"Pełno absurdów" ws. bezpieczeństwa na drogach. "My nie zaczynamy od zera, jesteśmy na minusie"

Polskie prawo jest pełne absurdalnych rozwiązań, jeśli chodzi o bezpieczeństwo w ruchu drogowym. Obcokrajowcy łapią się za głowę, gdy o nich słyszą - stwierdził w TOK FM Jakub Dybalski z portalu transportpubliczny.pl.

Agata Kowalska, prowadząca "Analizy" TOK FM, przypomniała, że w tym tygodniu głos w sprawie bezpieczeństwa ruchu drogowego - w kontekście śmiertelnego potrącenia pieszego na przejściu na Bielanach w Warszawie - zabrał sam premier Mateusz Morawiecki. - Kompleksowy plan radykalnej poprawy bezpieczeństwa na drogach będzie jednym z priorytetów rządu w nowej kadencji - poinformował premier.

Jakub Dybalski z portalu transport-publiczny.pl skomentował, że w tej kwestii polskie prawo pełne jest "absurdalnych rozwiązań". - My nawet nie zaczynamy od zera, tylko jesteśmy na minusie i do tego "zera" musimy doskoczyć. Ludzie z zagranicy łapią się za głowę ze zdziwienia, gdy słyszą na przykład o tym, że w polskich miastach w nocy można jeździć szybciej niż w dzień – mówił Dybalski.

Dodawał, że zdziwienie budzą bardzo niskie kwoty mandatów. - Taryfikator ustalano w 1997. Wtedy te 500 zł górnej granicy to była połowa średniej krajowej. Teraz to raptem 1/10 uśrednionej pensji. Takich kar nikt się nie boi. Gdyby to było 2 czy 2,5 tys. zł, to już byłoby lepiej. Jednak potrzebna jest też ścisła egzekucja tych kar, czyli poprawa funkcjonowania fotoradarów czy odcinkowego pomiaru prędkości. Część mandatów z tych urządzeń ląduje w koszu, bo nie ma się kto nimi zająć - wyliczał gość "Analiz". I  dodał, że trzeba, aby premier zabrał głos w tej sprawie, jednak nadal brakuje konkretów.

W środę Rafał Trzaskowski poinformował, że chce podwyżki opłat za parkowanie w Warszawie. W poniedziałek prezydent stolicy zapowiadał poprawę bezpieczeństwa w ruchu w stolicy po wypadku na Bielanach. Jak zauważył Dybalski, w ratuszu ktoś w końcu doszedł do wniosku, że "to jest duży temat". - Choć magistrat jest na etapie "O Boże, co my, mamy z tym zrobić". Jednak przez pierwszy rok prezydentury pana Trzaskowskiego ten temat nie miał aż takiego statusu. Proponowane zmiany to nie rewolucja, ale przynajmniej próba doskoczenia do norm – mówił gość TOK FM.

Posłuchaj w Aplikacji TOK FM:

Więcej o:

Dostęp Premium TOK FM

Serwis informacyjny

Komentarze (55)
"Pełno absurdów" ws. bezpieczeństwa na drogach. "My nie zaczynamy od zera, jesteśmy na minusie"
Zaloguj się
  • korkodyl_nilowy

    Oceniono 5 razy 3

    Przeciez wszystko w tym kraju jest dla hecy.
    Nikt niczego nie traktuje powaznie.
    Dlaczego na drodze mialoby byc inaczej??

  • daavid

    Oceniono 5 razy 3

    Zróbmy jak w UK. Za przekroczenie prędkości cztery punkty. Po dwunastu zabierają prawo jazdy. Informacje o punktach idą do firm ubezpieczeniowych a te podnoszą ubezpieczenia. Pytanie kto wtedy będzie płacić mandaty i jak gminy uzupełnią budżet?

  • sztucznypolak

    Oceniono 7 razy 3

    W tym roku gwaltownie wzrosla liczba ofiar smiertelnych wypadkow (w 1. polroczu o 16.3% w porownaniu do 1. polrocza 2018; a w dalszych miesiacach bylo jeszcze gorzej).
    Na drogach trwa rzez w najlepsze, a wszyscy udaja ze nic sie nie dzieje.
    Od czasu do czasu wybucha "oburzenie" politykow po wypadku jak na Bielanach, a potem zapada cisza.

    Co ma sie stac, zeby ludzie odpowiedzialni za bezpieczenstwo (politycy, Polocja, sady) zaczeli powaznie traktowac obywateli?

  • king1932

    Oceniono 9 razy 3

    Kiedy radiowozy wyjadą z krzaków i znajdą się na drogach? W cywilizowanych krajach, na zachód od piso-katolandu OZNAKOWANE radiowozy patrolują drogi tępiąc głupotę wśród kierujących. W polskim zaścianku chodzi o dojenie kierowców. Dlatego policja spędza godziny z suszarkami w krzakach, nieoznakowane radiowozy śmigają po drogach gdzie nie wiedzieć dlaczego urzędniczyna, wbrew logice ustawił ograniczenie do 50km/h. W miejscach niebezpiecznych ani fotoradarów ani policji nie uświadczysz. To jest właśnie pisoland.

  • boo-boo

    Oceniono 2 razy 2

    "w kontekście śmiertelnego potrącenia pieszego na przejściu na Bielanach w Warszawie"
    To nie było potrącenie tylko rozjechanie.

  • pszczolkaprezesa

    Oceniono 6 razy 2

    Chyba żyję i pracuję w innym kraju niż pan redaktor. Dla niego 500 zł to 1/10 pensji.
    Otóż panie redaktorze, niewielu rodaków dostaje do ręki te 5 000 zł miesięcznie.

  • hubba-hubba

    Oceniono 2 razy 2

    Jeździłem ostatnio po USA i bardzo mi się spodobał tamtejszy system limitów prędkości. Nieważne, jaka jest klasyfikacja drogi (autostrada, droga lokalna itp.) czy to, że teren jest zabudowany, czy też nie. Nie trzeba liczyć domów przy szosie, śledzić różnych znaków i tabliczek pokazujących, na jakiej drodze jesteś ani znać kodeksowej dopuszczalnej prędkości na danym typie drogi, a potem jeszcze uważać na ograniczenie, gdzie się ono zaczyna, a gdzie się kończy, czy stał odpowiedni znak, czy było skrzyżowanie. Nie musisz rozwiązywać łamigłówek. Po prostu stoi tabliczka "Speed limit" i pokazuje, jak szybko możesz jechać - aż do kolejnej tabliczki z nowym limitem. Biała tabliczka - limit bezwzględnie obowiązujący (tolerowane jest przekroczenie o 5 mph), żółta tabliczka - limit zalecany (np. przed zakrętem). To wszystko, pamiętać masz ostatni limit i jechać nie szybciej aż do następnego limitu. Nieważny typ drogi, ważne tylko lokalne warunki, znaków o połowę mniej, a efekt dużo lepszy. A u nas? Szeroka, gładka jak stół droga wojewódzka z utwardzonymi poboczami, barierami, łagodnymi łukami - ograniczenie ustawowe do 90 km/godz. Wąska, dziurawa, kręta i obsadzona gęsto drzewami droga wiejska - też do 90 km/h. Bo ani jedna, ani druga nie jest autostradą ani drogą ekspresową, więc teoretycznie - wg kodeksu - są tak samo bezpieczne.
    Nie ma też w USA odrębnych limitów prędkości dla ciężarówek - jadą tak samo szybko, jak osobówki, więc problem z "wyścigami słoni" na autostradach nie istnieje. Tylko trzeba się przyzwyczaić do tego, że cię czasem taki kolorowy, chromowany smok wyprzedza, co robi pewne wrażenie.

  • cozano

    Oceniono 6 razy 2

    Niestety, ale nasze tzw. elity polityczne jeżdżą często podobnie jak mniej prominentni piraci drogowi. Dlatego też nie ma woli zaostrzenia przepisów i kar związanych z ich łamaniem. Do dzisiaj m.in. nie jest karalna jazda na zderzaku, brak pierwszeństwa pieszego na przejściu, i wiele innych.

  • Wizard Marco

    Oceniono 1 raz 1

    Akurat większa o 10 km/h prędkość dopuszczalna w mieście w nocy na sens. W nocy jest o wiele mniejszy ruch, a często praktycznie żaden. Na skrzyżowaniach i tak trzeba uważać niezależnie od tego, czy główna czy podporządkowana. Większym absurdem jest stawiane ograniczeń prędkości "na wszelki wypadek". To nie pomaga w nauczeniu kierowców, żeby przestrzegali ograniczeń prędkości.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX