"240 tys. niepełnosprawnych w Polsce może stracić pracę. Upadną zakłady". Nowy pomysł KE

- 240 tys. osób straci pracę, upadną zakłady. To będzie załamanie na rynku pracy niepełnosprawnych - alarmuje Koalicja na rzecz Osób z Niepełnosprawnością. Przeciwko nowemu prawu, które proponuje KE, protestują organizacje pozarządowe i europosłowie różnych państw. Komisja wstępnie wycofała się ze swoich planów.
W Komisji Europejskiej trwają prace nad wprowadzeniem limitów pomocy publicznej udzielanej przez państwa UE w ramach tzw. wyłączeń blokowych. Miałyby one wynosić 0,01 proc. PKB danego kraju lub równowartość 100 mln euro. Dla Polski oznacza to limit na poziomie 150 lub 420 mln zł. Tymczasem Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych wydaje rocznie 3 mld zł na dofinansowanie wynagrodzeń pracowników z niepełnosprawnością. I jest problem.

Dotacje, które przewyższają limit, musiałyby być zatwierdzane przez unijnych urzędników. A to trwa. Organizacje obawiają się więc, że nowe przepisy utrudnią korzystanie z dofinansowań. I rozpoczęły protesty.

"Rozporządzenie oznacza likwidację 240 tysięcy miejsc pracy"

"W praktyce rozporządzenie KE w proponowanym kształcie oznacza likwidację 240 tysięcy miejsc pracy osób niepełnosprawnych i likwidację zakładów pracy" - pisała Anna Woźniak-Szymańska z Koalicji na rzecz Osób z Niepełnosprawnością. Stowarzyszenie Ekon z kolei rozpoczęło akcję protestacyjną w internecie. Pracodawcy będą zmuszeni do zwolnienia 19 z 20 pracujących dziś osób niepełnosprawnych - podkreśla Ekon.

Jak będzie w rzeczywistości? Nie wiadomo. Pewne jest jednak, że nowe przepisy pogorszyłyby i tak niski odsetek zatrudnionych wśród niepełnosprawnych, który w ubiegłym roku wyniósł 17,4 proc. - To może spowodować załamanie rynku pracy osób niepełnosprawnych - ocenia Jan Zając, prezes Polskiej Organizacji Pracodawców Osób Niepełnosprawnych.

Polscy europosłowie protestują

Do protestu organizacji pozarządowych dołączyli polscy europosłowie. Jacek Saryusz-Wolski z PO napisał interpelację do unijnego komisarza ds. konkurencji Joaquna Almunii. "Na skutek kryzysu gospodarczego i wzrostu bezrobocia w Unii Europejskiej bardziej wrażliwe grupy pracowników, a szczególnie pracownicy z niepełnosprawnościami, są najbardziej zagrożone zwolnieniami i wykluczeniem z rynku pracy" - pisał europoseł.

Szybko się okazało, że nie tylko Polska protestuje. Państwa członkowskie UE zgodnie krytykują pomysły Komisji Europejskiej. KE po pierwszej turze konsultacji ugięła się. - Komisarz Almunia zapewnił nas, że w żadnym wypadku jego intencją nie jest ograniczanie czy utrudnianie dostępu osobom niepełnosprawnym do rynku pracy - mówił po spotkaniu w Brukseli Radosław Mleczko, wiceminister pracy. - Wręcz przeciwnie, będziemy rozmawiać o kolejnych regulacjach, tak żeby ten dostęp osób niepełnosprawnych był pełny, żeby nie było barier administracyjnych, które mogłyby go ograniczyć. Intencje i deklaracje komisarza to bardzo dużo - zapewniał Mleczko.

Czy Komisja uwzględni postulaty protestujących? - Dowiemy się o tym w listopadzie, kiedy KE opublikuje kolejny projekt rozporządzenia - mówi TOK FM Alina Wojtowicz-Pomierna, zastępca dyrektora Biura Pełnomocnika Rządu do spraw Osób Niepełnosprawnych. - Nie składamy broni - zapewnia prezes Zając.

Pracodawcy zarabiają na niepełnosprawnych? "Bzdury"

Pod publikacjami na temat skutków nowych przepisów pojawiają się także komentarze osób, które przyklaskują pomysłom Komisji Europejskiej. "Ten system powinien upaść już dawno. Na tych stanowiskach jest tylko niewolnictwo i poniżanie osób z niepełnosprawnością", "W 2008 r. pracodawca zatrudniający osoby niepełnosprawne w mojej firmie na czysto zarobił na dotacjach 3 miliony zł" - czytamy. - To wyssane z palca bzdury - mówi prezes Zając. - System jest tak skonstruowany, że pomoc publiczna nie może stanowić zysku dla przedsiębiorcy, ona może tylko wyrównać poniesione przez niego dodatkowe koszty. Na tym się nie zarabia - zaznacza szef POPON.

Czym są dopłaty PFRON?

Dopłaty z PFRON mają stanowić zachętę do tworzenia miejsc pracy dla niepełnosprawnych. Dostają je m.in. firmy, które zatrudniają więcej osób z niepełnosprawnością, niż wynosi ustawowe minimum. Dotacje to nie tylko pieniądze z budżetu, lecz także składki przedsiębiorstw, w których pracuje niewielu niepełnosprawnych. Bez dodatków z PFRON wielu niepełnosprawnych może zostać bez pracy, z szansą co najwyżej na niski zasiłek. - Ludzie mają skomplikowane schorzenia i jeśli opuszczają rynek pracy, później trudno im się na nim odnaleźć - mówi prezes POPON.

Większą optymistką jest Wojtowicz-Pomierna, która zaznacza, że zatrudnionych jest 330 tys. osób niepełnosprawnych. Pracodawcy niemal jednej trzeciej z nich nie korzystają z dopłat. - Nie chciałabym dołączać do głosów, które mówią, że bez wsparcia ze strony państwa wszystkie pracujące osoby niepełnosprawne pozostaną poza rynkiem pracy, osobiście w to nie wierzę. Myślę, że większość może liczyć na to, że ich dobra praca pozwoli pracodawcom utrzymać ich zatrudnienie - tłumaczy Wojtowicz-Pomierna.

Zatrudnieni niepełnosprawni czekają więc na ostateczne rozstrzygnięcia w Komisji Europejskiej. Od listopada tego roku do lutego 2014 r. odbędzie się kolejna tura negocjacji, która przesądzi o limitach dofinansowań. Nowe przepisy mają wejść w życie w lipcu przyszłego roku.

DOSTĘP PREMIUM