150 tys. dzieci trafiło do specjalnych szkół. Bywało, że co trzecie z nich umierało. Ciemna karta w historii Kanady

Kanada to nie tylko kraj jak z pocztówki. W historii państwa jest mroczna karta. Dotyczy tego, jak traktowano rdzennych mieszkańców kraju. Takich jak Toby, który w wieku 4 lat traci rodzinę, trafia do szkoły z internatem. Bywały okresy, że w tego typu placówkach nie przeżywało co trzecie skierowane tam dziecko. Chłopiec to bohater książki "27 śmierci Toby'ego Obeda". W Kanadzie taki los, jak opisanego chłopca, spotkał 150 tys. rdzennych mieszkańców kraju.

- Kanada jest dumna ze swojej wielokulturowości, jest też siebie świadoma, natomiast widzi się nie przez pryzmat kolorowej pocztówki, ale w całości. Patrzy nie tylko na to, co teraz, ale też na bardzo trudną i skomplikowaną historię - mówiła  Joanna Gierak-Onoszko, autorka książki "27 śmierci Toby'ego Obeda". 

- Tytułowym bohaterem mojej powieści jest Toby Obed, Inuk, mieszkaniec Labradoru i Nowej Funlandii. Jego historia to opowieść o tym, że nie należy się poddawać, o harcie ducha, wymykaniu się wciąż i wciąż przeznaczenia - opowiadała. Toby, mając cztery lata, traci swoją biologiczną rodzinę i trafia do szkoły z internatem, razem z rodzeństwem. Kiedy był zabierany z domu przez policję, po raz ostatni widział swoją mamę. Jak mówi autorka książki, serce jej bohatera "ostatni raz zatrzymało się, gdy poprzedni premier Kanady przeprosił wszystkie dzieci siłą umieszczone w internatach, poza tymi, które należały do tej samej grupy etnicznej co Toby". Toby wypowiedział wtedy walkę Kanadzie. 

Historia, o której opowiada książka "27 śmierci Toby'ego Obeda", dotyczy 150 tys. ludzi. Ostatnia taka szkoła, jak ta opisana przez Gierak-Onoszko została zamknięta dopiero w 1996 roku. W każdej z takich placówek panowała wieloletnia systemowa przemoc, miały tam też miejsce samobójstwa dzieci.

- Ojcowie kanadyjskiego narodu nie mieli pieniędzy, żeby prowadzić wojnę i podporządkowywać sobie ziemię, dlatego swój projekt przeprowadzili za pomocą szkół. To był pomysł na stworzenie nowego obywatela, w którym zabije się Indianina. Prawo kazało do takich szkół wcielać rdzennych mieszkańców. Na tego typu placówki nie było pieniędzy, więc dzieci nie były leczone, były zarobaczone. Bywały okresy, że nie przeżywało co trzecie skierowane tam dziecko. Personelem w tych szkołach były często księża i siostry zakonne. Zagrożeniem byli starsi uczniowie, wychowani w przemocy. Rodzice takiego dziecka nie mogli zabrać ze szkoły - wyliczała autorka.

Kanadyjska opinia publiczna o skali, jakie miało to zjawisko, dowiedziała się dopiero w 2015. Władze kraju nie przyznały się do udziału w tym procesie, ale zaproponowały rekompensaty dla poszkodowanych.

"27 śmierci Toby'ego Obeda", FRAGMENT KSIĄŻKI:

Rano Toby’ego Obeda znalazła policja konna, ta sama, która przed osiemnastoma laty zabrała go z domu. Myśleli, że nie żyje. Kto się zorientował, że to może jeszcze nie koniec, nie wiadomo. Zabrali go śmigłowcem do szpitala ponad tysiąc pięćset kilometrów na południe od zaśnieżonego parkingu, do miejsca, które mogło dać cień szansy na ratunek. Lekarze ze szpitala w St. John’s, stolicy Nowej Fundlandii i Labradoru, nie mieli złudzeń: wątroba i nerki Toby’ego były zamrożone. Obrażenia tkanek były nieodwracalne, musieli amputować obie stopy, lewą rękę poniżej łokcia i palce prawej dłoni. Ale mózg się nie poddawał. Żeby spróbować ocalić Toby’ego, lekarze na dwa miesiące wprowadzili go w śpiączkę farmakologiczną. Aż przyszedł dzień, w którym Toby otworzył oczy i zrozumiał, że obok łóżka nie postawi już swoich butów.

