zewaporowane-mysli
Blog pisze
orab2012
03.02.2012 21:55
Byle jaka wiz(j)a
No proszę! Wielki Brat zza Wielkiej Wody, w swojej plastikowym sprycie, sięga po rozumek do głowy!
Ponoć wizy dla Polaków maja być zniesione. Świetna wiadomość. Ale już nie dla większości Polaków, ale tych, którzy w jakiś tam sposób są związani z (h)Ameryką.
Pamiętam, jak pierwszy raz starałem się o wizę. Chciałem ją mieć. Pracowałem wówczas w Polsce w świetnej międzynarodowej korporacji, świetnie zarabiałem, czasy tzw. pierestrojki jak by mnie nie dotyczyły. Złożyłem zatem wniosek. Nie pamiętam, ale chyba trzeba było zapłacić wówczas 20 dolarów frycowego. Musiałem udowodnić, że mam pracę, odwaloną służbę wojskową i że posiadam tzw. substancję stałą, która wiąże mnie z Polska na 4ever! Zaświadczenie z pracy miałem (wraz zarobkami - niebagatelnymi, jak na tamte czasy!), wpis WKU też i AKT NOTARALIANY na nieruchomość.
Wstawiłem się wyznaczonego dnia. Koszmar! Kolejka. Mundurowi pracownicy ambasady, niczym żandarmeria, obserwujący, wskazujący za jaką linią stać. Stałem wśród zmęczonych ludzi. Bardzo zmęczonych, którzy zjeżdżali z całej Polski (albo z większości, bo już nie pamiętam, czy czasami nie było wtedy czegoś w Krakowie, ale głowy za to nie dam). Wystarczyło spojrzeć, aby natychmiast ocenić, kto za robotą, kto do rodziny, kto ot tak sobie. Bardzo niemiłe uczucie. Nie czułem się pewnie. Miałem jednak świadomość tego, że wkraczając na teren ambasady, mimo że na mojej, polskiej ziemi, to jestem tak, jak bym był w USA.
Ludzie wchodzili i wychodzili. Większość zapłakana. Odmowa.
Droga ciągnęła się w dół, przez jakieś schody do pomieszczenia, w którym była niewielka przestrzeń dla petentów i ogromna za szybami kuloodpornymi dla urzędników, zwanych konsulami. Przyszła kolej na mnie. Podszedłem. Dałem, co trzeba. Młody mężczyzna siedział za szybą. Mówili o nim, że piła, bo odmawiał. Pomyślałem sobie ...'to odmówi'. Zadał mi pytanie, po przeczytaniu zaświadczenia z pracy: ENGLISH OR POLISH? "As you wish" - odpowiedziałem. Pytał się po polsku. Dokąd jadę? Kim jest osoba zapraszająca mnie? i na koniec - po co jadę? Roześmiałem się i powiedziałem: chcę zobaczyć DISNEYLAND! Nie odpowiedział nic. Coś tam zrobił i poinformował mnie, że wiza będzie do odbioru wtedy a wtedy. Podziękowałem i wyszedłem.
W tym czasie, byłem 6 razy w USA na tzw. wizę służbową i ani razu na prywatną. Bo tak wtedy było. Były dwa paszporty - prywatny i służbowy. 6 razy! I ani razu nie zdążyłem zobaczyć DISNEYLANDU!
Kiedy starałem się o wizę, mój synek miał wtedy niespełna roczek. Sporo się zmieniło w tym czasie. Moja wiza wygasła mi. Prywatny paszport pełen stempli (bo wtedy stemplowali, co mi się bardzo podobało - a szczególnie te różne kolory, wzory stempli!), prawie cały świat, poza jedną jej częścią USA!
Na 11 urodziny synka obiecałem, że będzie DISNEYLAND. Nie ten w Paryżu. Syn miał do mnie żal, że nie chciałem go wziąć do Paryża (zaledwie na wyciągnięcie ręki!). Powiedziałem mu wtedy, że jak już, to najpierw oryginał, a później mogą być podróbki. Wiza mi wygasła. Złożyliśmy wnioski, cała rodzina. Znowu ta sama procedura. Zmieniło się. Już jakieś dodatkowe komory do przejścia i takie tam. Nie zmieniło się jedno! TWARZE ... Te same, pełne nadziei, też zmęczone, też tak samo podzielone, jak wtedy, kiedy pierwszy raz składałem wniosek.
Stanęliśmy przed obliczem majestatu USA. Tym razem kobieta. Podchodzimy i uprzedzam, pytając się: ENGLISH OR POLISH? Podniosła wzrok. Bo jak podeszliśmy, miała opuszczoną głowę z widocznym paluchem wskazującym, gdzie mamy złożyć paszporty. Wku....ło mnie to! Już nie chciałem wizy po takiej wizji. Żona wyczuła atmosferę i dźgnęła mnie. Czarna DAMESSA podniosła leniwie wzrok, bezmyślny z wielkim pytaniem w oczach; WHAT?!!!!! (bo na pewno nie: Pardon?). Wzięła paszporty. Popatrzyła. Zatrzymała się na moim.
- Przedłużenie? - zapytała się.
- Tak - odpowiedziałem.
- Dlaczego?
- Bo chcę pokazać przede wszystkim synowi DISNEYLAND na jego 11 urodziny - odpowiedziałem.
Cisza. A ona patrzy. Na paszporty i na nas. Na nas i paszporty. I do syna:
- Dlaczego DINSLEYLAND u nas, tj. w Ameryce?
A na to mój syn:
- Bo podróbki z Paryża nas nie interesują ...
Zaraz dodałem, za synem
- Fake ...
Nie wytrzymała. Roześmiała się bardzo otwarcie.
To było dawno temu. Nigdy mnie Stany nie ciągnęły. Ale zawsze zniechęcały tym, że tak bardzo pozwoliły sobie na nonszalancję wobec Polaków. W Europie, tak sądzę, jesteśmy (nadal!) jedynym narodem tak związanym z USA, a jednocześnie tak po macoszemu traktowani przez Stany Zjednoczone Ameryki Północnej.
Dzisiejsza wizja zniesienia wiz wydaje mi się byle jaka, bo już oczywista, a nie życzliwa.
Zobacz także
-
"Chleba zamiast igrzysk" w TOK FM
Nasza towarzyszka Justyna Samolińska wraz z Piotrem Nowakiem z fundacji ZaCzyn z Poznania przedstawi...
wczoraj www.tokfm.pl/blogi/socjalisci
-
Dość marnowania potencjału. Kobiety 50+
Elżbieta Ćwiklińska-Kożuchowska*** Po pięćdziesiątce to najlepszy okres – dość marnowania pot...
19 dni temu www.tokfm.pl/blogi/femka
-
Uwolnienie zawodów
Świetna inicjatywa, cieszę się z bladego strachu wszystkich, którzy utrzymują się na rynku ni...
9 dni temu www.tokfm.pl/blogi/myslenieboli
-
Bez ogródek o mnie
Piszę o swojej starości! To sprawą istotna, gdyż każdy inaczej przeżywa ten okres ży...
Skomentuj:
Komentarze (2)
-
... ja tam nie wybieram się do USA bo kraj który przybyszowi na dzień dobry odmawia prawa do zamieszkania i pracy nie ma nic wspólnego z DEMOKRACJĄ! Ale wizy dla obywateli USA wprowadzić należy z obowiązkowymi pytaniami o przynależność ancestorów do Ku Klux Klanu na przykład!
-
Nie byłem tam, nie pragnąłem ani przez sekundę aby być. Pomijając zapierają dech w piersiach krajobrazy i część dorobku naukowego jaki USA daje światu, mam o nich jak najgorsze zdanie.
Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX
O autorze orab2012
Ewaporacja - jeden ze sposobów wymierzania kary w powieści "Rok 1984" Orwella. Ewaporacja była czymś gorszym niż kara śmierci, ponieważ oprócz egzekucji ofiara była też wymazywana z historii. Wszystkie wzmianki o osobie ewaporowanej były niszczone lub zmieniane, a mówienie o niej było karane również...
Blogi znajomych orab2012
-
DIE ANTWOORD
Die Antwoord to w afrikaans "odpowiedź". Tak nazwało swój zesp&oacu...
-
Ja pana ko..., panie Nowak!
Pamiętam z dzieciństwa taką wyliczankę: Ja cię ko... ale nogą, ja cię lu..., ale...
- Ks. Lemański odpowiada Terlikowskiemu: Pomówienia. Chorobliwa podejrzliwość
- KRRiT spokojna o decyzję sądu ws. Trwam: "Nie mamy słabych punktów. To proces prawny, nie - plebiscyt, co wmawia ludziom Rydzyk"
- Dyskutować nie wolno? Ks. Lemański znów zaatakowany. Przez T. Terlikowskiego
- "Żydzi bali się niedzieli, powrotu z nabożeństw". Koniec z mitem bohaterskiej polskiej wsi?
- Olejnik: Z Muchy śmieją się Niemcy, za chwilę będą się śmiać Rosjanie
- Sprawdź, kiedy pójdziesz na emeryturę [TABELA]
- ''Mięsny jeż Strzępki i Demirskiego'' - pisze Kamil Dąbrowa
- "Kaczyński zapowiada, że wprowadzi ustawy korzystne dla jednej firmy. Złamał wszelkie standardy"
- "Wszyscy jesteśmy potomkami chłopów. Stąd nasz konsumpcjonizm"
- Mikołejko: Nie dokonam aktu apostazji. Uznałbym wtedy prawo Kościoła...
- Kobieta ma żyć przede wszystkim dla męża? "Czułam się zażenowana"
- Samobójstwa księży w diecezji tarnowskiej. "Nie są z kruszcu, ale z gliny"
- Gowin przeprasza za protest taksówkarzy, ale korkami nic nie wskórają [WIDEO]
- Paradowska: Taksówkarze chcieli zyskać poparcie, a zyskali tylko niechęć











