Masz już blog? Dodaj wpis po zalogowaniu.

16.03.2017 17:01

Młynarski raz jeszcze, ale obiecuję że to dziś ostatni raz.

Mój przyjaciel – bard, poeta, serce złote –

opowiedział był mi kiedyś anegdotę,

anegdota jest cyrkowa i ludowa,

niech ballada dla potomnych ją zachowa:

 

Do dyrektora cyrku w N.

wszedł gość, na twarzy miał rumieniec

i krzyknął: „Dyrektorku! Wiem,

jak trzeba zacząć przedstawienie!

Sztampowych parad dosyć już

i oklepanych chwytów,

my, gdy orkiestry zabrzmi tusz

puścimy w cyrku stu dżygitów!

 

Wszyscy w kostiumach z czarnych skór

będą drałować po arenie

i każdy w dłoni dzierży wór!

Tak się zaczyna przedstawienie!“.

Tutaj dyrektor krzyknął: „Stop!

Mów pan, co dżygit ma w tym worku?“.

Jegomość odparł: „Otóż to!

W worku jest gówno, dyrektorku...“.

 

„Czekajże pan, bo tchu mi brak,

dżygit to w worku ma?“ – „A jak!

I teraz tak – napięcie rośnie,

wtem gaśnie światło, pada strzał

i każdy dżygit w tej ciemności

rozrzuca, co w swym worku miał,

a potem tętent się oddala

i, dyrektorku ukochany

światło znienacka się zapala

i cały cyrk jest obesrany!

Czarna arena i orkiestra

i napis „Vivat ZPR!“

czarne tygrysy, foki, krzesła

wszystko na czarno! Wszystko w merde!

 

I wtedy ja na dany znak,

prężąc i śmiejąc się szampańsko,

wchodzę ubrany w biały frak

i mówię:

„Dobry wieczór państwu“

 

Wojciech Młynarski /1981/

 

Pamiętam to od czasu gdy usłyszałem i zobaczyłem. I wiecie co? To nadal jest aktualne.

 

 

Czytaj więcej na blogu łagodny smok.

Zobacz także

Komentarze (3)

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Najczęściej czytane