09.02.2012 15:39

Setki oblicz Eustace'a Tilleya

Przyznaję - uwielbiam okładki „New Yorkera”. To jeden z trzech głównych powodów, dla których prenumeruję ten tygodnik. Co roku jednak czekam na tą jedną, ukazującą się w okolicach 21 lutego, upamiętniającą - poprzez parodię - pierwszy numer „NY” z 1925 roku. I - jak co roku - tym razem znowu się nie zawiodłem.

Okładka ta nawiązuje do pierwszej okładki „New Yorkera” przedstawiającej wizerunek dandysa Eustace’a Tilleya, postaci fikcyjnej, stworzonej na potrzeby opowiadania „The Making of a Magazine”, które ukazywało się regularnie przez pierwszy rok istnienia gazety.

Tillley na oryginalnym rysunku patrzy przez monokl na motyla. Czemu? Według Louisa Menanda, który napisał kilka lat temu dla tygodnika „portfolio” Tilleya, ten obrazek dużo mówi o samym magazynie. „Tylko co?” - pyta Menand. „Czy pan z monoklem ma obrazować czytelnika New Yorkera, obserwatora najmniejszych piękności życia? Czy może jest przedrzeźnianiem się z anachronizmów? Czy to obraz postaci zamyślonej i skomplikowanej, czy może postaci zadufanej i wyniosłej? Czy sami czytelnicy śmiali się z okładki, czy może się z nią identyfikowali?”.

Ten problem z interpretacją portretu pojawia się głównie w kontekście tego, że na początku swojego istnienia „New Yorker” był pismem dla manhattańskich elit, które interesowały głównie plotki z ich własnego otoczenia.

Wizerunek Tilleya stworzył Rea Irvin, grafik i zarazem pierwszy szef artystyczny „New Yorkera”. Postać dandysa wzorował na karykaturze z 1834 roku z Encyklopedii Britannica, przedstawiającej Alfreda d’Orsaya, artystę-amatora żyjącego w pierwszej połowie XIX wieku.

„Irvin zrobił to, co często robią artyści: poszukał różnych nawiązań i znalazł portret dandysa z 1834 roku, ubranego w stylu wczesnowiktoriańskim. Uzasadniona wydaje się opinia, że ironia tego obrazka miała trafiać najbardziej w podążającą za dowolną manierą wyższą klasę z Nowego Jorku” - napisała o okładce pierwszego numeru „NY” Françoise Mouly, autorka książki „Covering The New Yorker”, w której analizuje różne okładki tygodnika.

Tilley z opowiadania „The Making of a Magazine” był jednak młodszy, niż na rysunku Irvina. Zawsze w spodniach w paski, nosił płaszcz 3/4 i przede wszystkim - zawsze był w pośpiechu. Fikcyjną postać wymyślił Corey Ford, pisarz. Imię dla swojego bohatera zaczerpnął zaś z dwóch źródeł: Tilley - od nazwiska swojej ciotki, Eustace - najprawdopodobniej od imienia Eustace’a Taylora, kolegi z bractwa uniwersyteckiego. Opowiadanie zaś, publikowane na początku istnienia „New Yorkera”, opowiadało o kulisach tworzenia gazety. Miało być właściwie dodatkiem promocyjnym, swojego rodzaju wkładką marketingową.

Bardziej jednak niż jako postać z opowiadania, Eustace Tilley kojarzony jest dzisiaj jako symbol i istna maskotka „New Yorkera”, obecnie jednego z najbardziej rozpoznawalnych tygodników na świecie. W piśmie, które opiera się tendencjom publikowania coraz krótszych tekstów, znajdują się obszerne reportaże, sylwetki, a także opowiadania. Niemal każda strona jest opatrzona rysunkiem satyrycznym, a każda okładka jest rysunkowa (wśród rysunków pojawiających się na okładkach „New Yorkera” często trafiają się Jean-Jacquesa Sempégo - o którym postaram się napisać więcej w innej notce, poświęconej tylko jemu - jest niesamowity!). Dzisiaj wizerunek kultowego już Tilleya można znaleźć na wielu gadżetach promocyjnych „NY” - od kubków po długopisy.

Na przestrzeni lat narodziła się tradycja tygodnika - niemal co roku, w numerze ukazującym się najbliżej daty 21 lutego (czyli daty dziennej ukazania się pierwszego numeru „New Yorkera” ) okładkę zdobił oryginalny portret Tilleya. Od 1994 roku zamiast oryginału - wizerunek jest wariacją na jego temat.

Finaliści corocznego konkursu są publikowani na stronach internetowych „New Yorkera”. Ale tylko jeden trafia na okładkę tygodnika.

Na koniec jeszcze polecam jeden z rysunków Rea Irvina - do opowiadania „Why He Married Her: The Romance of a Master Mind" („Dlaczego on się z nią ożenił: romans wielkiego umysłu” ) Ellisa Parkera Butlera. Sam Irvin - moim zdaniem - był jednym z ciekawszych rysowników swoich czasów.

Piotr Markiewicz

P.S. Widzisz błąd? Uważasz, że warto coś dodać? Masz ciekawe linki? - daj znać. Poprawimy i wyciągniemy wnioski.

 

Zobacz także

Skomentuj:

Musisz się zalogować, by dodać komentarz. Jeśli nie posiadasz konta zarejestruj się.

Komentarze (3)

  • tosienieklika

    0

    @3nyc: rzeczywiście - literówka :-) dzięki - już poprawiłem! @twojewino: dziękuję :-)

  • 3nyc

    Oceniono 1 raz 1

    błąd w zdaniu: Irvin zrobił to, co często robią artyści: poszukał różnych nawiązań i znalazł portret dandysa z 1934 roku, ubranego w stylu wczesnowiktoriańskim"... oczywiście chodzi o 1834..., ale to pewnie literówka

  • twojewino

    Oceniono 5 razy 3

    Arcyciekawy tekst, opatrzony wspaniałymi rysunkami. Gratuluję pomysłu i wyczucia smaku, w piórze.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Blogi znajomych tosienieklika

Infografika