- Co jest, kurwa, pytałem doktorów. Oddajcie mi moje nogi, dlaczego ja już nie mam nóg? Nie przyjmowałem żadnych wyjaśnień. Poprosiłem, żeby mnie znów uśpili. Tłumaczyli mi, że to cud, że żyję. Mój organizm się wyłączył jak system komputerowy. Wygasił się sam. W szpitalu stwierdzili zgon. Tak mi przynajmniej opowiedziano. Tak ja to przynajmniej opowiadam. Toby wspomina, że mieli go chować, ale w kostnicy otworzył nagle oczy i zaczęła się reanimacja. Bardziej prawdopodobne jest, że to jakiś policjant konny uparł się, żeby złapać za rękę chłopaka, który wymykał się do śmierci.

- Walczyli przez dwanaście godzin, żeby przywrócić krążenie, tyle zrozumiałem. Kiedy mnie ratowali, zakładali, że nawet jeśli się wybudzę, to będę jak kłoda, nigdy się nie podniosę. Ocalili mnie, znów ktoś zdecydował w moim imieniu. Nie miałem wyboru, musiałem żyć. Byłem wtedy dorosłym mężczyzną w wieku niemowlęcym. Na nowo uczyłem się jeść, ubierać, poruszać się. Najpierw czołgałem się po podłodze w szpitalu na jednej ręce. Potem dali mi wózek, ale uparłem się, że będzie tak, jak chcę. Że pierwszy raz w życiu będzie tak, jak ja sobie, kurwa, tego życzę. Z czasem chodziłem o kulach, a raczej upadałem i podnosili mnie z podłogi. Czepiałem się ścian, barierek i poręczy. Potem dali mi chodzik, a teraz patrz. Nie potrzebuję niczego. Mam swoje protezki, mogę na nich pomykać, dokąd tylko zechcę. Kiedy jesteś niemowlęciem, wszyscy klaszczą i cieszą się z twoich sukcesów. Każdy upadek leczy się całusem kochającej matki, tak przynajmniej wyobraża to sobie Toby. Tutaj, w szpitalu dla okaleczonych przez wojny, wypadki i mróz, Toby stał sam, dorosły i bez nikogo. Trząsł się jak w delirium. Rehabilitanci uspokajali, że napięcie mięśniowe, że mięśnie się muszą przystosować, że to normalny proces. Ale on wiedział, że to nie mięśnie, tylko strach. Trząsł się ze strachu, czy przeżyje i na jakich zasadach. Holowanie ku życiu trwało wiele miesięcy – był koniec lata, kiedy Toby opuścił oddział.

Potem wracał z przepustek, żeby kontynuować rehabilitację. Uczył się ufać, opierać na chodziku, manewrować wózkiem. Do dyspozycji miał prawą rękę z kilkoma odjętymi palcami. Był jeszcze brzuch. Dializy trwały rok, ale w końcu nerki ruszyły i podjęły pracę. Lekarze mówili, że po tym wszystkim musi być ostrożny, nie może pić alkoholu, ale Toby nie był w stanie się z nimi zgodzić. Próbował terapii, by pozbierać się po szkole, rodzinach zastępczych i po amputacji. Nic nie pomagało – tylko butelka. – Przestanę pić, dopiero jak zechcę. Na razie jeszcze nie mam takiego życzenia.

* * *

Z czasem lekarze zdecydowali się opowiedzieć o  Tobym, dziecku szczęścia, cudzie medycyny. Toby stał się sławny. Do szpitala w St. John’s przyleciały ekipy telewizyjne, by nakręcić materiały o człowieku z lodu. Inuku, który wstał z martwych. Feniksie, siłaczu, bohaterze. Wtedy, w 1993 roku, Kanada usłyszała o Tobym po raz pierwszy – ale jeszcze go nie doceniła. W 2008 roku premier rządu federalnego Stephen Harper publicznie powie ocaleńcom ze szkół z internatem: „Przepraszam”. Ale przeprosiny nie będą dotyczyć wszystkich – zostaną z nich wykluczone dzieci z Labradoru i Nowej Fundlandii. Wtedy serce Toby’ego Obeda zatrzyma się, dwudziesty siódmy raz. 

