Masz już blog? Dodaj wpis po zalogowaniu.

Załóż swojego bloga

15.03.2017 22:20

Polska służba zdrowia, czyli gra w sudoku

Obecny projekt o sieci szpitali wynika z podejścia do sfery usług publicznych, które zwyciężyło w ministerstwie zdrowia: kontrolować, najlepiej ręcznie, centralizować i wyrugować prywatne, nawet jeśli nie działa dla zysku.

Adam Puchejda: Prawo i Sprawiedliwość chce radykalnie zmienić sposób finansowania służby zdrowia. Czy poprzedni model, tzw. rynek wewnętrzny usług, wprowadzony przez wielką reformę rządu Buzka, się nie sprawdził?

Marek Balicki: I tak, i nie. Reforma Buzka była w dużej mierze motywowana ideologicznie. Uznano, że państwo ma być sternikiem, a nie wioślarzem, i powinno wycofać się z bezpośredniego wykonywania usług medycznych, czyli właśnie z wiosłowania. Placówki publicznej służby zdrowia przekształcono w podmioty, które de facto same musiały zarabiać na swoich działaniach, a do środków publicznych dopuszczono też zwykłe podmioty komercyjne. Państwo miało zająć się tylko regulacjami, nadzorem, ale cały system miał się sam kręcić i regulować. Plus, oczywiście, za te same pieniądze, mieliśmy dostać więcej.

I to się nie udało?

Niezupełnie, bo jak zwykle diabeł tkwi w szczegółach, w tym przypadku chodziło o formę finansowania usług medycznych. Tak jak w każdej innej dziedzinie, wiele zależy od tego, czy płacimy za godzinę, za dniówkę, czy wypłacamy miesięczne wynagrodzenie, czy też płacimy za daną usługę. W służbie zdrowia można np. płacić kompleksowo, za cały proces leczenia, ale można też dzielić leczenie na drobne elementy i płacić za każdy z nich z osobna. I właśnie tę metodę przyjęto w reformie Buzka, płacono za konkretne usługi, np. operację, zabieg, hospitalizację, poradę itd., z których każda była odpowiednio wyceniona przez NFZ, a wcześniej przez kasy chorych.

Jak zmieniło to sytuację służby zdrowia?

Pojawiło się sporo wyspecjalizowanych szpitali i klinik, które zarabiały na wysoko wycenionych usługach, np. kardiologii inwazyjnej, nota bene dzięki temu w Polsce wyraźnie polepszyły się wskaźniki leczenia zawałów. Gorzej było z usługami źle wycenionymi.

W sumie wzrosła produktywność systemu, czyli liczba świadczonych usług, ale często bez uzasadnienia i nie tam, gdzie były największe potrzeby. Np. liczba hospitalizacji, czyli przyjęć do szpitali, zwiększyła się przez pierwsze 12 lat aż o 22 proc.

Może więcej chorowaliśmy?

Właśnie nie. To typowe działanie systemowe. Jak ze sprzedażą telewizorów. Żeby mieć więcej pieniędzy, trzeba sprzedać więcej. A żeby dostać większą dotację państwową (kontrakt) na usługi medyczne, trzeba mieć więcej przyjęć do szpitali, z reguły wyżej wycenianych niż pozaszpitalne formy opieki.

Zatem część tych przyjęć była niepotrzebna?

Trzeba by to zbadać. Ale system premiował i premiuje „robienie pod harmonogram”, tj. zakontraktowany z NFZ-em plan. Np. w niektórych szpitalach psychiatrycznych formą płacenia jest osobodzień. I co się dzieje? Jeśli mamy, dajmy na to, trzysta łóżek w jednym szpitalu, to dostaniemy pełną zapłatę tylko wtedy, kiedy zapełnimy te trzysta łóżek. Jak w hotelu.

Bez względu na to, czy to ma sens, czy nie.

No, oczywiście, zawsze ma sens to, co robimy [śmiech]. Ale pańskie wątpliwości to konsekwencja przyjętej metody płatności za usługi. Poza tym w każdej dziedzinie medycyny to może wyglądać inaczej.

Na przykład w psychiatrii na początku, kiedy weszły kasy chorych, nie płacono za osobodzień, tylko za pacjenta, za przyjęcie do szpitala. Załóżmy, że były tam przypadki lżejsze i trudniejsze. Za każdy powinna być inna stawka, ale opłacano pojedyncze przyjęcie. To doprowadziło do tego, że duże szpitale zaczęły się buntować. Dlaczego? Bo w szpitalach psychiatrycznych nie da się przyjmować zbyt wielu pacjentów, można ich jedynie dłużej trzymać. Trudno więc zwiększyć liczbę przyjęć.

W końcu za ministra Łapińskiego zmieniono ten system, wprowadzono płacenie za osobodzień, a to z kolei doprowadziło do tego, o czym już mówiliśmy, czyli do zapełnienia szpitali. Dziś w obrębie dużej Warszawy, liczę Tworki, Drewnicę, szpital na Nowowiejskiej i parę oddziałów przyszpitalnych, są takie okresy, kiedy nie ma ani jednego miejsca w szpitalu psychiatrycznym.

Czy to nie są jednak problemy czysto techniczne, zarządcze? Słuchając kolejnych debat o służbie zdrowia, można się zgubić w potoku szczegółów, nie wiadomo za bardzo, co z nich wynika dla poprawy naszego zdrowia.

Cały tekst TUTAJ

Marek Balicki

polityk, lekarz psychiatra, minister zdrowia w gabinetach Leszka Millera i Marka Belki.

Adam Puchejda

publicysta, zastępca sekretarza redakcji „Kultury Liberalnej”, twitter: @Adam Puchejda.

Czytaj więcej na blogu kultura-liberalna.

Zobacz także

O autorze kultura-liberalna

avatar

Kultura Liberalna to ośrodek myśli zaangażowany w działania na rzecz obywatelskiej wolności. Promujemy nowoczesny liberalizm o korzeniach w Europie Środkowo-Wschodniej.

www.KulturaLiberalna.pl

Najczęściej czytane