03.02.2012 13:01

Gdzie jest skrzypek?

Parę lat temu (to był jeden z tych mroźnych, styczniowych dni), na jednej ze stacji metra w Waszyngtonie, ustawił się skrzypek. Zagrał 6 kompozycji Bacha. Zajęło mu tu około 45 minut. Wyliczono, że w tym czasie przez tę stację metra „przewinęło“ się tysiące ludzi. Były godziny szczytu. Większość z nich spieszyła się do pracy.

 

Od momentu, kiedy zaczął grać upłynęły jakieś trzy minuty. Zauważył go wtedy mężczyzna w średnium wieku, zatrzymał się na kilka sekund, po czym poszedł dalej.

 

Minutę później, skrzypek zarobił swojego pierwszego dolara. Wrzuciła go przechodząca kobieta, nie zatrzymując się nawet na chwilę.

 

Najwięcej uwagi poświęcił mu trzyletni chłopiec. Matka ciągneła go za rękę, ale chłopiec chciał zatrzymać się na chwilę, żeby popatrzeć na skrzypka. Podobnie było z wieloma innymi dziećmi. Nie licząc ciekawskich dzieci, w czasie tych 45 minut tylko 6 osób zatrzymało się na chwilę. Około 20 dało mu pieniądze przechodząc dalej w swoim zwykłym tempie. Skrzypek zarobił w czasie tych 45 minut $32. Kiedy skończył, nikt nie zauważył, nikt nie bił brawa.

 

Tym skrzypkiem był, o czym nikt na stacji nie mógł wiedzieć, Joshua Bell – jeden z najwybitniejszych muzyków swojego pokolenia. Kompozycje, które zagrał to jedne z najpiękniejszych, jakie kiedykolwiek skomponowno. Skrzypce, na których grał tamtego dnia były warte 3,5 miliona dolarów. Dwa dni wcześniej Bell grał koncert w operze w Bostonie, gdzie wyprzedano wszystkie miejsca. Średnio za 100 dolarów.

 

Bell zgodził się wziąć udział w eksperymencie zorganizowanym przez Washington Post. Eksperymencie na teamt naszych percepcji, gustów  i priorytetów. Pytanie było proste: czy w codziennej sytuacji, o „niestosownej“, porannej godzinie jesteśmy w stanie dostrzec piękno? Zatrzymać się i się nim chwilę nacieszyć? Czy rozpoznajemy talent w nieoczekiwanym kontekście?

 

Jeżeli nie mamy chwili żeby zatrzymać się i posłuchać jednego z najlepszych szkypków grającego jedne z najpieknieszych kompozycji kiedykolwiek napisanych, jak wiele innych pięknych rzecz nas omija w życiu? 

 

A tu link do artykułu z Washington Post opisującego to zdarzenie. 

 

 

Zobacz także

Skomentuj:

Musisz się zalogować, by dodać komentarz. Jeśli nie posiadasz konta zarejestruj się.

Komentarze (53)

  • tatarkowsky

    Oceniono 1 raz 1

    Szczerze mówiąc? Ci ludzie mnie nie dziwią. Już "jakiś czas temu" przyzwyczaili mnie do - ekhm - siebie. Zabiegani, powierzchowni, zdania proste niezłożone, zamknięci na innych i inne. Ta - lubię narzekać, na siebie również. A dzieci w tym wszystkim są najcudowniejsze - i to ich (nazwijmy to "postawą") reakcja, ciekawość świata powinna nam codziennie dawać do myślenia i zapalać znak zapytania w głowie. Pozdrawiam serdecznie! :) Ponadto zapraszam do siebie, na razie rozdziewiczam bloga.

  • xzqbq7

    Oceniono 2 razy -2

    Eksperyment do bani, na wszystko jest odpowiedni czas, na prace (w tym dojazd do pracy), na posilki, na nauke, na odwiedziny, i na sztuke tez. Wazna jest tez oprawa, ludzie wybieraja sie na koncert nie tylko dla muzyki ale calej oprawy.
    Czyli udowodnili ze sa durniami, w tym sensie eksperyment sie udal.

  • acidity

    Oceniono 2 razy 2

    Próby tłumaczeń, że "ludzie się po prostu śpieszą do pracy" do mnie nie docierają. Oczyma wyobraźni widzę w miejscu skrzypka Lady Gagę machającą cyckami... i co, myślicie, że też nikt by się nie zatrzymał?

  • kadopl

    0

    wniosek ?
    wiekszosc rzeczy bez otoczki niezwyklosci i wysokiej ceny ktora nadaje ekskluzywnosci okazuje sie po prostu niczym nadzwyczajnym. a swiatem rzadzi snobizm.

  • masher

    Oceniono 1 raz 1

    a jednak zauwazyl, stanal posluchal a nawet rozpoznal jak widac na filmie i podziekowal :)

  • xerpenta

    0

    Ludzie idą do opery/teatru i myślą, że mają odbębnione - trzeba się ukulturalniać, więc będę, w mękach i bólu, ale tylko raz w miesiącu. Ostatnio wychodząc z Opery Narodowej, posłyszałem takie właśnie słowa: "Było fajnie wujku. - To co, kiedy znowu? - No, nam na jakieś trzy miesiące wystarczy." Hybryda mentalności PRLu i niedzielnych wycieczek do Kościoła. "Trzeba, to idę". A tymczasem brakuje miejsc, bilety są drogie, a repertuar tragiczny - mówię o Operze Narodowej, która od czasu "pozyskania" nowego dyrektora programowego staje się miejscem lansu "Warszafki", wypychając stopniowo ludzi zainteresowanych klasycznym pięknem, instalując jakieś akcesoria dla udostępniania kultury kulturalnie upośledzonym. Zatem, jak oczekiwać, że ludzie poznają wirtuoza, kiedy tych akcesoriów zabraknie?

  • myfly

    Oceniono 1 raz 1

    Gdyby na polskim dworcu spróbował zagrać Hołdys, to jeszcze w mordę by zarobił :)

  • smk6

    0

    A może warto byłoby taki eksperyment zrobić w popołudniowych godzinach szczytu? Jakoś się nie dziwię, że rano, pędząc do pracy, ludzie nie mieli czasu pochylić się nad pięknem muzyki

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Blogi znajomych konserwatywnypunk

Infografika