24.02.2012 13:01

O seksie na wózku i ograniczeniach instytucjonalnego wyciągu

Rozmowy o cudzym seksie mnie nudzą oraz wprawiają w zakłopotanie, ponieważ uważam, że to sprawa każdego z osobna i nikogo poza tym. Nie można więc ode mnie usłyszeć żadnych pytań tego dotyczących a gawędziarzy erotycznych nie trawię. Już nie wspomnę o tym, jak reaguję na przeseksualizowanie domeny publicznej, zwłaszcza w sferze reklam. Ale... wracając wczoraj do domu słuchałem sobie audycji "Kochaj się długo i zdrowo" (jako filozofa podejście teoretyczne do tej sfery niezwykle mnie bawi) i usłyszałem coś, czego nie mogę odpuścić. Tematem była seksualność osób niepełnosprawnych. Być może źle interpretuję to, co usłyszałem, ale wyszło na to, że nie należy takim ludziom pozostawiać złudzeń, co do tego, że będą mogli być w związku małżeńskim, erotycznym, romantycznym z osobą pełnosprawną. Zakipiało i chciałbym tę sprawę, po swojemu, rozwlec.Przede wszystkim, ze społecznego punktu widzenia, zastanawiam się, czy zamykanie tej furtki jest rozsądne. Tzn., moim zdaniem napewno nie jest, a obawiam się, że jest absurdalne. Okazuje się bowiem, że integracja osób niepełnosprawnych, a jak rozumiem, zwłaszcza tych z niepełnosprawnością umysłową, jest całkowicie bezcelowa, przynajmniej z mojego punktu widzenia. Uważałem bowiem, do tej pory, że integracja ma na celu... integrację, czyli umożliwienie nawiązywania normalnych relacji społecznych, socjalizację (z naciskiem na relacje międzyludzkie, a nie załatwianie spraw w urzędach, rzecz jasna), ograniczanie wykluczenia i ugettowienia. Ale wygląda na to, że lista relacji refundowanych przez wspomaganą socjalizację jest ograniczona. Nie mam wątpliwości, że to wspomaganie jest konieczne, kto wie, czy nie bardziej z uwagi na "normalnych" i ich nieprzygotowanie, ale skąd to stwierdzanie niemożliwego? Z tego, co wiem, osoby z niepełnosprawnością umysłową nie są upośledzone emocjonalnie, wręcz przeciwnie, ten system mają wyostrzony, bowiem głownie za jego pośrednictwem postrzegają rzeczywistość. Dlaczego więc uznawać je za niezdolne do "pełnosprawnej" relacji miłosnej i erotycznej?

O co chodzi. Jeśli Jacek będzie na tyle samodzielny, aby samemu pójść do sklepu i spotka tam fajną dziewczynę, to czemu ma do niej nie "uderzać"? Uruchamia się tu instynkt pseudoochronny, przynajmniej moim zdaniem, gdyż Jacek może zostać wyśmiany, bo jego podryw będzie z największym prawdopodobieństwem niestandardowy i w ten sposób dziewczyna złamie mu serce i całą socjalizację szlag trafi, a chłopak zostanie z głęboką raną. Tak? To, proszę Państwa, jest protekcjonalizm a nie próba ochrony. Dlaczego, jak ja reaguję na przykrości? Dezawuuję je w odniesieniu do poczucia immanentnej wartości. Zdaję sobie sprawę, że ze względu na brak możliwości racjonalizacji (nie jestem ekspertem, ale to najgorszy przypadek, więc go zakładam), osoby z niepełnosprawnością umysłową są wrażliwsze, bowiem wszystko dotyka je silniej. Ale czy faktycznie, w procesie wychowawczym, nie można im wbudować poczucia własnej wartości, która - po pewnym czasie, jak u wszystkich! czasem dłuższym, czasem krótszym - pokona zawód miłosny oraz deprecjację? Ile "normalnych" dzieci nie uzyskało od rodziców takiego szkieletu emocjonalnego, który pozwala im się bronić przed kpiną innych, a z którą spotkali się w szkole? Ile z nich, to "wrażliwcy"? Otóż muszę powiedzieć, że z dwóch powodów wszyscy. Po pierwsze osoba wrażliwa nawet równo rozłożone kpiny (np. nauczyciela wobec klasy) będzie przyjmować gorzej. Po drugie dzieci mają wrodzoną zdolność oceniania tego, komu dokopać i jak dokopać, żeby zmaksymalizować straty moralne. Ktoś powie, te najwrażliwsze dzieci odseparować, aby uniknąć strat psychologicznych. Odpowiadam: pojawi się problem rozkładu statystycznego - natychmiast pojawi się nowa grupa dzieci wrażliwszych i cały cykl zacznie się od nowa.

