Angelika Kuźniak o książce "Olga Boznańska. Non Finito": Mam mozaikowy sposób pisania. Lubię posiłkować się drobinkami

- Kiedy piszę o pracowni, to chcę wiedzieć, w jaki sposób otwierały się jej drzwi. Chcę wiedzieć, do jakiego pokoiku wchodzimy, jak to mogło wyglądać, czym pachniało - mówiła reportażystka i pisarka Angelika Kuźniak. Jej najnowszej książki o malarce Oldze Boznańskiej można posłuchać na antenie TOK FM.

30 października premierę będzie miała książka "Olga Boznańska. Non finito" pióra wielokrotnie nagradzanej reportażystki i pisarki Angeliki Kuźniak. Książka ukaże się nakładem Wydawnictwa Literackiego. 

Do słuchania fragmentów książki zapraszamy już dzisiaj!  Autorka będzie je czytać w programie Książka na głos od 28.10 do 08 11

W rozmowie z Martą Perchuć-Burzyńską autorka opowiadała, że pomysł napisania książki o słynnej malarce zakiełkował u niej po wystawie jej prac w Muzeum Narodowym w 2015 roku. - Wtedy dowiedziałam się, że w źrenicy "Dziewczynki z chryzantemami" jest 7 albo 9 pigmentów, a w jej całym oku kilkanaście - wspominała. 

To właśnie wtedy, lubiąca wychodzić od szczegółów reportażystka pomyślała, że jest to obietnica, tego, jakie tak naprawdę było życie Boznańskiej. Choć artystka kojarzy się raczej z szarościami, te kilkanaście pigmentów w oku postaci przedstawionej na jednym z obrazów zapowiadało, ferie barw. - W ogóle się nie pomyliłam - podkreśliła Kuźniak. 

"W cukiernicy mieszkają mrówki"

Gościni TOK FM opowiadała także, w jaki sposób pracuje. Najpierw bardzo dokładnie poznaje całą dostępną dokumentację. - Mam taki mozaikowy sposób pisania. Bardzo lubię posiłkować się drobinkami. Na przykład, że ktoś powiedział, że Boznańska wyglądała jak Ramzes w piramidzie czy, jak mówił o niej Artur Rubinstein, była podobna do pierrota - mówiła Angelika Kuźniak, tłumacząc porównanie dość mocnym makijażem, który nakładała malarka. Podkreślała, że do pracy podchodzi bardzo szczegółowo, aby dzięki zebranym informacjom, sama mogła malować słowami obrazy. 

- Kiedy piszę o pracowni, to chcę wiedzieć, w jaki sposób otwierały się jej drzwi. Że oto wystarczyło lekko nacisnąć klamkę, żeby się otworzyły. Chcę wiedzieć, co działo się potem, do jakiego pokoiku wchodzimy, jak to mogło wyglądać, czym pachniało. Dopóki nie zbiorę sobie takich szczegółów, które pozwolą, że czytelnik będzie mógł sobie wyobrazić, że siedzi w tej pracowni z Boznańską, dopóki ja tego nie poczuję, będę szukała - wyjaśniała, zaznaczając, że z bohaterkami swoich książek zawsze spędza kilka lat. 

Jednym z takich szczegółów była miłość malarki do zwierząt. - Za każdym razem, kiedy ktoś chciał posłodzić herbatę, Olga Boznańska mówiła: w cukiernicy mieszkają mówki. Proszę uważać, żeby bożego stworzenia nie potopić - opowiadała Angelika Kuźniak. 

Według reportażystki kiedy patrzymy na obrazy OIgi Boznańskiej z bliska, wydają się nam one po prostu wibrującymi plamami. - Widzimy szarą, wkurzoną malarkę. Ale trzeba odejść te trzy kroki i spojrzeć na całość. Wtedy się okazuje, że tam jest i furiactwo, i poczucie humoru, i miłość. Wszystko, co człowieka dotyczy, tylko może w innych dekoracjach - mówiła. 

Rozmowy posłuchasz także na telefonie dzięki aplikacji TOK FM.

Więcej o:

Dostęp Premium TOK FM

Serwis informacyjny