03.02.2012 13:59

Inflammation

Postanowiłam wybrać się do tybetańskiej kliniki ziołolecznictwa. Miejsce zostało otwarte przez samego XIV Dalajlamę podczas wizyty w Polsce - co nieco naiwnie uznałam za wystarczającą rekomendację.

W ramach przygotowań do wizyty zaczęłam spisywać listę gnębiących mnie przypadłości  - mnich posługuje się angielskim. Zacięłam się przy zapaleniu, nie mogąc przypomnieć sobie odpowiedniego słówka. Sprawdziłam w na translate.goolge; jako odpowiednik wyskoczyło mi inflammation....

Hmm, akurat to słówko pamiętam doskonale. Widziałam je ostatnio wielokrotnie w doniesieniach Amnesty International na temat sytuacji w Tybecie. Określa się nim po angielsku akt samospalenia.

Zastanowiłam się. Takiego słowa chyba nie powinnam używać przy mnichu? A może wręcz przeciwnie? Powinniśmy go używać jak najczęściej, mówić o nim jak najgłośniej.

Do tej pory wspomina się Jana Palacha, który w 1969 roku dokonał samospalenia w proteście przeciwko interwencji wojsk Układu Warszawskiego w Czechosłowacji.

Samospalenie Mohameda Bouazizi w grudniu 2010 roku zapoczątkowało "Arabską wiosnę". Właściciel straganu z Tunezji był na ustach całego świata. Z dnia na dzień stał się symbolem walki z dyktaturą.

Dlaczego nie wzrusza nas podobna ofiara złożona już przez 17 osób w Tybecie - a to dane tylko z ostatnich kliku miesięcy. Media milczą. Ale czy tak samo zachowałyby się, gdyby podobna sytuacja miała miejsce na Białorusi, czy Ukrainie?

Na ratujtybet.org możemy przeczytać, że "jedną z osób, które dokonały samospalenia był 42-letni, szanowany mnich Lama Sopa, który podpalił się i zginął 8 stycznia, pozostawiając po sobie kasetę z nagraniem pożegnalnym, w którym składa hołd tym, którzy podpalili się przed nim. Powiedział w nim m.in.: „Nie spłonę z powodu własnych spraw czy problemów, lecz uczynię to dla sześciu milionów rodaków, którym odebrano wszelką wolność”.

My, Polacy, w tym względzie mamy dużo wspólnego z Tybetańczykami. Oddanie życia za ojczyznę jest u nas wychwalane i wysławiane. Czy tak powinno być? To zostawię ocenie każdego z Was - różne są motywy, różne sytuacje - nie mnie to oceniać. Sama nie wiem, jakbym się zachowała, gdyby przyszedł na mnie czas próby.

Jedno jest pewne. Samospalenie to krzyk desperacji Tybetańczyków. W proteście przeciwko radykalnym ograniczeniom podstawowych wolności, nachalnej indoktrynacji oraz niszczeniu ich religii i kultury. Samospaleń dokonują mnisi i mniszki, a także osoby świeckie. Mimo prześladowań ze strony chińskiej policji coraz częściej Tybetańczycy i Tybetanki siadają, oblewają się benzyną i podpalają. To przecież musi strasznie boleć. Przecież wiedzą, że czeka ich śmierć w straszliwych męczarniach, a mimo wszystko uznają to za najwłaściwszy sposób zwrócenia uwagi na swoją sytuację. Gdy inne zawiodły, ten wydaje się być ostatnią deską ratunku.

3 listopada 2011 organizacje praw człowieka wystosowały list do prezydenta Chin Hu Jintao, w którym zaapelowano o "przeprowadzenia wszechstronnego przeglądu sytuacji praw człowieka na Wyżynie Tybetańskiej oraz zakończenia prawnych i policyjnych restrykcji łamiących prawa człowieka w tym regionie". Od tamtej pory niestety niewiele się zmieniło na lepsze. Represje wobec protestujących mnichów się nasiliły. Chiny tak łatwo nie zrezygnują z tej ogromnej, bogate prowincji. W końcu wiadomo, że jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze.

Zobacz także

Skomentuj:

Musisz się zalogować, by dodać komentarz. Jeśli nie posiadasz konta zarejestruj się.

Komentarze (2)

  • turbinowy

    Oceniono 1 raz 1

    Zgoda co do milczenia mediów. Chociaż aby być w pełni sprawiedliwym - dzisiaj w Tokfmie w programie Światopodgląd Agnieszki Lichnerowicz była rozmowa o Tybecie i o sytuacji, którą przedstawiłaś.
    Wiesz są sytuacje, w których ja, jednostka jestem bezradny...
    Zobacz i zapewne Ty i na pewno ja korzytamy z kompów i innych produktów wyprodukowanych w Chinach. W znakomitej większości przypadków jedynym naszym wyborem jest rezygnacja z posiadania bo albo nas niestać na wytwarzane poza Chinami albo i tak w środku będą chińskie komponenty. Ostanio przeczytałem, że nagrobki też sprowadzane są z Chin.
    Niestety tak jest, że wartości przegrywają z pieniędzmi. Ale..
    No właśnie jest jednak ale...
    ... róbmy swoje nie zgadzajmy się na draństwo i bandytyzm...
    I może wreszcie powstanie masa krytyczna, która to zmieni.

  • nadordynariusz

    Oceniono 7 razy 7

    Jako stary punkowiec już od lat '90 tych brałem udział w wielu manifestacjach, protestach i akcjach bardziej i mniej bezpośrednich. Domagałem się wolności dla Tybetu, objęcia całej Puszczy Białowieskiej ochrona Parku Narodowego, zakazu strzelania do wilków, zakazu testów na zwierzętach czy zakazu tresury zwierząt w cyrkach. I co? I nic się nie zmieniło :( Wpłynąłem tylko na tych ludzi, z którymi miałem bezpośredni kontakt. Społeczeństwo mamy cokolwiek przygłupie i zupełnie nieempatyczne.
    Ale to jest wina również mediów, od kilku dni szał ogarnął wszystkich w sprawie zaginionego dziecka w Sosnowcu. Kiedy ostatni raz była jakakolwiek wzmianka o dramacie Tybetańczyków nie pamiętam, nie licząc jakiegoś programu zdaje się Kuby Janiszewskiego. O przyrodzie mowa tylko jak sie Greenpeace przykuje do drzewa.
    Dla nas ważniejsza jest "spółdzielnia Grabarczyka", "zastępy Schetyny", czy SP podzieli los PJN, czy może nie, czy brzoza może zabić, czy Miller miał anielskie zwiastowanie, czy jesteśmy kondominium.....
    Ludzi walczących o prawa człowiek, zwierząt i Ziemi traktuje się co najwyżej słowami - lewackie bydło czy ekooszołomy.

    W "pierwszym radiu informacyjnym" poranni komentatorzy i gospodarze to prawica i konserwatyści (prócz J. Żakowskiego i D. Wielowiejskiej), nie interesują ich takie rzeczy. A jak ich nie interesują to wszyscy również mają to w dupie.
    Dlaczego nie można choć godziny w tygodniu poświęcić na ekofilozofię i przybliżenie ludziom kultury i dramatu Tybetu?

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

O autorze aleksandraminkiewicz

avatar

Studiowała kulturoznawstwo w Niemczech, ale studia podyplomowe zrobiła już w Instytucie Orientalistycznym na UW, bo chciała poznać smak studiowania w Polsce.Prowadziła w Warszawie pierwszą galerię z ręcznie tkanym jedwabiem i rękodziełem z Kambodży, Afganistanu i Laosu, w oparciu o zasadę sprawiedli...

Infografika