Po drugie pojawia się problem statusu społecznego. Jak świat światem bogaci parowali się z bogatymi i podobnie biedni. Najpierw cezurę stanowiło pochodzenie, potem majątek. Czy dziś taką cezurą ma być pełnosprawność? Przepraszam, ale wygląda to trochę tak: "Jacku możesz to tamto i siamto, porzucać piłką z dziećmi, porysować, ale nie bzduraj sobie przypadkiem, że masz szansę na seks z Angeliną Jolie" (jakbym ja miał, gdybym chciał). Dlaczego? Załóżmy, że Jacek podszedł, zagadał i dziewczyna chce się spotkać. A nad Jackiem gromy, że chce go wykorzystać, że to nie jest normalne, że się nie zdarza, że to za piękne, że nie jest szczera, że cel ma ukryty. Znamy to? "Ona chce twoich pieniędzy". Dobór odpowiednich genów i utrzymanie linii genetycznej bardzo zajmuje naszych opiekunów od pokoleń. Zaczęło się od przekonania, że lepsi nie mogą się mieszać z gorszymi, bo się pogorszą (fakt tysiąca dziewięciuset schorzeń, na które cierpieli już pod koniec XVIII wieku ci lepsi niczego nie dowodził, zwłaszcza, że nie znano jeszcze pojęcia ograniczonej puli genowej). I na tej bazie doszliśmy do przekonania, że podobni powinni się parować z podobnymi, że ma to jakieś metafizyczne znaczenie. Faktu, że każdy ma swojego genetycznego nosa pod uwagę się nie bierze - bowiem stawką o rodzinną, narodową, ogólnoludzką eugenikę, czyli na ryzyko nie wolno sobie pozwolić. Tego, że czasem tego nosa można oszukać w imię miłości romantycznej... takie przekonanie umarło razem z XIX wiekiem, wróciło na chwilę w latach 60. XX i w tej chwili jest przedmiotem powszechnych żartów. Dzisiejsza klasa pracująca dobiera partnera pod kątem zbieżności grafikowych, a nie uczuć.

Co nie zmienia faktu, że są jeszcze na świecie "szaleńcy". I może warto Jacka przygotować na to, że są i że może ich kiedyś spotkać, ba! wejść z nimi w kontakt. Może warto przygotować na niepowodzenia. Nie wiem, może nie. Nie znam się, mój wybuch ma charakter libertyński i emocjonalny. Zakładam, że ludzie nie mogą się tak bardzo różnić między sobą, żeby nie mogli się pokochać miłością oblubieńczą. Ale wyobrażam sobie tę panią z OPSU, co mówi, że to ciężko jest się opiekować, że obowiązki, że się znudzi, jak pies, po co to Pani (czy Panu, dyskryminowałem do tej pory). Już nie wspominam o rodzicach...

Zobacz także

Skomentuj:

Musisz się zalogować, by dodać komentarz. Jeśli nie posiadasz konta zarejestruj się.

Komentarze (2)

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Blogi znajomych xerpenta

Infografika