Masz już blog? Dodaj wpis po zalogowaniu.

15.05.2017 23:55

M. Cholewa, Echa - recenzja

W trakcie lektury ostatniej, czwartej powieści z cyklu Algorytmy Wojny naszła mnie refleksja, że choć jest to historia wyśmienita, trochę brakuje w niej ukazania perspektywy zwykłego obywatela Unii, który o wojnie wie niewiele lub zgoła nic; brakuje przedstawienia poglądów i postaw mieszkańca odciętej przez Dzień kolonii; w końcu postaci, które nie dokonują żadnych bohaterskich czynów lub których bohaterstwo jest ciche, prywatne, bez wpływu na sytuację wojenną galaktycznych potęg. Znaczy trochę mi się „trepy” przejadły.

Dostałem (za) swoje.

Po czterech powieściach, w których czytelnicy poznali żołnierzy biorących udział w akcjach, jakie miały zasadniczy wpływ na sytuację w galaktyce, w Algorytmach wojny pojawiła się odmiana. Echa to nie jedna historia, ale sześć opowiadań. Autor przedstawił w nich losy bohaterów żyjących z dala od frontu: kolonistów mieszkających na stacji lub w kolonii odciętej od innych ludzkich osad, jak również ludzi pracujących na cywilnym frachtowcu lub uciekających z pogrążonych w chaosie miast. Na koniec Cholewa rozbija minorowy nastrój, dominujący w książce, wyjątkowo zabawną opowieścią o kontroli w bazie wojskowej, w której załogę bardziej zajmują pokątny handel i hazard niż podnoszenie poziomu gotowości bojowej. Chyba że za taką gotowość uznamy niechęć do stanięcia przed sądem za malwersacje.

Nareszcie – chciałoby się krzyknąć – czytelnik może zajrzeć głębiej za kurtynę, na zaplecze, gdzie powstają zasoby niezbędne dla funkcjonowania okrętów i ich załóg, walczących na pierwszej linii.

I właśnie ten dualizm historii bojowych w powieściach i bardziej „cywilnych” w opowiadaniach powoduje pewne problemy z określeniem odbiorcy zbioru, a tym samym z oceną samych tekstów. Bo czy Echa w ogóle są przeznaczone są dla czytelnika „świeżego” czy raczej dla znającego już ten cykl?

We wcześniejszych powieściach autor nigdy nie traktował czytelnika szczególnie ulgowo, jeżeli chodzi o opis świata, ale odbiorca nieznający reszty tomów Algorytmów może poczuć się w Echach zagubiony. Bohaterowie niektórych profesji, jak magowie, w opowiadaniach po prostu pojawiają się bez wyjaśnienia, co tam robią, co potrafią i jaką pełnią funkcję w fabule. To samo dotyczy niektórych rozwiązań technicznych, taktycznych czy militarnych. Istnieje więc ryzyko, że czytelnik, który kontakt z twórczością Michała Cholewy rozpocznie od zbioru opowiadań, nie będzie mógł wyobrazić sobie opisanego szturmu, abordażu lub innych scen, znanych również z wcześniejszych utworów.

Nie znaczy to, że autor postanowił wrzucić odbiorcę na głęboką wodę bez skafandra i wsparcia z lądu. Ale jest to druga strona medalu, bo o ile czytelnik znający uniwersum przełknie redundantne opisy w kolejnych tomach powieści, to w opowiadaniach stanowią one problem kompozycyjny. Jeśli są zbyt rozbudowane, zakłócają rytm krótkiej formy i mogą sprawiać wrażenie, że duże partie tekstu można było po prostu wyrzucić, skoro temat autor wyczerpał na przykład w Gambicie lub Forcie. W opowiadaniach Michał Cholewa nie ma przestrzeni na charakterystyczne dla swojej twórczości powolne, drobiazgowe plecenie sieci z licznych wątków w jedną scenę kulminacyjną, która wybucha czytelnikowi w twarz, z nawiązką wynagradzając konieczność przegryzienia się przez fragmenty spowalniające akcję, ale niezbędne. W Echach ekspozycja i zawiązanie akcji niekiedy przechodzi w rozbudowaną retrospekcję lub dygresję, po czym opowieść kończy się szybko i w sposób czasem zbyt wcześnie dla czytelnika przewidywalny.

Być może najbardziej uderza owa różnica między powieściami i opowiadaniami pod względem złożoności samej historii. Czy to źle? Niekoniecznie – może to kwestia przyzwyczajenia. Bohaterowie, opisy i dialogi są niezmiennie na najwyższym poziomie, wyczytanie ukrytych nawiązań i toposów niezmiennie bawi, humor śmieszy, dlatego trudno ocenić, że Echa to pozycja gorsza od swoich poprzedniczek. Inna? Zdecydowanie. Lepsza? Niekoniecznie.

A czy warto polecić zbiorek czytelnikom, którzy nie znają Algorytmów Wojny? Z całą pewnością. Niech kupią, postawią na półce i przeczytają najpierw wszystkie cztery powieści. Echa to słodka wisienka na pysznym torcie.

 Michał Cholewa, Echa, WarBook 2017.

Czytaj więcej na blogu ulewamiesie.

Zobacz także

O autorze dzikowy

avatar

Bezczelny gówniarz z Warszawy, któremu się wydaje, że jest pisarzem. Dawniej konwentorob, teraz współtwórca grupy kreatywnej GOREktyw.

Nakładem wydawnictwa Genius Creations ukazała się moja debiutancka powieść pt. Czarownica znad Kałuży

geniuscreations.pl/ksiazki/czarownica-znad-kaluzy-artur-o...

Najczęściej czytane