Przemoc domowa doprowadziła do zbrodni. O kobietach, które zabiły swoich oprawców opowiada Daria Górka [FRAGMENT KSIĄŻKI]

- Chwila, w której kobiety zabijają swoim oprawców to moment, w którym coś w nich pęka. Dochodzą do granicy, w której doświadczenia zbierane przez lata: upokorzeń, bicia, gwałcenia, wyzwisk po prostu biorą górę - mówiła w TOK FM Daria Górka, reporterka TVN24 i autorka książki "Aż do śmierci. Prawdziwe historie przemocy domowej, która zmusza ofiarę do zbrodni". Publikujemy fragment książki.

"Aż do śmierci. Prawdziwe historie przemocy domowej, która zmusza ofiarę do zbrodni" to książka napisana a oparciu o rozmowy z kobietami, które zabiły swoich partnerów - oprawców. Daria Górka, reporterka TVN24, próbuje znaleźć odpowiedź na pytanie, dlaczego krzywdzone kobiety przez tyle lat przy  nich w ogóle tkwią.

Pytana, dlaczego zajęła się tym tematem, reporterka wspominała, że pierwsze spotkanie z kobietą, która zabiła swojego partnera, było jej "zwykłym zawodowym zleceniem". Przyznała, że myślała nieco stereotypowo i sądziła, że spotka się z "typową więźniarką" - bezwzględną kobietą, która zamordowała drugiego człowieka. - Tymczasem spotkałam się z osobą bardzo zagubioną, smutną, złamaną przez życie, cały czas płaczącą. Zrobiło to na mnie ogromne wrażenie, również dlatego, że do zbrodni doszło w Tczewie, moim rodzinnym mieście. Okazało się, że ona zabiła swojego męża w mieszkaniu nad cukiernią, w której jako dziecko kupowałam lody z rodzicami. Nie mogłam przejść obok tego obojętnie - wspomniała autorka książki. Jak dodała, ta historia pokazuje, że problem przemocy domowej występuje często tuż obok nas, a my w ogóle nie zdajemy sobie z tego sprawy. 

Jak opowiadała w TOK FM Daria Górka, chwila, w której kobiety zabijają swoim oprawców to moment, w którym - jak same mówią - coś w nich pęka. - Dochodzą do granicy, w której doświadczenia zbierane przez lata: upokorzeń, bicia, gwałcenia, wyzwisk po prostu biorą górę - mówiła dziennikarka. Podkreślała, że to nie są żadne zaplanowane morderstwa. Bardzo często dochodzi do nich przypadkowo - w szamotaninie nadchodzi moment, gdzie kobiety myślą: albo on, albo ja. Na przemoc odpowiadają przemocą, biorą nóż i zabijają.

Górka podkreślała też, że przemoc domowa w przypadkach, które opisuje bardzo często trwała latami. Najdłuższy przypadek ciągnął się przez 37 lat!

Dlaczego kobiety przez tyle czasu nie odchodzą od swoich oprawców? - Istnieje coś takiego jak mechanizm przemocy, którego my - jako społeczeństwo - po prostu nie rozumiemy. Polega on na tym, że partner najpierw bije, gwałci, okalecza psychicznie i fizycznie, ale później nadchodzi czas zwany "miesiącem miodowym". Mężczyzna przynosi kwiaty, przeprasza, mówi, że teraz już będzie wszystko dobrze. Kobieta wybacza, bo przecież nie chce się rozstać ze swoim mężem czy partnerem, bardzo często wciąż go kocha - opisywała autorka książki. Zawracała uwagę, że ten "miesiąc miodowy" trwa przeważnie dość długo - nawet kilka miesięcy.

