Coś złego dzieje się na polskich drogach. Tylu ofiar śmiertelnych nie było od 2015 roku

To był najgorszy początek roku na polskich drogach od czterech lat. Tylko w ciągu trzech pierwszych miesięcy 2019 roku w wypadkach zginęło 537 osób. A te najgorsze miesiące dopiero przed nami.

Z danych udostępnianych przez policję wynika, że pierwszy kwartał tego roku pod względem śmierci na drogach jest najgorszy od czterech lat. Rannych i samych wypadków drogowych zanotowano najwięcej od 2016 r. Dane, które porównaliśmy, to wstępne informacje z biuletynu dziennego umieszczonego na stronie internetowej policji. Te informacje nie obejmują ewentualnych zgonów w wyniku powikłań do 30 dni po wypadku drogowym. Oznacza to, że ofiar śmiertelnych może być jeszcze więcej.

Co gorsza, jak wynika z doświadczeń poprzednich lat, najniebezpieczniejsze miesiące - wakacyjne i jesienne - dopiero przed nami. Jeśli ta tendencja się utrzyma, to drugi rok z rzędu możemy zanotować wzrost liczby zabitych na drogach. Byłaby to pierwsza taka sytuacja od dekady. W 2018 roku ofiar śmiertelnych na drogach było o 2 proc. więcej niż rok wcześniej - zginęło 2 862 osób, a rannych zostało 37 359 osób.

Przypomnijmy, że na tle krajów Unii Europejskiej Polska ma jeden z największych współczynników śmierci na drogach. U nas na milion mieszkańców ginie 76 osób, podczas gdy średnia europejska to 49. Główną przyczyną śmiertelnych wypadków w Polsce jest od lat zbyt szybka jazda oraz nieustąpienie pierwszeństwa.

Więcej o:

Dostęp Premium TOK FM

Komentarze (257)
Wypadki drogowe w 2019 roku. Najgorszy początek roku od 2015 roku
Zaloguj się
  • matts06

    Oceniono 31 razy 25

    Prosta sprawa, na drogi przekłada się to co w życiu codziennym - brak szacunku dla drugiej osoby, czyli innych kierowców, pieszych, rowerzystów. Do tego dodajmy to, że Polscy gdzieś mają jakiekolwiek przepisy i uważają osoby je przestrzegające za frajerów, więc to przekłada się też na drogi, gdzie praktycznie nikt nie jeździ zgodnie z przepisami, a jak jeździ, to jest uważany właśnie za frajera. A na koniec jeszcze dodajmy pieszy, i brak normalnych przepisów jakie są na Zachodzie, czyli pierwszeństwo pieszego jak tylko dochodzi do pasów, a nie tak jak obecnie. Ale właśnie my mentalnie jesteśmy Wschodem, to i na drogach Wschód.

  • motyw4

    Oceniono 43 razy 25

    Jak to co - suweren powstał z kolan i dodatkowo nakupił za 500+ starych gratów, którymi szarżuje po wioskach. Do tego dochodzi przyzwolenie na łamanie zasad - idące z góry. I tyle.

  • am.ba123

    Oceniono 26 razy 20

    Mamy społeczne przyzwolenie na łamanie przepisów.
    W Polsce ograniczenie prędkości traktuje się jak prędkość minimalną. Prawie nikt tak wolno nie jedzie. A jak ktoś jedzie, czuje się zawalidrogą.

  • net_friend

    Oceniono 16 razy 12

    Janusz sprzedawca dachówek musi za wszelką cenę wyprzedzić Janusza sprzedawcę wkrętów a Seba dostawca pomidorów musi wyprzedzić Jurija ze spedycji z deficytem zegarowej doby.

  • curious

    Oceniono 11 razy 9

    Efekt dobrej zmiany. Miało być więcej dzieci a jest więcej trupów.

  • matts06

    Oceniono 15 razy 9

    Dodajmy jeszcze śmiesznie niskie mandaty za łamanie przepisów, za jazdę niezgodną z przepisami itd. Jak ktoś jest bogaty, to te śmieszne kwoty po nim spłyną i się tym nie przejmie.

  • equidad

    Oceniono 11 razy 7

    Przyczyna? Organiczny brak szacunku do przepisów. W końcu "przepisy są po to, żeby je łamać", a poza tym "głupie są, ja wiem lepiej". I dlatego, kiedy jadę zgodnie z przepisami jestem największą zawalidrogą w mieście.
    Po drugie, idiotyczny pośpiech. Jedzie taki, zajeżdża mi drogę, wyprzedza "na trzeciego", a następnie za sekundę spotykamy się na czerwonym świetle. I wleczemy się tak przez kolejne dziewięć skrzyżowań ze światłami. No ale był pierwszy.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX