"Gdy moje dziecko spóźnia się ze szkoły, sprawdzam, czy nie nadjeżdża karetka". Monika Urlik napisała balladę o traumie wypadku drogowego

- Chciałabym, żeby ktoś, kto posłucha takiej piosenki, na chwilę się zatrzymał, pomyślał, poczuł, wyobraził sobie. Żeby chociaż części ludzi to tak głęboko dotknęło, żeby zaczęli uważać - mówiła piosenkarka Monika Urlik, która gościła w audycji "Skołowani", gdzie zaprezentowała szczególną piosenkę.

Monika Urlik napisała balladę "A gdy zgasną światła", opowiadającą o tragedii, jaką niesie ze sobą wypadek drogowy. Choć przyznaje, że sama nie doświadczyła tego na własnej skórze, wielokrotnie widziała takie sytuacje, była ich świadkiem. - Autobus z wycieczką szkolną wjechał w samochód osobowy, w którym była cała rodzina. Stałam na przystanku autobusowym i to widziałam. Myślę, że dla wszystkich, którzy to widzieli, była to wielka trauma - opowiadała w audycji "Skołowani". Piosenkarka, która jest też autorką tekstów i kompozytorką, przyznała, że dużo czasu zajęło jej przygotowanie utworu, który nie byłby infantylny czy banalny w treści. 

"Gdy dzieci się spóźniają, biegnę sprawdzić, czy nie jedzie karetka albo policja"

Piosenkarka deklarowała, że temat bezpieczeństwa drogowego jest jej bliski, a jeszcze większą uwagę na zachowanie na drodze zwraca, od kiedy jest mamą. - Czasem wręcz do przesady. Uczę dzieci, jak się mają zachowywać na ulicy, jak bardzo mają uważać niezależnie od tego, czy jest zielone światło - tłumaczyła. Jak przyznała, czasami wpada wręcz w paranoję. - Gdy wracają 10 minut później niż powinny, ja już wychodzę z domu i patrzę, czy na ulicy nic się nie stało. Czy nie jedzie jakaś karetka, czy policja. To jest jakaś schiza - mówiła Monika Urlik. Strach jest w niej tym większy, że mieszka przy ruchliwej ulicy, która dzieli jej mieszkanie od szkoły. - Mieszkam przy skrzyżowaniu dużej ulicy z małą uliczką, przy którym są pasy. Teoretycznie powinno tam być bezpiecznie, ale w tym miejscu samochody się rozpędzają. Działy się tam bardzo dziwne rzeczy. Piski opon były non stop - opowiadała. Przyznała, że jest w sytuacji, w której jest wielu rodziców - teoretycznie ich dzieci mają szkołę pod domem, ale najpierw muszą przejść przez ruchliwe skrzyżowanie. - A przecież nie będę odprowadzała do szkoły 12-latka - dodała piosenkarka.  

Artyści, którzy zginęli na drodze

Monika Urlik bierze udział w cyklu "Historia pewnego zdarzenia" - serii koncertów, poświęconych tym twórcom, którzy zginęli w wypadkach drogowych. Byli wśród nich: Krzysztof Klenczon z Czerwonych Gitar, Wacław Kisielewski, kompozytor, pianista, Paweł Berger, współzałożyciel zespołu Dżem, Bogdan Łyszkiewicz, lider Chłopców z Placu Broni, a także Grzegorz Grzyb, perkusista, który grał również z Moniką Urlik. W ubiegłym roku został potrącony przez samochód, gdy jechał na rowerze. 

 

- To temat bardzo ważny i pomijany. Jeździmy często w trasę, jesteśmy zmęczeni, jeździmy często, przemierzamy Polskę wzdłuż i wszerz. Nikt z nas o tym nie mówi i nie myśli, dopóki nie stanie się nic złego w naszym środowisku - przyznała Urlik, wspominając chociażby Monikę Kuszyńską, byłą wokalistkę Varius Manx, dla której wypadek drogowy skończył się poważnymi obrażeniami. 

Monika Urlik podkreśliła jednak, że jej piosenka nie jest hołdem dla tych, którzy zginęli. - Chciałabym, żeby ktoś, kto posłucha takiej piosenki, na chwilę się zatrzymał, pomyślał, poczuł, wyobraził sobie. Żeby chociaż części ludzi to tak głęboko dotknęło, żeby zaczęli uważać. Żeby to wpłynęło na ich wyobraźnię i ich emocje. Chcę, żeby ludzie zaczęli myśleć i czuć - dodała. 

Pierwszy koncert w cyklu "Historia pewnego zdarzenia" odbył się 9 kwietnia w kawiarni Kalinowe Serce na warszawskim Żoliborzu. 

Więcej o:

Dostęp Premium TOK FM

Serwis informacyjny