Poza tym, jak mówiła dziennikarka, jednym z najczęstszych powodów, dla których kobiety milczą i nie decydują się na skorzystanie z niczyjej pomocy, jest po prostu wstyd. - Wstydzą się przyznać, że w ich rodzinie dzieje się coś takiego. Przyznać poniekąd do porażki, że jednak źle wybrały swojego męża lub partnera. A im dłużej to trwa, to jest trudniej - wskazała Daria Górka.

Całej rozmowy z Darią Górką posłuchaj w Aplikacji TOK FM!

FRAGMENT KSIĄŻKI "Aż do śmierci. Prawdziwe historie przemocy domowej, która zmusza ofiarę do zbrodni"

Są ludzie, dla których dom to najniebezpieczniejsze miejsce na świecie. Są kobiety, które zbliżając się do tej, chciałoby się powiedzieć: "przystani", nie czują bezpieczeństwa, a jedynie przeszywający strach o życie swoje i często swoich dzieci. Zamiast miłości, przepełnia je nienawiść - do partnerów, siebie i całego świata. Te kobiety przez lata, a czasem i całe dekady, zamiast pocałunków od ukochanego otrzymywały uderzenia w twarz, zamiast czułych słów słyszały wyzwiska i przekleństwa, a zamiast małżeńskiego seksu doświadczały brutalnych gwałtów. Były bite, kopane, poniżane, wykorzystywane, zastraszane, cięte nożem, okaleczane. Rzucano w nie czym popadnie, a nawet zmuszano do prostytucji. Taki los zapewnili im ich mężowie i partnerzy, ci sami, którzy niejednokrotnie wyznawali miłość, a przed ołtarzem ślubowali wierność.

Monika

To jest pułapka. To są ogromne wnyki. Jak człowiek się zakleszczy, to trudno jest je otworzyć. Za pierwszym razem jeszcze masz dużo siły, jeszcze się da, ale jak tego nie zrobisz, to później jest coraz trudniej. Na końcu te własne wnyki są otwarte już tak minimalnie, że nie da się nic zrobić, choćby nie wiem jak bardzo człowiek chciał je otworzyć.

"Nikt, kto tego nie przeżył, nie jest w stanie tego zrozumieć". To z pozoru banalne zdanie często powracało w moich rozmowach z bohaterkami tej książki. Faktycznie, zwykle nie jesteśmy w stanie zrozumieć tego, że kobieta doświadczająca przemocy we własnym domu nie odchodzi od oprawcy. Może więc warto zastanowić się, dlaczego tak trudno otworzyć wnyki, o których mówi Monika, i jak pomóc bitym, cierpiącym, okaleczanym kobietom, by ocaliły swoje życie, zanim będzie za późno.

Małgorzata

Do dziś mam przed oczami policjanta, który siedział obok mnie, już na komisariacie, i trzymał mój dowód. Powiedział: "Zabiła pani zwierzę, a pójdzie pani siedzieć jak za człowieka".

W książce oddaję głos ośmiu kobietom, w tym siedmiu morderczyniom, które po latach bycia ofiarami przemocy domowej odpowiedziały przemocą na przemoc i zabiły swoich wieloletnich oprawców. Jedna z kobiet ciężko zraniła partnera, ale ten po wielu operacjach przeżył. Moje rozmówczynie zgodziły się opowiedzieć swoje historie ku przestrodze i pod warunkiem zachowania anonimowości. Przytoczone wypowiedzi przedstawiają ich życie z subiektywnej perspektywy, są to ich uczucia i wspomnienia. Ze wszystkimi bohaterkami rozmawiałam w więzieniach. Może to wydać się dziwne, ale gdy przekraczałam próg każdego z zakładów karnych, nie czułam strachu, wręcz przeciwnie. W więzieniu ludzie są sobą, nie mają przed kim udawać, nie muszą już stwarzać pozorów, wszyscy zdążyli ich ocenić i osądzić. Najgorsze, co mogło się wydarzyć, już się wydarzyło, ich życie legło w gruzach.

WIARA

Marta

Dzieciństwo miałam trudne, marzyłam, żeby uciec z domu. Gdy tylko skończyłam osiemnastkę, wyjechałam do większego miasta. Nareszcie miałam spokój. Zaczęłam pracować w kasie z biletami, zarabiałam na własne potrzeby, wynajęłam mieszkanie, miałam znajomych. Wtedy poznałam jego. Był zawodowym kierowcą. Był bogaty, a ja byłam biedna, ale nie przeszkadzało mu to. Zakochaliśmy się w sobie i było pięknie, wzięliśmy ślub. Najpierw zamieszkaliśmy u jego rodziców, później w tej samej wiosce kupiliśmy swoją chałupę. Założyliśmy gospodarstwo - mieliśmy krowy, świnie. Dom był obok lasu - cisza, spokój, piękne widoki. Jeszcze w tym samym roku urodziłam pierwsze dziecko… Wtedy wszystko się zaczęło. Kilka razy "sprzedał" mi liścia. Później przeprosił i parę dni było dobrze… i tak w kółko. Rok później urodziłam drugą córkę. On pracował, zarabiał, ja zostałam z dziećmi w domu. Coraz częściej przychodził z pracy pijany, awanturował się. Były wieczne krzyki, bicie, duszenie.

Ma ponad sześćdziesiąt lat, wygląda bardzo staro. Smutna, schorowana, przegrana. Rozmowę przerywa nam inna więźniarka, dużo młodsza. Wchodzi do celi bez pukania. Moja rozmówczyni próbuje ukryć płacz, posyła jej ciepły uśmiech, pyta w czym pomóc. Namiastka normalności, myślę, chwila zwykłej ludzkiej życzliwości nawet w takich warunkach. Wkrótce jednak wracamy do naszej rozmowy, a jej łzy płyną dalej.

Raz z zamrażalki wyjął zamrożonego kurczaka. Rzucił nim we mnie, prosto w twarz, rozciął mi brwi… wszędzie mam blizny.

Blizny pokrywają sporą część jej ciała. Pokazuje mi je: na twarzy, szyi, rękach. Każda z nich to zapis jej historii. Dramatu, który doprowadził ją aż tutaj, do celi, w której odsiaduje wyrok za zabójstwo. Nie przeraża mnie to, ale też nie zamierzam jej usprawiedliwiać. Chcę zrozumieć, a właściwie to chcę po prostu poznać jej historię.

Później było tylko gorzej - coraz więcej pił i przynosił coraz mniej pieniędzy. Urodziło się trzecie dziecko. Trzeba było je nakarmić, obiad robiłam z czego się dało, jak one zjadły, to ja dopiero po nich resztki dojadałam.

37 lat. 13 505 dni. 324 120 godzin. Tyle trwało domowe piekło Marty.

Ola

Początek znajomości był w miarę dobry, kochał mnie, starał się. Potem pojawił się alkohol, ja też się wciągnęłam, trudno było z tego wyjść. Pierwszy raz pobił mnie, gdy byłam w ciąży z pierwszym dzieckiem, uderzył mnie w brzuch. Dla mnie była to czerwona lampka. Pomyślałam, że coś może być nie tak, że może nie jest odpowiednim ojcem, ale dziecko już było w brzuchu, a on był ojcem. Przepraszał, mówił, że mnie kocha i że coś w niego wstąpiło, że nie wiedział, co robi. Wybaczyłam. Tak jak zawsze wybaczałam.

Kasia

On pracował za granicą, ja w Polsce. Przyjeżdżał tylko na weekendy, nie kłóciliśmy się, nie było o co. Potem częściej bywał w domu, trzy-cztery dni w tygodniu miał wolne. Nigdy nie powiedział, dlaczego jego sytuacja w pracy się zmieniła, ale wtedy zaczął pić. Pojawiła się chorobliwa zazdrość, bicie, awantury, przepychanki, ranienie nożem. Niech pani zobaczy, niech pani na mnie spojrzy.

Blizny. Znowu je widzę, i to na samym początku rozmowy. Nacięcia, choćby na rękach, to dokumentacja przeszłości tych kobiet - pokazując mi je, wprowadzają mnie w swój świat. Na ich ciele jest namacalny dowód piekła, które przeżyły.

NADZIEJA

Daria Górka: Myśli pani, że on panią kochał?

Monika: Myślę, że na swój sposób tak.

Jak więc tłumaczył to, co robi?

No właśnie, to były głupie wymówki, że brat postawił flaszkę, że musi z kolegami coś omówić, musi odreagować. A jak poszłam po niego za dwie, trzy godziny, to już leżał na trawniku ululany.

Jak pani myśli, co on mógł czuć, gdy podnosił na panią rękę?

Przewagę. Myślę, że to mu dawało poczucie przewagi.

Sylwia

Nie zastanawiałam się nad tym, dlaczego on to robi. Starałam się sobie wmówić i wytłumaczyć, że jakoś to jeszcze będzie, ale nigdy nie było dobrze. Liczyłam na to, że on się zmieni.

Izabela

Za każdym razem mówił, że już nie będzie pić, że się zmieni, bo on to tak tylko pod wpływem alkoholu…

Marta

Byłam w stanie znieść bardzo dużo. W imię czego? Szkoda mi było tego wszystkiego, co mam. Miałam swoje gniazdko. Jak był trzeźwy, to było nam razem dobrze. Planowaliśmy wakacje, wyjeżdżaliśmy. Mimo wszystko miałam namiastkę domu, namiastkę ciepła. To dużo. Miałam z kim iść w niedzielę na mszę do kościoła. Wpadłam w monotonię, cieszyłam się z krótkich dobrych momentów.

Sylwia

Przepraszał mnie. Przebaczałam mu i wszystko było dobrze przez dwa-trzy dni, może tydzień.

Marta

Nie miałam wyjścia, musiałam trwać w tym związku, bo nie miałam gdzie pójść. Co z dziećmi, co z nimi? Do rodziny zastępczej? W życiu bym sobie nie wybaczyła, gdybym je zostawiła. Sama mogłabym uciec, ale co z nimi?

Bite kobiety przeżywają paraliżujący strach lub rozszczepienie niczym w syndromie sztokholmskim. Często koncentrują się tylko na przetrwaniu, zapominając, że istnieją sposoby na wyjście z sytuacji. Wpadają w depresję, poczucie beznadziei i bezradności, stają się więźniami bolesnych psychofizjologicznych przeżyć.

Według badaczy przemocy domowej jedną z podstawowych przyczyn, dla których bite kobiety pozostają w związku z tyranem, jest strach. To on paraliżuje je, determinuje, rządzi ich działaniami. Tyran wywołuje u kobiety przekonanie, że zna wszystkie jej myśli i czyny. Obawiając się o swoje życie, ofiary nie widzą innej alternatywy, jak tylko zostać ze swoim prześladowcą. Są przekonane, że każde działanie spowoduje eskalację przemocy. Z tego powodu, nawet gdy w sytuacjach bezpośredniego zagrożenia dzwonią na policję, później, zastraszone przez partnera, wycofują się.

SEKS GWAŁT

Ola

Gwałcił mnie. Często. To jest…

Nastaje długa cisza. Ola spuszcza wzrok. Wiem, że to jedno z najtrudniejszych pytań. Ale ona postanowiła odpowiadać, zabrać mnie do krainy mroku, do najniższych i najstraszniejszych kręgów piekła, które przechodziła każdego dnia.

… Boże, aż nie chcę o tym myśleć, mam drgawki, to obrzydliwe, co on mi robił. I wie pani, co… z jednej strony żałuję tego wszystkiego, tego, że tu jestem, bo w jakiś sposób cierpię nadal, ale to nie jest już takie cierpienie jak kiedyś, nie takie jak w czasie, gdy się nade mną znęcał.

***

Alicja: Czuł, że jestem jego własnością. Mógł mnie bić i gwałcić, ja musiałam dawać mu dupy wtedy, kiedy chciał.

Daria Górka: Często zmuszał panią do seksu?

Alicja: Bardzo często. Gdy kładł się obok, czułam wstręt. Obezwładniał mnie strach, to było straszne. Miałam do wyboru albo stawiać opór i zostać skatowaną, albo poddać się.

I co pani robiła?

Potem to już poddawałam się, walka nie miała sensu. Beznamiętnie dawałam mu robić ze sobą, co chciał. Byłam dla niego nikim, zabawką.

***

Małgorzata: Znosił mi seksowne koszulki, kazał uprawiać seks tak często, że żadna prostytutka by tego nie wytrzymała, jak nie chciałam, to mnie bił. Bił coraz mocniej i częściej…

Daria Górka: Często panią gwałcił?

Małgorzata: Tak. Łzy kapały, a on…. eh… czuję obrzydzenie, odrazę do siebie i do niego. Wstyd. Pamiętam taką sytuację: byliśmy nad wodą. On ciągle mnie tam ciągnął, tak na spacery. Ciągle chciał się lansować, pokazywać. Wymyślił sobie, że tam będzie seks. Ludzie w oddali, ja nie chciałam. Ubrałam się i poszłam do domu. Jak za mną przyszedł, to rzucił mnie na piec, potknęłam się, przewróciłam, poraniłam, ale jemu było mało, zaczął mnie bić i kopać. Byłam cała potłuczona, poobijana, posiniaczona, zakrwawiona.

Dla ofiary przemocy seksualnej gwałt "rodzinny", może mieć nawet bardziej dramatyczne konsekwencje, niż ten dokonany przez osobę obcą. Wszystko przez to, że dochodzi do niego zwykle dużo częściej, czasem regularnie. Pokrzywdzona nie wie do kogo zwrócić się o pomoc, w końcu w ten bestialski sposób krzywdzi ją najbliższa dla niej osoba. Pogłębia się u niej poczucie bezsilności. Samo zgwałcenie, niezależnie od tego, kto go dokonał, wpływa podobnie na psychikę krzywdzonej osoby: zaburza poczucie panowania nad swoim ciałem, sobą i sytuacją, często wywołuje wstyd, poczucie winy, samooskarżanie się, zakłóca też możliwość satysfakcjonującego życia seksualnego, wiąże się z lękiem paraliżującym na długo możliwość normalnego funkcjonowania i poczuciem straty. Mimo to, a może właśnie przez to, ogromna większość przypadków przemocy seksualnej jest ukrywana przez ofiary.

Według badań prof. Beaty Gruszyńskiej każdego roku w Polsce zgwałconych zostaje około trzydziestu tysięcy kobiet, co przerażające, większość z nich tego faktu nigdy nie zgłasza organom ścigania, tym bardziej jeśli sprawcą czynu zabronionego jest partner. W Polsce zjawisko to ujawniane jest na tyle rzadko, że procesy z nim związane mało kto pamięta.

TEN MOMENT

Sylwia

Nie wiem… przyszedł ten moment po prostu, już nie wytrzymałam. Ile kobieta może wytrzymać? No ile? Jesteś zamykana, duszona, bita. Ile można znieść tego wszystkiego?

Małgorzata

Stałam w łazience, drzwi były otwarte, wywiązała się awantura. Podszedł do mnie i zaczął na mnie krzyczeć. Bił mnie i zdzierał ze mnie ubranie. Zaraz przy łazience był piecyk na drewno, a obok leżała siekiera. Wzięłam tę siekierę i uderzyłam go. Dostał w głowę, pękła mu czaszka. Zmarł, jak przyjechała karetka. Pamiętam to wszystko jak przez mgłę. Pamięć odzyskałam na komisariacie. Po prostu nie dałam rady, moja psychika leżała w gruzach. To był amok. Wiem, że uderzyłam, ale dlaczego akurat w tym momencie coś we mnie pękło, tego nie wiem do dziś. Widocznie ten moment musiał nadejść.

Ola

Czułam ból, fizyczny i psychiczny, przeszywający. Potem pojawiła się złość, wstręt do człowieka, który mi to robi, i do samej siebie. Potem przyszła nienawiść. Nienawidziłam jego, ale przede wszystkim siebie i wszystkich wokół. Myślałam: "Co ja znów zrobiłam? W czym nie dałam rady? Czego on ode mnie chce?". Obwiniałam się. Myślałam, że jestem niewystarczająco dobrą kobietą.

Marta

Postrzegałam siebie jako śmiecia, jako kogoś, kogo nie trzeba szanować. Czułam się gorsza od innych, niższa, brzydsza. Myślałam, że inne kobiety są lepsze, ładniejsze, szczęśliwsze, że widocznie czegoś mi brakuje. Czułam złość i nienawiść, miałam też pretensje do Boga. Często pytałam go: "Dlaczego tak mnie krzywdzisz?". Były myśli samobójcze, pytałam sama siebie, po co mam żyć, ale nic nie robiłam. Były dzieci.

ZBRODNIA

Monika

To było po takiej dużej imprezie. W ogóle nie chciałam go tam wziąć, ale obiecywał, że będzie się dobrze zachowywał, że będzie grzeczny. No i tak wyszło, że tu jestem. Większości nie pamiętam. To się działo od godziny dwudziestej trzeciej do trzeciej-czwartej nad ranem. Pamiętam tylko jakieś urywki. Pamiętam, jak mnie złapał za gardło i przyparł do ściany, miałam na szyi siniaki, pobite ręce. Oczywiście jakiś alkohol wypiłam, miałam pół promila w wydychanym powietrzu, ale do tego wszystkiego doszły nerwy. To był jakiś amok. Długo się kłóciliśmy - ze trzy-cztery godziny. Kiedy wracaliśmy z imprezy, sąsiad widział, jak mnie pchnął na bruk. Ludzie słyszeli wyzwiska. Zatrzymał się przy nas patrol. Powiedziałam policjantom: "Zabierzcie go na «wytrzeźwiałkę», bo to się wszystko źle skończy", ale nie zareagowali. Jak doszliśmy do domu, doskoczył do mnie. Dzieciaki podleciały, uderzył córkę. Przed oczami mam, jak córka przelatuje przed moją twarzą, tak mocno ją popchnął. Były krzyki, piski, wyzwiska. W pewnym momencie, tak wynika z akt, bo ja tego nie pamiętam, odwróciłam się z nożem, którym otwierałam mleko… i go trafiłam. Nóż zatrzymał się na żebrach, przebił serce i wnętrzności. Za jednym podejściem poszło wszystko. Nie pamiętam, czy dzieciaki widziały sam ten moment, nie wiem, mam w głowie same kawałki. Te puzzle są cały czas nieposkładane. Jak leżę wieczorem, to próbuję gdzieś jeszcze przesuwać i wsadzać te brakujące klocki. Może kiedyś mi się to uda.

Marta

To były Święta Wielkanocne. Przyjechałam z zagranicy, przywiozłam pieniądze. Pojechaliśmy do miasta po meble do nowego mieszkania syna - chciał się wyprowadzić, zamieszkać ze swoją dziewczyną. Kupiliśmy te meble, przewieźliśmy je do syna. Zostałam z mężem sama, wszystkie dzieci wyfrunęły z domu, uświadomiłam to sobie, dopiero gdy wróciliśmy. Byliśmy sami, nie było przed kim grać. Wokół nas była pustka. Chciałam ją wypełnić - wzięłam się za przygotowania do świąt. Zaczął pić, przywiozłam pieniądze, więc było za co. Przyprowadził do domu kolegów. Zaczęły się wyzwiska: "Ty kurwo!", "Ty suko". Już wtedy miałam silną depresje, brałam leki. Po trzydziestu siedmiu latach piekła coś we mnie pękło, coś mi odbiło. Poszłam do sklepu po pół litra wódki. Zapiłam nią garść antydepresyjnych tabletek. Dzieci są wychowane, każde na swoim, a jak podcieram dupę starym

