,
Obserwuj
Świat

Kampania prezydencka Trumpa i wątek irański. "Samolot Trumpa stanowił łatwy cel"

oprac. Katarzyna Rogowska tokfm.pl
7 min. czytania
06.04.2026 12:56

"(...) Niedługo po nieudanym ataku w West Palm Beach, Trump otrzymał najbardziej przerażające ostrzeżenie w sprawie Iranu. Urzędnicy federalni poinformowali go podczas odprawy, że Iran miał na terenie Stanów Zjednoczonych agentów posiadających dostęp do pocisków rakietowych ziemia-powietrze. Szokujące. Jeśli była to prawda, wówczas samolot Trumpa - z charakterystycznym napisem na boku - stanowił łatwy cel". Publikujemy fragment książki Alexa Isenstadta pt. "Zemsta. Kulisy powrotu Donalda Trumpa do władzy".

Donald Trump
Donald Trump
fot. MANDEL NGAN/AFP/East News

Poniższy fragment pochodzi z książki pt. "Zemsta. Kulisy powrotu Donalda Trumpa do władzy" autorstwa Alexa Isenstadta, w tłumaczeniu Pawła Szadkowskiego, która ukazała się 20 marca 2026 roku nakładem wydawnictwa Quello.

(...) I wówczas terkot rozerwał powietrze.

Strzały.

Znów to samo.

Podczas gdy Trump i Witkoff przemierzali pole golfowe, w ukryciu czekał Ryan Wesley Routh. Przez ostatnich dwanaście godzin czyhał w zaroślach po przeciwnej stronie szóstego dołka. Przy sobie miał samopowtarzalny karabinek SKS kalibru 7,62 mm z celownikiem optycznym oraz jedenaście naboi. Z broni usunięto numer seryjny. Do oddzielającego go od pola golfowego ogrodzenia z siatki Routh przymocował kamerę GoPro. W zaparkowanym nieopodal czarnym Nissanie Xterra schował paszport, dwie tablice rejestracyjne oraz sześć telefonów komórkowych, z czego w jednym znajdowały się instrukcje opisujące, jak przedostać się z West Palm Beach do Meksyku. Routh dysponował także wykazem dat niedawnych oraz przyszłych wystąpień Trumpa.

Ze swojego stanowiska Routh mógł oddać czysty strzał w kierunku Trumpa w momencie, gdy ten zbliżyłby się do szóstego dołka. W krzakach były wyrwy, przez co nietrudno było się przez nie przecisnąć. W zasadzie jedyną przeszkodą oddzielającą intruzów od pola były znaki "ZAKAZ WSTĘPU" poustawiane przez biuro szeryfa hrabstwa Palm Beach. Każdy mógł przejść przez Summit Boulevard, przekroczyć pas zieleni oddzielający chodnik od zarośli i zająć stanowisko tuż przy ogrodzeniu. Routh stał się głośnym orędownikiem sprawy Ukrainy po tym, jak Rosja rozpętała pełnoskalową inwazję w lutym 2022 roku. Organizacjom informacyjnym przekazał, że zajmował się rekrutacją żołnierzy do pomocy obleganym Ukraińcom i sam dla nich walczył. "JESTEM GOTÓW POLECIEĆ DO KRAKOWA I UDAĆ SIĘ NA GRANICĘ UKRAIŃSKĄ, ZGŁOSIĆ SIĘ DO WOJSKA, WALCZYĆ I ZGINĄĆ" - zadeklarował w poście opublikowanym na platformie X. Oprócz tego darzył Trumpa nienawiścią za to, że przez lata przymilał się Putinowi i wahał w sprawie udzielenia wsparcia Ukrainie. W 2023 roku Routh opublikował książkę, w której złożył samokrytykę za popieranie w przeszłości byłego prezydenta oraz zadeklarował władzom Iranu: "Pozostawiam wolną rękę w kwestii zamordowania Trumpa oraz mnie, jako karę za mój karygodnie błędny osąd".

Podczas gdy Trump i Witkoff około wpół do drugiej rywalizowali przy piątym dołku, jeden z agentów Secret Service zaczął obchód w rejonie szóstego dołka. Nagle wychwycił pewien szczegół - spośród zarośli wystawała lufa karabinu. Zanim Routh zdążył oddać strzał, funkcjonariusz wyjął broń i pociągnął za spust. Routh uciekł.

Agenci Secret Service natychmiast pochwycili Trumpa i zaciągnęli go z powrotem do wózka golfowego. Pojazd mknął ku budynkowi klubu, a Trump obejrzał się za siebie, aby upewnić się, że Witkoffowi oraz dwóm znajomym, którzy z nim grali, nic nie groziło. Witkoff, który w momencie, gdy rozległy się strzały, był dziesięć metrów od Trumpa, natychmiast pomyślał, że była to kolejna próba zamachu. Deweloper dobrze znał się na broni i wiedział, że dźwięk, który usłyszeli, bynajmniej nie pochodził od eksplodujących ogni sztucznych. Agenci zbierali się w rejonie szóstego dołka, a snajperzy rozstawiali trójnogi i zwracali je w kierunku, z którego doszły odgłosy wystrzałów. (...)

"Zemsta. Kulisy powrotu Donalda Trumpa do władzy", Alex Isenstadt
fot.

Quello

Trump jak to Trump, zastanawiał się, w jaki sposób media zareagowały na wydarzenie. Zadzwonił do Stevena Cheunga z pytaniem o relacje z zajścia. Cheung nie miał pojęcia, o czym mówi Trump. "O próbie zamachu" - wyjaśnił były prezydent. "Doszło do kolejnej próby?" - spytał Cheung. "Yhm - odparł Trump. - Właśnie miałem wykonać putt i zdobyć birdie, ale nie mogłem już ukończyć tego dołka".

Trump miał zaplanowane spotkanie ze spikerem Izby Reprezentantów Mikiem Johnsonem i postanowił, że go nie odwoła. Routh został złapany po krótkiej obławie, a zanim Trump ponownie wyszedł z budynku, członkowie ochrony raz jeszcze przeczesali pole golfowe, aby upewnić się, że nie czai się gdzieś drugi strzelec. Mając pewność, że zagrożenie minęło, Trump wsiadł do samochodu i ruszył z powrotem do Mar-a-Lago. (...)

W zwalczaniu kolejnych zagrożeń na pewno nie pomagał fakt, że Trump miał chłodne relacje ze służbami porządkowymi. Od lat był przekonany, że chciały go dopaść, czego dowodem miały być śledztwo Roberta Muellera oraz federalne akty oskarżenia. Tuż przed lipcową konwencją pracownicy Krajowego Komitetu Republikanów otrzymali informację od Microsoftu, że powiązany z rządem chińskim haker przeniknął do systemu mailowego organizacji. Zdaniem działaczy partyjnych Chińczycy chcieli się przekonać, czy w agendzie republikańskiej było miejsce dla poparcia Tajwanu. Przez mniej więcej trzy miesiące hakerzy mieli dostęp do wewnętrznych rozmów partii.

LaCivita poinformował grupę działaczy wyższego szczebla o złamaniu zabezpieczeń, aby w ten sposób zapobiec wyciekowi informacji, gdyż - jak uważał - nagłośnienie sprawy mogłoby zachęcić do kolejnych ataków. Słowem jednak nie wspomniał o całej sprawie FBI: jego zdaniem sztab nie mógł ufać agentom biura. Był to jednak dopiero początek cyberzagrożeń, z jakimi mieli zmierzyć się szefowie kampanii.

Rankiem 22 lipca osoba posługująca się adresem mailowym z serwera AOL oraz imieniem "Robert" przysłała do mnie wiadomość z obietnicą przekazania wewnętrznych "komunikatów" ze sztabu kampanii Trumpa. Dwa dni później Robert napisał łamaną angielszczyzną, że niedawno wszedł "w posiadanie nowych dostępów i wkrótce będą ciekawe rzeczy! Do usłyszenia…". Kilka dni później Robert przesłał liczący dwieście siedemdziesiąt jeden stron raport z prześwietlania Vance’a w ramach poszukiwania kandydata na wiceprezydenta, a także część dokumentów z raportu Marca Rubia. "Jeśli ciekawi cię J.D., poszperaj w pliku J.D. Research Dossier. Znajdziesz tam wiele historii oraz tweetów! - napisał Robert. - Moim zdaniem informacje te nadają się na łamy «Politico», wzbogacone twoją narracją. Daj znać, co o tym sądzisz".

Redakcja poleca

W swojej wiadomości Robert wspomniał także, że dysponuje "wachlarzem dokumentów, od pism prawnych i sądowych DJT aż po noty z wewnętrznych dyskusji sztabu", jednak nie chciał zdradzić, w jaki sposób je pozyskał. "Radzę, abyś nie drążył, skąd je mam. Jakakolwiek odpowiedź na twoje pytania pogrąży mnie i prawnie uniemożliwi ci ich publikację" - pisał. (...)

10 sierpnia sztab Trumpa wydał oświadczenie o ataku hakerskim. FBI natychmiast wszczęło dochodzenie i wkrótce Departament Sprawiedliwości ogłosił, że o złamanie zabezpieczeń zostało oskarżonych trzech Irańczyków. Hakerzy z Iranu wkradli się do komputerów Wiles oraz Rogera Stone’a. Cóż za ironia. Stone - od dawna budujący wizerunek podstępnego gracza - był na celowniku prokuratora specjalnego Roberta Muellera, prowadzącego śledztwo w sprawie rosyjskich ataków hakerskich w kampanię Hilary Clinton w 2016 roku. Gdy zaś Wiles dowiedziała się, że jej zabezpieczenia zostały złamane, była w szoku.

Obawy przed cyberatakami zaczęły się rozprzestrzeniać. La- Civita dowiedział się od organów ścigania, że Irańczycy próbowali włamać się do jego iPhone’a. FBI zadzwoniło do Steve’a Cheunga z informacją, że jego sprzęt był intensywnie atakowany przez licznych intruzów z zagranicy. Na celowniku znalazła się prawniczka Trumpa, Lindsey Halligan. Ataków nie oszczędzono również oficerom.

Nie chodzi tu jednak wyłącznie o hakowanie. W lipcu aresztowano Pakistańczyka, który dopiero co złożył wizytę w Iranie, za próbę wynajęcia zabójcy w celu zlikwidowania czołowych amerykańskich urzędników, w tym Trumpa.

Właśnie wówczas, niedługo po nieudanym ataku w West Palm Beach, Trump otrzymał najbardziej przerażające ostrzeżenie w sprawie Iranu. Urzędnicy federalni poinformowali go podczas odprawy, że Iran miał na terenie Stanów Zjednoczonych agentów posiadających dostęp do pocisków rakietowych ziemia-powietrze. Szokujące. Jeśli była to prawda, wówczas samolot Trumpa - z charakterystycznym napisem na boku - stanowił łatwy cel. Jego zespół do spraw bezpieczeństwa potrzebował planu na już.

Redakcja poleca

Prace nad nim rozpoczęły się już w czasie podróży, po odprawie. Agenci Secret Service poinformowali przybocznych Trumpa, że od tego momentu jego zespół musi korzystać z dwóch samolotów. Trump będzie znajdować się na pokładzie odrzutowca Witkoffa, podczas gdy jego liczni asystenci polecą Trump Force One - który praktycznie zamieni się w przynętę. Trump często korzystał z należącego do Witkoffa Gulfstreama G6. Na przykład w dniu debaty z Harris Witkoff poleciał swoją maszyną do oddalonego o trzydzieści minut Palm Beach, aby Trump miał jak dostać się do Filadelfii na wypadek, gdyby Trump Force One się zepsuł. (Obyło się jednak bez problemów). Teraz jednak chodziło o coś zupełnie innego. Zgodnie z nowym planem Trump miał zajechać na lotnisko jednym konwojem, a spora część jego zespołu dostałaby się na miejsce drugim oraz inną trasą. Wiles podróżowała z szefem, a LaCivita z resztą zespołu. Wielu asystentów nie zdawało sobie sprawy, że uczestniczą w locie na pokaz aż do chwili, gdy weszli na pokład Trump Force One, a kiedy zatrzasnęły się za nimi drzwi, ujrzeli pusty fotel Trumpa. "Szef dzisiaj z nami nie leci - poinformował LaCivita asystentów, w większości młodych ludzi. - Musieliśmy wsadzić go do innego samolotu. To nic innego jak test, aby przekonać się, jak sprawy mogą się potoczyć w przyszłości".

LaCivita próbował ich uspokoić, że wcale nie służą za przynętę, ale nie wszyscy kupili jego zapewnienia. Skoro Iran posiadał agentów kontrolujących broń zdolną zestrzelić samolot, to po co wprowadzono ich na pokład? Byłyby to jedynie straty uboczne. Chyba najbardziej niezadowolona z faktu, że trafiła do samolotu widma, była Natalie Harp. Już po wylądowaniu wysłała do Trumpa wiadomość, w której żaliła się, że skoro jest ważniejsza od innych członków sztabu, powinna znaleźć się w jego samolocie. Podczas lotu zapuściła się do pustej sypialni byłego prezydenta. Sztabowcy byli w szoku: była to część Trump Force One, do której nikt nie miał odwagi wchodzić.

Lot był surrealistycznym doświadczeniem i na pokładzie panował wisielczy nastrój. Pasażerowie zdawali sobie sprawę, że to nie pie****ne żarty.

Posłuchaj: