, czajniku i tosterze. Gdy okazało się, że wibratory można samodzielnie stosować w domu, starożytna sztuka lekarskiego masażu pochwy w celu wywołania orgazmu zaczęła powoli zamierać. Lekarze mogli wreszcie przystąpić do leczenia innych schorzeń.

Nie znamy niestety dokładnej liczby wibratorów sprzedanych pod koniec XIX i na początku XX wieku; były jednak na tyle popularne, że reklamowano je w magazynach rozsyłanych pocztą w Stanach Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii i Kanadzie aż do lat dwudziestych XX wieku.

Ożywcze wibracje

Na stronach magazynu "Modern Priscilla" z kwietnia 1913 roku reklamowano je jako "urządzenie, która zapewnia 30 tysięcy cudownych, ożywiających, przenikliwych, uzdrawiających wibracji na minutę". Nie dziwi fakt, że reklamy (niezależnie od tego, czy były kierowane do lekarzy czy pacjentek) nie wspominały o orgazmach ani przyjemności seksualnej, ale "zdrowotnych korzyściach" wibracji. Artykuł zatytułowany Zdrowie kobiet z roku 1883 zalecał wykorzystanie wibratorów w ramach terapii "przekrwienia miednicy" – zatorowania narządów płciowych. Nie wiadomo dokładnie, czemu w pierwszej połowie XX wieku lekarze i pacjentki zaniechali ich stosowania. Mogło się tak stać na skutek wykorzystania wibratorów we wczesnych filmach erotycznych w latach dwudziestych XX wieku, kiedy to środowisko lekarskie i opinia publiczna podkreślały zastosowanie wibratorów w celach seksualnych, a nie "zdrowotnych". Ówczesne zasady moralne nie sprzyjały niestety seksualnemu samozaspokajaniu się kobiet.

Jak na ironię przemysł orgazmiczny na Zachodzie rozkwitał w czasach, kiedy wielu lekarzy i mężczyzn z pełnym przekonaniem głosiło i publikowało tezy, że kobiety są stworzeniami beznamiętnymi, niepodatnymi na pragnienia seksualne. O ile niektórzy lekarze pobierali od kobiet opłaty za wywołanie u nich orgazmu z pobudek zdrowotnych, o tyle inni głosili pogląd, że pragnień seksualnych doświadczają
wyłącznie kobiety szalone, złe, niebezpieczne i nienormalne. W roku 1896 Richard von Krafft-Ebing w książce Psychopatia Sexualis przekonywał, że "kobiety, które odebrały przykładne wykształcenie fizyczne i umysłowe, mają niewielkie potrzeby cielesne".

Dodał, że "gdyby było inaczej, małżeństwo i rodzina stanowiłyby puste słowa", wyrażając tym samym strach przed losami społeczeństwa, w którym kobiety w pełni
panują nad własną seksualnością. Oto garść lekarskich komentarzy z tego wyjątkowo obłudnego okresu w historii medycyny.

  • Kobiety mają mniejszy popęd seksualny niż mężczyźni […] ogólnie rzecz biorąc, kobiety nie odczuwają tak zwanej namiętności seksualnej. (Charles Taylor, 1882)
  • Wystąpienie aspektu seksualnego w miłości młodej dziewczyny jest patologią […]. Połowa kobiet nie jest seksualnie pobudliwa. (Hermann Fehling, 1893)
  • Tylko w sporadycznych przypadkach kobiety doświadczają jednej dziesiątej popędu seksualnego, cechującego wszystkich mężczyzn. Większość kobiet jest całkowicie oziębła. (XIX-wieczny lekarz amerykański, George Napheys)

W pismach z roku 1871 brytyjski lekarz William Acton nie przeczy, że niektóre kobiety są w stanie odczuwać pobudzenie, ale określa je jako "smutne przypadki", które czeka
pewien "rodzaj obłędu, który dobrze znają odwiedzający zakłady psychiatryczne".

Masaż medyczny – tak, masturbacja kobiet – nie

Równie oburzający jest fakt, że podczas gdy jedni lekarze pobierali opłaty za gabinetową stymulację pacjentek aż do wywołania orgazmu, inni szerzyli publikacje dotyczące problemów kobiet, które stymulują się same – ręcznie i mechanicznie. W roku 1892 "Journal of Nervous and Mental Disease" zamieścił artykuł o przyczynach, dla których kobiety unikają współżycia z mężem, zatytułowany Element neuropsychiczny w awersji małżeńskiej. Autor sugeruje, że zwykle "awersja małżeńska wynika z poddawania się stymulacji mechanicznej i nikczemnej [wibratory i masturbacja], która zapewnia większą satysfakcję niż małżonek".

W artykułach opublikowanych w innych dziennikach medycznych odnajdujemy szczegółowe opisy stwierdzania przez lekarzy u pacjentek "choroby masturbacyjnej". Artykuł Oznaki masturbacji u kobiet autorstwa E.H. Smitha, opublikowany w roku 1903 w "The Pacific Medical Journal", to w istocie poradnik dla lekarzy pragnących stwierdzić, czy kobieta się masturbowała. E.H. Smith zalicza do oznak masturbacji między innymi wydłużenie jednej z warg sromowych. Kolejną oznaką jest nadmierna wrażliwość seksualna. Aby stwierdzić, czy wrażliwość seksualna pacjentki nie
przekracza przypadkiem normy, dziennik medyczny zaleca zastosowanie "łagodnego prądu Faradaya", czyli zaaplikowanie wstrząsu elektrycznego do cewki moczowej.

Zachodnie kobiety znalazły się na przegranej pozycji – albo uznawano je za gorsze od mężczyzn z powodu niedostatków popędu płciowego, albo za nienormalne, jeśli doświadczały i pragnęły rozkoszy seksualnej. Pośród lekarzy musiała zapanować dezorientacja. Otto Adler, ginekolog żyjący pod koniec XIX wieku, przekonywał, że blisko 40 procent kobiet cierpi na oziębłość płciową. Kategoria ta obejmowała
jednak kobiety, które masturbowały się aż do osiągnięcia orgazmu i te, które wykazywały silny popęd (choć nie mogły go zaspokoić); do tej samej kategorii zaliczono nawet kobietę, która przyznała się do przeżycia orgazmu podczas badania
lekarskiego. Kryteria Adlera klasyfikacji kobiet oziębłych płciowo istotnie wydają się dziwaczne i niezbyt przekonujące.

"Leczenie" kwasem

Tymczasem "Merck Manual" – podręczna instrukcja dla lekarzy – w wydaniu z roku 1899 na jednej ze stron zaleca masaż w przypadku histerii, a na innej – kwas siarkowy jako lek na nimfomanię. To przywodzi na myśl barbarzyński pomysł polewania łechtaczki kwasem karbolowym jako "terapię" przeciwdziałającą masturbacji.

Dezorientację świata medycznego na punkcie zrozumienia kobiecego orgazmu i rozkoszy seksualnej można po części wytłumaczyć przeciwstawnymi zaleceniami otrzymywanymi od ówczesnych autorytetów. Z jednej strony nauka utrzymywała, że kobiecy orgazm nie odgrywa roli w procesie rozrodczym – rozkosz seksualna kobiet nie mogła zatem zostać usankcjonowana przez moralnych mężczyzn i praktykujących wiernych, ponieważ nie prowadziła do prokreacji.

Z drugiej jednak strony nauka nadal przekonywała (przynajmniej aż do końca XIX wieku), że orgazm kobiecy służy zdrowiu – a etyka zawodowa wymagała od lekarzy, aby pracowali zgodnie ze swoim powołaniem. Podobnie jednak jak w wypadku łechtaczki, odmówienie kobiecemu orgazmowi oczywistej i bezpośredniej roli w sukcesie rozrodczym oznaczało, że świat medyczny i naukowy mógł lekceważyć to niewygodne zagadnienie. Tak też zwykle się działo, choć jeszcze niedawno lekarze stymulowali kobiety aż do wywołania orgazmu z powodów zdrowotnych.

Catherine Blackledge 'Wagina. Sekretna historia kobiecej siły' (okładka książki)Catherine Blackledge 'Wagina. Sekretna historia kobiecej siły' (okładka książki) mat. wyd.

Więcej o:

Dostęp Premium TOK FM

Serwis informacyjny

Komentarze (6)
Catherine Blackledge książka "Wagina. Sekretna historia kobiecej siły"
Zaloguj się
  • 2bxornot2b

    Oceniono 1 raz 1

    Z babami to sobie nawet wespol marksisci nie poradzicie, to odrebny temat, kobieta jest seksualna tylko ze buduja swoja seksualnosc w mocno odmienny od meskiego sposob. Prawdziwa kobieta zaznaczam nie feministka ponad wszystko nastawiona jest na budowe wiezi relacji bliskosci i czy sie wam to podoba czy nie jej natura wymyka sie spod rygorow nauki. Jedno jest pewne nie ma piekniejszej rzeczy na swiecie jak poznawanie o odkrywanie sie tych tak odmiennych swiatow, jest jakies wiecznie niedgadnione misterium, ktorego istoty nie tyle ze nigdy nie poznamy, ale nawet nie warto tracic na to energii.

  • andrzejsec1

    Oceniono 1 raz -1

    Nie oszukujmy się - większość kobiet udaje orgazm w czasie stosunku. Również większość kobiet uzyskuje orgazm jedynie w trakcie masturbacji i to wyłącznie w samotności!
    Idealny mężczyzna to taki, któremu uda się namówić kobietę do masturbacji w trakcie stosunku, prowadzącej do orgazmu!
    I nawet, gdy jego orgazm będzie wcześniej, kobieta winna kontynuować aż do skutku!
    Ilu mężczyzn jest to w stanie znieść?
    Jeszcze niewielu!

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX