Masz już blog? Dodaj wpis po zalogowaniu.

Załóż swojego bloga

27.09.2017 14:04

O albańskiej pasji Jarosława Rosochackiego

            Jarosław Rosochacki, historyk, etnograf, tłumacz przysięgły języka albańskiego, Honorowy Konsul Generalny Republiki Albanii  postawił przed sobą trudny cel: zmienić zdanie Polaków o Albanii i Albańczykach. Dlaczego trudny? Bo Polska, to duży kraj zamieszkały przez 38 milionów ludzi, z których większość o Albanii nie wiedziała nic albo prawie nic. A jeśli ktoś o Albańczykach coś słyszał, to raczej nic dobrego. Gdy w  Polsce źle się działo w gospodarce, dziennikarze w gazetach ubolewali, że gorzej jest już tylko w Albanii. Niestety mieli racje, bo po drugiej wojnie światowej, Enwer Hodża zaprowadził ostrą, komunistyczną  dyktaturę. Kiedy ludziom odbiera się wolność myślenia - upada gospodarka, a  bieda pustoszy nie tylko umysły. W porównaniu z Albanią, w socjalistycznej Polsce aż tak źle nie było. Historia zarówno Polski jak i Albanii dowodzi, że gdy upadną doktryny , kraj odżywa, ludzie zaczynają sami sobie  organizować życie. Polska zaczęła się zmieniać w latach 90. Albania również, z tym że miała bardziej pod górkę. W marcu 1991 odbyły się pierwsze demokratyczne wybory. Ale w kraju panowała wielka bieda. Nastąpił upadek gospodarki opartej na przestarzałych technologiach, panowało bezrobocie. W połowie lat 90 doszło do powstania tzw. piramid finansowych, które w 1997 r. zbankrutowały pogrążając w nędzy tysiące ludzi, co doprowadziło do krwawych starć.   

            Albańczycy, na przekór złemu losowi, pracowicie odbudowują swoje życie i swoich krajów. Często ponosząc wysokie koszty bycia emigrantem i  zarabiania na obczyźnie , by inwestować w ojczyźnie. I o tych zmianach, z wielką  pasją zaangażowaniem od lat Jarosław Rosochacki  stara się informować Polaków i przekonywać ich, że Albania i Kosowo, to kraje warte poznania i polubienia. Jestem przekonany, że odkrycie w ostatnich dwóch latach przez Polaków  Albanii jako miejsca , w którym warto spędzać wakacje, jest również  jego dużą zasługą.

      Jarka, bo szybko przeszliśmy na "ty" poznałem w 1995. Spotkałem go w Warszawie,  ambasadzie Albanii, na zaproszenie nieżyjącego już ambasadora Enwera Faji. Towarzyszyła mu siostra Marika. Cieszyłem się, że mogłem porozmawiać po albańsku. Od razu zaoferował mi swoją pomoc w polskich urzędach - starałem się wówczas o uzyskanie azylu, bowiem prześladowany przez Serbów, musiałem wyjechać z Kosowa. Następnym razem spotkałem go w 1998 r. podczas warszawskiej premiery filmu ”Pułkownik Bunkier" - historii  Albańczyka Muro Meto, który  podczas studiów wojskowych zakochał się w polskiej studentce Annie.  Jak się potem  wielokrotnie przekonałem, Jarek bywa wszędzie tam, gdzie pada przymiotnik "albański".

            Częściej zacząłem się z nim spotykać w 1999 r. W Kosowie trwała wojna, a Polacy przygarnęli uchodźców i rozlokowali je w kilku ośrodkach. Jako, że język polski miałem już w miarę dobrze opanowany, jeździłem do tych ośrodków pomagać rodakom. Jarek też ich bezinteresownie wspierał, między innymi przywoził książki ze swojej albańskojęzycznej biblioteki. Kosowarzy cieszyli się z tych lektur. Moi rodacy praktycznie wszyscy wrócili do ojczyzny, a książki za moim pośrednictwem zwrócili właścicielowi.

        Ucieszyła mnie wiadomość, że  w 2002 roku w Poznaniu, otwarty został Konsulat Honorowy Albanii, a konsulem został właśnie  Jarosław Rosochacki.  Najlepszy konsul jakiego Albania może mieć w Polsce.  Ma bowiem  dar przyciągania uwagi  ponieważ mówi fascynująco, posiada olbrzymią wiedzę o Albanii i Kosowie i swoje opowieści przeplata  historycznymi oraz rodzinnymi anegdotami. Dzieli się nimi zarówno podczas spotkań jak i wypraw, których zorganizował już  osiemnaście ! Wyprawom patronuje Towarzystwo Polsko-Albańskie, którego jest wiceprezesem. Mają one charakter promocyjny, ani on ani TPA na tym nie zarabiają. Jarkowi zależy bowiem, żeby Polacy, o różnej zasobności kieszeni,  zobaczyli na własne oczy jak wyglądają oba kraje i przekonali się, że dalekie są od stereotypowych wyobrażeń - Albanii jako biednej i pełnej dziurawych  dróg, a  o Kosowie niebezpiecznym państwie, w którym trwa ciągła wojna.  Na pierwsze wyjazdy, na początku XXI wieku,  jak wspomina, udało mu się namówić tylko  rodzinę i bliskich znajomych.          Z roku na rok było już lepiej. Tak zwaną pocztą pantoflowa rozchodziły się informacje, że  wszystko co mówi konsul zachęcając do wyjazdu jest prawdą: Albańczycy są nadzwyczaj gościnni, otwarci i chętnie nawiązują rozmowy, co o tyle łatwe, że znają języki, starsi cieszą się ogromnym szacunkiem, pijanych się nie zobaczy, przyroda jest piękna, a zabytki liczne i ciekawe, pogoda sprzyja plażowaniu, Adriatyk i Morze Jońskie są ciepłe. Uczestnicy wypraw mają np. okazję wysłuchać o tym dlaczego  słynną rakiję, którą od rana do wieczora popijają albańscy mężczyźni, należy sączyć powoli, a nie wypijać po polsku, jednym haustem i jak on sam oraz z jakim skutkiem o tym się przekonał. Przestrzega przed używaniem przez Polaków w Albanii lub Kosowie wulgaryzmów, zwłaszcza słynnej „k...y”, bo  łatwo tym słowem obrazić. Już się zdarzało, że musiał interweniować i tłumaczyć Albańczykom, że Polacy wcale nie chcieli ich obrażać, a tylko używali tego słowa jak przecinka. Tak na marginesie, w tym roku, opowiadał Jarek, Albańczycy naprawiający w warsztacie auto, nie chcieli uwierzyć, że należało do Polaków, bo ci... nie klęli.

              Zwiedzającym razem z Jarkiem Albanię i Kosowo łatwiej zapamiętać  historię obu krajów, bo opowiada ją przytaczając losy swojej rodziny, historię małżeństwa rodziców          ( mama Albanka z Elbasan, ojciec Polak). Wspomina na jakich zasadach można było odwiedzać co dwa lata rodzinę w Albanii i co opowiadał jego stryj albańskiej rodzinie po powrocie z Polski. Nie będę zdradzał treści tych opowieści, zachęcając do wybrania się na kolejne wyprawy, które jak wiem, konsul planuje. Ogłoszenia o dacie, trasie na Facebook zamieszcza m.in Towarzystwo Polsko-Albańskie i Stowarzyszenie Polsko-Kosowskie KOS-POL, najczęściej w marcu każdego roku.

            Kosowo nie ma w Polsce ani ambasady ani konsulatu. Tym bardziej moja ojczyzna powinna być wdzięczna Jarosławowi Rosochackiemu za promowanie wiedzy o Kosowarach, zwyczajach, tradycji.

            Dzięki wielkiemu wysiłkowi organizacyjnemu, zebrania na jednej wystawie  eksponatów z Muzeum Etnograficznego Oddziału Muzeum Narodowego w Poznaniu, z  Muzeum Etnograficznego im. Seweryna Udzieli w Krakowie i Państwowego Muzeum Etnograficznego w Warszawie, współpracy znakomitych naukowców i  znawców Bałkanów, w  latach 2011 - 2014 prezentowana była pierwsza tego typu w Europie wystawa: „Śladami Kanunu. Kultura albańska w wieloetnicznym Kosowie”. Najpierw była pokazana w Poznaniu, potem Gdańsku i Katowicach. Eksponaty, z których część Jarek kupował za własne pieniądze podczas swoich wypraw, są o unikatowej  wartości. Jako etnografa , Jarka szczególnie interesowały i interesują stroje ludowe. O tym  jak udawało mu się je zdobywać, to oddzielne, pasjonujące  historie, które chętnie opowiada.

            Lubię, szanuję i bardzo wysoko cenię Jarosława Rosochackiego. Opisałem tutaj tylko niewielki ułamek tego, a powinien jeszcze wymienić : jego działania na rzecz współpracy gospodarczej, turystycznej, o tym że jeździ do miast i miasteczek w całej Polsce, by z pasją opowiadać o wszystkim , co albańskie. Wiedząc, że ma skalę porównawczą, zapytałem go ostatnio, co jego zdaniem najbardziej się w Albanii zmieniło. Odpowiedział, że nastąpił skok mentalności równy 100 latom. Zachowując wiele z tradycji jednocześnie Albańczycy stali się bardzo europejscy i światowi, bo ten świat zobaczyli i się do niego dostosowują. Zaskoczyło go tempo zmian, co roku następuje tyle, że są miejsca, których nie może rozpoznać.  Albania nie jest już krajem mercedesów, auta wszystkich marek korkują ulice miast, po których jeszcze nie tak dawno jeżdżono tylko rowerami.

            Proponuje hasło :Chcesz poznać Albanię i Kosowo ? Nikt Ci ich lepiej nie pokaże niż Jarosław Rosochacki.  Jestem przekonany, że gdyby napisał książkę,  tak jak opowiada o Albanii i Kosowie, powstałby bestseller. Może uda się go do tego namówić?

 Na zdjęciach: wyraz sympatii Jarosława Rosochackiego do Stowarzyszenia Kos-Pol, czyli noszenia koszulki podczas pobytu w Kosowie. Autor bloga z flagą otrzymaną w prezencie od konsula z okazji  5 rocznicy niepodległości Kosowa oraz Jarosław Rosochacki oprowadzający Polaków po Vlorze i Tiranie,

Haxhi Dulla

tj

 

 

 

Czytaj więcej na blogu me syrin tim.

Zobacz także

O autorze haxhid

avatar

Haxhi Dulla - Albańczyk z Kosowa. Studiował na Uniwersytecie w Prisztinie. Radny w gminie Suhareka. W 1989 zmuszony do emigracji. Od 23 lat mieszka w Polsce.
Tłumacz języka albańskiego i serbskiego
W latach 2000 - 2009 tłumacz przy Polskim Kontyngencie Sił Pokojowych KFOR w Kosowie.
Prezes Stowar...

Najczęściej czytane