Masz już blog? Dodaj wpis po zalogowaniu.

Załóż swojego bloga

06.10.2014 01:52

Hartman i fobia Polaków: Kochaj brata i siostrę swoją

Polowanie na Jana Hartmana po jego 'kazirodczym' wpisie pokazuje czego Polacy boją się najbardziej. Ich strach przed dyskusją i innością.

Wyrzucony z partii politycznej, z komisji etyki przy ministrze zdrowia, publicznie skrytykowany przez swoją uczelnię, znieważony dziesiątki razów w medialnych komentarzach do sprawy... Profesor Hartman zapłacił za swój wpis dużą cenę. Co najzabawniejsze, pewnie nawet nie spodziewał się, że aż tak kogokolwiek nim oburzy.

Piekło wokół tekstu rozpętało się jednak tak szybko, że mało kto zdążył go przeczytać zanim Polityka usunęła wpis ze swojego bloga (to w tej sprawie też bardzo, bardzo bolesny precedens w kwestiach wolności słowa). O co podniósł się ten krzyk oburzenia? Przekaz krytyków sprowadzał się do:

„Hartman twierdzi, że kazirodczy seks jest w porządku, ohyda!”

Przekaz Hartmana z kolei w skrócie brzmiałby tak:

„miłość dwójki dorosłych ludzi może istnieć, niezależnie od tego które z narzuconych przez społeczńestwo relacji (w tym rodzinnych) ich łączą; może to być nawet doskonalszy rodzaj miłości, patrz. przykłady z literatury pięknej i historii, w tym historii filozofii”

Do skrytykowania pierwszego przekazu wystarczy wiedza czerpana z tabloidowego codziennika (lub tygodnika Wprost) i sprowadzenie wszystkiego do prawd takich jak: że gwałty wewnątrz rodziny są nieładne, a dzieci rodzące się w ich wyniku i trzymane w zamkniętej szopie przez 10 lat zawsze mają problemy psychiczne. Według tej krzyczącej masy to właśnie miał na myśli Profesor UJ. Szkoda, że przycisk „skrytykuj bez zastanowienia” jest jedynym na ich mentalnym pilocie.

Nie jestem zwolennikiem wszystkiego co powiedział i napisał w swoim życiu Jan Hartman, ale rozumiem stały i wyraźny u niego zabieg rzucania się pod koła nadciągającej zawsze punktualnie fali krytyki. Jego felietony są pisane z nadzieją na wyłonienie się ze zgliszczy zdeptanego tekstu zalążka dyskusji. Właśnie poprzez tę pierwszą reakcję odbiorców Hartman próbuje powiedzieć nam coś o naszym społeczeństwie. Tym razem dowiedzieliśmy się o sobie aż nadto.

W Polsce wciąż trudno rozmawia się o seksie, miłości, ciele. Wielu z nas wciąż trudno zrozumieć, że można kochać kogoś tej samej płci. To atak na instytucję rodziny, mawia się. Co mogło się więc wydarzyć, gdy ktoś zasugerował miłosne transgresje wewnątrz tej (świętej) komórki społecznej? Hartman najwidoczniej nie spodziewał się, że nikt w naszym kraju nie rozumie sztuczności tworu jakim jest społeczeństwo i panujące w nim relacje. Że zasadę „pod żadnym pozorem nie kochaj brata ani siostry swojej” wymyślili ludzie i mogli po prostu nie mieć racji.

Recepcja tekstu Hartmana i jego streszczenia, to często spore nieporozumieniem. On nie mówi tam „idźmy dziś wszyscy do naszych sióstr-braci i ojców-matek uprawiać seks – najlepiej z użyciem siły”... Twierdzi zaledwie, że miłość* między dwoma elementami ze zbioru osób w społeczeństwie nazywanych bratem/siostrą/matką/ojcem jest możliwa. Ja też obawiam się, że jest**.

Chcącym w zimne jesienne wieczory trochę oswoić się z tą myślą polecam do poczytania światowy bestseller „Bóg rzeczy małych”. Dla bardziej zaawansowanych i mających więcej dystansu, coś z wyższej półki, „Bakunowy faktor” Johna Bartha. Później możemy porozmawiać. 

Adrian Fulneczek

adrian.fulneczek@gmail.com

*miłość między ludźmi – trochę inaczej niż w rozumieniu pojedynyczych przedstawicieli kościoła, nie ma nic wspólnego z gwałtami i brakiem zgody drugiej strony

**wszystkim, planującym odwołać się do argumentów ad personam, chciałbym w tajemnicy wyjawić, że nigdy nie miałem erotycznych intencji wobec swojej siostry, matki czy nawet ojca. Twierdzę jednak, że osoby, które takowe intencje we własnym kręgu rodzinnym mają i spotykają się z tych intencji odwzajemnieniem, nie powinny być dyskryminowane.

Czytaj więcej na blogu niskakultura.pl.

Zobacz także
Najczęściej czytane