Więcej o:

Dostęp Premium TOK FM

Serwis informacyjny

Komentarze (16)
150 tys. dzieci trafiło do specjalnych szkół. Bywało, że co trzecie z nich umierało. Ciemna karta w historii Kanady
Zaloguj się
  • notremak

    Oceniono 12 razy 10

    Księża i siostry zakonne wychowawcami...
    I wszystko jasne.
    Nie ma gorszych oprawców/oprawczyń dzieci.

  • jan.go

    Oceniono 7 razy 7

    Chcieli stworzyć nowego człowieka Skąd my to znamy ? Jednym słowem wielu wpadło na ten pomysł od Kościoła po komunistów I wszystkie próby były nieudane Nawet nie można powiedzieć , na początku mieli szczytny cel Identycznie takie same rzeczy działy sie w Australii Tam nie dotyczyły tylko Aborygenów ale i białych Jeszcze w latach 60 nastolatki z W Brytanii w ramach resocjalizacji lądowały na farmach gdzie były gwałcone i traktowano ich jako niewolników

  • mdzj

    Oceniono 10 razy 6

    @ludzie.honoru:
    > "Rdzenni mieszkańcy kraju" byli okrutnymi, prymitywnymi barbarzyńcami
    > którzy nie wynaleźli nawet koła.
    > Sorry, Winetou.

    Rdzenni mieszkańcy do perfekcji opanowali sztukę przetrwania w warunkach w jakich przyszło im żyć.
    W tundrze, na śniegu czy lodzie z koła nie będziesz mieć wielkiego pożytku.

    @ Autor:
    > "...Bywały okresy, że nie przeżywało co trzecie skierowane tam dziecko.
    > Personelem w tych szkołach były często księża i siostry zakonne.
    > Zagrożeniem byli starsi uczniowie, wychowani w przemocy."

    Chrześcijańska miłość bliźniego?
    Wzorzec moralności?

  • feurig59

    Oceniono 4 razy 4

    Kraje "cywilizowane", pouczajace reszte swiata

  • andrzej.duxa

    Oceniono 4 razy 2

    warto pamietac, ze to brytyjscy i francuscy ideolodzy stworzyli w XIX w rasistowskie teorie nadludzi i podludzi, ktore potem dzielnie byly przez te panstwa wdrazane

  • zorro318

    0

    Prawda, cala prawda i tylko prawda. Artykul jest w najlepszym razie cwiercprawda, mniej wiecej co dwa lata w tok.fm
    pojawia sie artykul o zlym losie dzieci Indian i Eskimosow kanadyjskich. Fakt, w swoich osiedlach odcietych od reszty
    swiata tysiacami kilometrow bezdrozy narazone byly i sa na przemoc, alkoholizm i wegetacje mimo rzadowych subwencji( a wlasciwie dzieki subwencjom). Rzad nie mial zadnego wplywu na to, co sie dzieje, zyli wedlug wlasnych zwyczajow, niemozliwe bylo wyslac policjanta, nie mowiac o ekipie sledczej. Rzad w swojej naiwnosci zdecydowal sie na odbieranie dzieci od rodzin, gdzie z reguly tatus z mamusia lezal pijany a gdy poczul sie lepiej to bil i zabijal.
    Efekt byl dla dzieciakow taki, jak dla kwiatow polnych przesadzonych do doniczek, ginely nie przyzwyczajone do nowych warunkow zycia, przeniosly tez przemoc w ktorej sie wychowywaly do internatow, w internatach przemoc karano przemoca i powstalo bedne kolo. Glownym problemem Tobiego byl alkoholizm, ktorego raczej w internacie
    sie nie nabawil. .
    Znajac cykl tok.fm za mniej wiecej rok ukaze sie seria artykulow przemocy, alkoholizmie etc. wsrod Indian i Eskimosow, maltretowanych i zabijanych dzieciach i kobietach i o tym, ze rzad federalny w Ottawie nie robi nic.

  • dobroslaw

    Oceniono 2 razy 0

    No ale dlaczego tylko ich nie przeprosił ten premier?????????????????????????????????????????

  • sselrats

    Oceniono 3 razy -3

    Nic tylko emigrowac do Kanady.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX