Masz już blog? Dodaj wpis po zalogowaniu.

08.03.2017 13:50

Kto wie, ile kosztuje funkcja przewodniczącego Rady Europejskiej?

Wiele ostatnio dyskusji i debat na temat wyboru przewodniczącego Rady Europejskiej, a jakoś mało w tym informacji i faktów.

Minister mówi, że jest tylko jeden kandydat, reprezentujący kraj członkowski. I ma rację - jest jeden i jest takowym po raz pierwszy. Nikt dotąd nie chciał zaryzykować, nikt nie wystawił się publicznie do konkursu, nikt nie miał odwagi być przedmiotem debaty. Deputowany Saryusz-Wolski jest pierwszy.

Donaldowi Tuskowi zarzucają Minister i Premier, i Prezes, że nic dla Polski jako przewodniczący nie zrobił, że się Polsce nie opłaca, że Polski - którą ucieleśnia rząd - nie popiera. Ale przecież Donald Tusk nie repreprezentuje w Radzie Europejskiej Polski. Nie Polska wystawiła go do przewodniczącego Radzie. Polska jedynie go poparła. To Herman van Rompuy uznała, że Donald Tusk może się sprawdzić w tej roli. Sam zresztą był wystawiany przez prezydencje szwedzką i duńską, a nie belgijski rząd.

Po raz pierwszy kraj członkowski podjął zabiegi o zdobycie tego fotela, po raz pierwszy też polityk ryzykuje utratę twarzy rzucając się do otawrtej walki.

Ale gdyby funkcja należałaby się komuś, kto wygrał zapasy na ringu, albo strzelił kontrkadydatowi więcej bramek, to nie byłoby sprawy. Nie stają do walki i walczą o głosy.Lecz to stanowisko dla wielu nie warte jest siniaków i utraty twarzy.

Przewodniczącego wybierają premierzy i prezydenci w trybie uzgodnień, negocjacji, wymiany przysług.

Nikt dotąd nie ryzykował, bo nikt nie chciał za to stanowisko płacić.

Skoro Polska po raz pierwszy podjęła walkę, to znaczy że jest gotowa zapłacić za to, że inni wybiorą Jacka Saryusz-Wolskiego, a przynajmniej za to, że się odwoła Donalda Tuska. Stanowisko przecież nie należy się nam z mocy traktatów.

Pytanie, ile warte jest to stanowisko?

Premier i Minister podróżują i rozmawiają, negocjują, zabiegają o głosy, ale czy ktoś wie, co proponują w zamian za te głosy?

Ile Polska i komu zapłaci za poparcie dla swego kandydata?

Niestety, żaden dziennikarz, nie wpadł na pomysł, by o to zapytać przedstawicieli rządu, reprezentantów suwerena. Żaden polityk opozycji o to nie zapytał. A szkoda, bo to ciekawe. Dobrze byłoby wiedzieć. Wtedy można byłoby rozliczać przewodniczącego. Sprawdzić, czy narodowa inwestycja się opłaciła.

Bo skoro Theresa May przyznaje, iż Warszawa naciskała na głosowanie przeciw Donaldowi Tuskowi (swoją drogą, czy nie jest wspaniałe tylko to, że premier Szydło może naciskać na premiera rządu Jej Królewskiej Mości?), to czy można sobie wyobrazić, że polski rząd obieca rządowi brytyjskiemu, że nie będziemy żądać socjalu dla polskich uchodźców ekonomicznych - tych, co uciekali do Wielkiej Brytanii z Polski w ruinie - po Brexicie? Dla Brytyjczyków socjal dla emigrantów z Polski to wielki kłopot i potencjalnie wielka oszczędność, więc mógłby to rozważyć...

A może ktoś jeszcze odważy się zapytać? Bo jeszcze jest chwila. Może jeszcze ktoś zakrzyknie: "Nie warto!".

Nie warto inwestować w europosła, nie warto inwestować w kłody rzucane komuś pod nogi, nie warto inwestować w ten spektakl...

Chyba, że to taka nasza narodowa Klątwa.

Nie opłaca się, nie chcemy, a jednak musimy.

 

 

 

Czytaj więcej na blogu ... non enim.

Zobacz także
Najczęściej czytane