Niemcom za kasę. Po co żyć? Jedyne, co pamiętam, to to, że podszedł do mnie z nożem. Obudziłam się o pierwszej po południu na wersalce w salonie. Salon mieliśmy duży, przestronny, z widokiem na ogród. Siedział na fotelu, myślałam, że śpi. Podeszłam, do niego - był zimny. Nie wiedziałam, co robię, byłam w szoku. Okazało się, że wszystko stało się około dwudziestej trzeciej, zadałam mu dwa ciosy nożem, drugi był śmiertelny.

Ola

Po południu doszło do kolejnej awantury. Gdy zaczął mnie dusić, odskoczyłam od niego i złapałam za nóż. Być może jeszcze wtedy bym tego nie zrobiła, ale spojrzał na mnie szyderczym uśmiechem i opluł. Zadałam mu trzy ciosy - ostrze trafiło w okolice serca, żebra i narządy wewnętrzne. Wybiegł z domu. Jeszcze żył. Chyba zdjął koszulkę, bo w ogóle nie było krwi. Zaczął rozmawiać z sąsiadem, dopiero potem wszedł do pokoju syna i padł jak długi, twarzą do ziemi.

Alicja

Chodziło o wszystko, o całe życie. W tym momencie doświadczenia zbierane przez całe życie ze mnie wypłynęły. Doszłam do swojej granicy. To, co było we mnie po tych wszystkich przejściach, odbiło się na nim.

***

Daria Górka: Wcześniej tak wiele razy się pani poddawała, teraz miała pani siłę do konfrontacji, dlaczego?

Sylwia: Nie wiem, nie wiem, skąd mi ta siła przyszła. Nie mam pojęcia. To się chyba kumuluje przez te wszystkie lata, te wszystkie upokorzenia. Człowiek ma w sobie tyle żalu, bólu… To się zbiera, zbiera i przychodzi taki moment, że się wybucha i koniec.

***

ODWET

Izabela

To tak narastało przez te wszystkie lata poniżeń. Nie jest tak, że on raz uderzy i chcesz mu oddać, to wszystko stopniowo w człowieku narasta. Przy nim nabawiłam się nerwicy, choć wcześniej nigdy nie byłam nerwowa. Nie spałam po nocach, myślałam o tym, co on mi robi i co będzie dalej. Czym dzieci nakarmić? Skąd wziąć pieniądze? Co jutro na obiad zrobić? Modliłam się do Boga, żeby jakoś to wszystko rozwiązać.

Monika

Nie wiem, może tak musiało być. Wierzę, że jest ktoś, kto czasem chce nam coś pokazać i wytłumaczyć. I myślę, że dostałam od tego kogoś takiego kopa… żebym się wreszcie obudziła. Żebym nie powtarzała swoich błędów. Wcześniej popełniałam błąd za błędem i jeszcze błędem to przyklepywałam. To była taka kupa gnoju, którą sama sobie stworzyłam i w której byłam zakopana po szyję. Było już za późno, żeby się ruszyć.

Daria Górka: Wierzy pani w Boga?

Marta: Wierzę, tak zostałam wychowana. Mieliśmy ślub kościelny, przed Bogiem przysięgaliśmy miłość i to, że będziemy razem do śmierci. Ja mu przysięgałam przed ołtarzem, przed Bogiem… Potem go zabiłam.

Marta zaczyna płakać, przerywa mówienie. Patrzy na mnie, czekając na moją reakcję. Mam wrażenie, że chce zobaczyć pogardę. Nie zobaczy jej jednak, nie przyszłam tutaj po to, by oceniać. Kontynuuje:

Wszystkie dzieci były ochrzczone, bierzmowane. Może Bóg mi wybaczył, tak jak ksiądz, ale ja sama sobie nigdy nie wybaczę. Nie potrafię sobie tego przetłumaczyć. Już czwarty rok siedzę w tej celi i próbuję na wszystkie sposoby.

Małgorzata

Codziennie się modlę, codziennie odprawiam różaniec. Gdy tylko mogę, chodzę do kościoła. Modlę się za niego, bardzo żałuję tego, co zrobiłam, może dlatego mi się nie śni, a jeżeli już, to tylko dobrze. Jestem wolna od koszmarów. Tamte obrazy do mnie nie wracają.

Izabela

Rozgrzeszył mnie ksiądz w poprzednim więzieniu. Powiedziałam mu, jaka była prawda… o przemocy, o wszystkim. Co tydzień chodzę do kościoła, bo wierzę w Boga. Jednak tu jestem, wiem… ale takie już chyba moje przeznaczenie, bo żeby człowiek wiedział, że się przewróci, toby się położył. Pewnie, że to jest tak, że życia nie dawałam, to nie powinnam odbierać, ale sytuacje są różne. Jak siedziałam kiedyś za kradzież i przyszły te za 148, to się zastanawiałam: "Jak ona mogła zabić człowieka?". Ale są rozmaite wypadki, zabija, bo chce zabić, bo robi to dla pieniędzy, a nie tak jak ja - w samoobronie i to po całym życiu, w którym bez sensu się nad nim litowałam. Przecież ja tego nie planowałam.

Książka została wydana przez wydawnictwo Mova

Więcej o:

Dostęp Premium TOK FM

Serwis informacyjny

Komentarze (4)
O kobietach, które zabiły swoich oprawców opowiada Daria Górka
Zaloguj się
  • zorro318

    Oceniono 2 razy 2

    Zwykle kobieta - zabojca dostaje smiesznie niski wyrok, facet, jesli nawet udowodni, ze byl ofiara przemocy ze strony kobiety, do wstydu, ze dal sie babie, posiedzi 15 lat. We wszystkich znanych mi sentencjach wyrokow kobieta zawsze
    byla ofiara, mezczyzna zawsze winnym sprawca.Sam bylem oskarzony przez eks-malzonke o przemoc, sadyzm i przestepstwa pospolite (przemyt, falszowanie dokumentow finansowych, oszukiwanie klientow) i mimo udowodnienia (bylem zmuszony przedstawic dowody swojej niewinnosci!) eks zostala oczyszczona z zarzutow przedstawiania falszywych dowodow, krzywoprzysiestwa i skaladania falszywych zeznan.
    Kiedys byly rozwody po wlosku - gosc zabijal podstarzala malzonke i zenil sie z mlodka, dzisiaj mamy rozwody po
    polsku, kobieta ma zawsze racje a przy okazji moze wsadzic do pudla eks-meza i zawladnac jego majatkiem.
    Sady rodzinne sa jeszcze gorsze, bardziej sfeminizowane i tam chlop, jesli nie ma znajomosci zwsze przegra.

  • 2bxornot2b

    Oceniono 5 razy 1

    Takie pytanie do niezaleznej dziennikarki tvn azi, czy one nie mogly odejsc.

  • tomaselli

    Oceniono 5 razy 1

    Czyzby feministyczne nawolywanie do samosadow ? A od czego sa organa wladzy i PRAWO ?

  • liwia01

    Oceniono 2 razy 0

    Dziwne te Polki,po takich koszmarnych przeżyciach jeszcze w jakiegoś boga wierzą...

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX