Karnowski tłumaczy się po publikacjach "Wyborczej". "Czerpiemy profity z katastrofy smoleńskiej? To ma na celu..."

"Tylko osoba o wyjątkowo złej woli w naszym wyborze widzieć może motywację finansową" - tak Jacek Karnowski, naczelny tygodnika "wSieci", odpowiada na wyliczenia "Gazety Wyborczej", która pokazała w swoim cyklu publicystycznym, jak bardzo opłaca się lansowanie teorii dot. zamachu smoleńskiego.
A chodzi o cykl "Wyborczej" pt. "Posmoleńskie dzieci. Media". Dziennik w trzech obszernych tekstach pokazał rozwój mediów, które lubią się określać mianem "niepokornych" - od podziałów w środowisku, poprzez stopień, w jakim lansują tezę o zamachu smoleńskim, po wyniki czytelnictwa pism, które wyrosły na pisaniu o katastrofie, w której zginęło 96 osób, w tym Lech Kaczyński.

"Zarzut czerpania profitów z katastrofy smoleńskiej "Gazeta Wyborcza" podnosi co jakiś czas, zresztą nie tylko ona. Jest on nieprawdziwy, bo każdy, kto opowie się po stronie szukających prawdy o katastrofie smoleńskiej, więcej ryzykuje niż zyskuje" - przekonuje teraz Jacek Karnowski w rozmowie z Wirtualnemedia.pl.

Za pieniądze? Nie

Przekonuje, że gdyby dla niego i jego dziennikarzy ważne były kwestie materialne, to "wybralibyśmy służenie obecnej władzy. My wybraliśmy inaczej i tylko osoba o wyjątkowo złej woli w tym wyborze widzieć może motywację finansową" - pisze.

Karnowski przy publikacjach "Gazety Wyborczej" węszy spisek. W jego opinii "GW" "poprzez swój bardzo wyraźny gen totalizmu próbuje zepchnąć na margines ludzi myślących inaczej, odmawiając im prawa do funkcjonowania w sferze publicznej". Wszelkie sugestie, jakoby on sam był cynikiem czerpiącym zyski finansowe z pisania o Smoleńsku, Karnowski zbywa, twierdząc, że mówi się tak w celu odwiedzenia innych od wnikania w sprawę katastrofy.

DOSTĘP PREMIUM