PO zatrudniła hejterów? Joanna Mucha: To mocno wykrzywione

Ma swoje konto na Twitterze i Facebooku, ale wybiera się na szkolenie z internetu. Joanna Mucha popiera pomysł organizacji szkoleń, które ma zorganizować Platforma Obywatelska dla swoich posłów i senatorów. By przed wyborami parlamentarnymi "nie przespać" internetu. Bo przy wyborach prezydenckich PO w internecie była mało widoczna.
TOK FM: Pani poseł, kilka dni temu padła zapowiedź ze strony rzeczniczki rządu Małgorzaty Kidawy-Błońskiej, jednocześnie wiceprzewodniczącej Platformy Obywatelskiej, że PO zorganizuje dla swoich posłów szkolenia z internetu, tak mówiąc najogólniej. Co pani na to?

Joanna Mucha, posłanka PO z Lubelszczyzny: - Mówię szczerze i wprost, że ja takich szkoleń potrzebuję i na pewno mi się przydadzą. Każdy, kto kiedykolwiek był na moim Facebooku, wie, że jest prowadzony w sposób niezwykle spontaniczny i nieprofesjonalny, więc każde szkolenie się przyda. Jesteśmy słabi, jeśli chodzi o internet. Taka jest prawda.

Ale i tak jest pani jednym z nielicznych polityków PO, który ma konto na Facebooku i na Twitterze. Co jakiś czas coś się tam pojawia. Sama pani wstawia wpisy czy robi to ktoś z pani biura poselskiego?

- Wrzucam sama. Facebook wcześniej był obsługiwany przez moje biuro, ale gdy zobaczyłam, co tam się pojawiało, to - mówiąc delikatnie - nie byłam zadowolona, więc w tej chwili sama obsługuję oba konta. Natomiast zdaję sobie sprawę z mankamentów, że konta nie są prowadzone w taki sposób, w jaki prowadzone być powinny. Wiem, że i Facebook, i Twitter jako narzędzia dają znacznie większe możliwości niż to, co ja jestem w stanie z nich uzyskać. Dlatego z wielką przyjemnością przyjmę każde szkolenie.

Dobrze, ale czego konkretnie chciałaby się pani nauczyć przed kampanią?

- Wiem, że jest wiele możliwości wykorzystania kont, możliwości, których w tej chwili nawet nie potrafię nazwać.

A może problem właśnie w pani spontaniczności? Może przydałoby się systematyczne wrzucanie wpisów?

- Na pewno tak, ale to nie wszystko. Chodzi o to, by potrafić wykorzystać hashtagi i najróżniejsze inne rzeczy, które później układają się jakby w większe zjawiska. Ja nigdy do tej pory tego nie robiłam, bo po prostu nie umiem. Ale wiem, że to się na pewno przyda i przełoży na to, by mieć lepszy kontakt z całą tą społecznością, która na co dzień z tego typu narzędzi korzysta.

Gdy na Twitterze ktoś zada pani pytanie, uzyskuje odpowiedź?

- Czasem, ale przyznam, że nie zawsze. Zwykle sprawdzam to, co przychodzi, i to, w jaki sposób jest komentowane na przykład moje wystąpienie publiczne. I muszę powiedzieć, że w ostatnich miesiącach zauważam bardzo dużą zmianę, jeśli chodzi o odpowiedzi. Napływ hejtu i nieprzyjemnych komentarzy jest bardzo zaskakujący. Nie sądzę, by wynikało to z tego, że w jakiś mocny sposób zmieniłam to, o czym mówię. Wydaje mi się, że to w dużej części wynika ze zmiany emocji, nastrojów społecznych i jakiejś potrzeby, aby je wyrażać.

Zraża to panią do tych narzędzi internetowych?

- Nie powiem, że mnie to zraża i że zmieniałabym jakoś swoje sposoby komunikowania się, bo uważam, że swoich poglądów należy bronić. Ale mam poczucie, niemalże namacalne, w komentarzach, że emocje społczne zmieniły się bardzo dramatycznie.

Co się pani zdaniem stało, że przy wyborach prezydenckich Platformy, na przykład na Twitterze, jakby nie było?

- Nie potrafię odpowiedzieć. Mam generalnie swoją diagnozę na temat wyników wyborów i ona jest w nieco innym miejscu - moim zdaniem nie chodzi do końca o to, czy my potrafimy czy nie potrafimy posługiwać się narzędziami internetowymi. Bardziej, moim zdaniem, to kwestia tego, jak definiowaliśmy naszą rolę i to, w jaki sposób państwo się rozwija. Wydaje mi się, że mamy do czynienia z taką sytuacją, że trochę "rozjechały się" oczekiwania ludzi w stosunku do nas i nasza praca. Więc internet i te emocje, to, co ludzie mówią i piszą, to tylko odzwierciedlenie pewnych znacznie ważniejszych procesów.

Czyli pani zdaniem nie było tak, że PO nie doceniła tych narzędzi internetowych?

- Zdecydowanie nie doceniła. Absolutnie tak jest. Natomiast narzędzia internetowe to jednak tylko narzędzia. One odzwierciedlają emocje, które są w ludziach. Wydaje mi się, że nasz podstawowy błąd polegał na tym, że nie doceniliśmy emocji, które są szerokimi emocjami społecznymi, bo nie doceniliśmy zmiany, która nastąpiła - zmiany oczekiwań w stosunku do państwa. A cała kwestia onarzędziowania - przepraszam za słowo - jest kwestią ważną, ale jednak wtórną.

A zdarzały się takie słowa ze strony kolegów z Platformy, że nie chcą być na przykład na Twitterze, że to im niepotrzebne?

- Nie, zupełnie nie. Wielu spośród moich kolegów jest bardzo aktywnych i na Twitterze, i na Facebooku

Ale wielu też nie jest tam w ogóle aktywnych.

- Rzeczywiście, spora grupa rzeczywiście nie. Ale ja myślę, że to nie o to chodzi. Chodzi raczej o to, co powiedział jeden ze współpracowników PiS - że oni mieli trzy tysiące wolontariuszy, którzy dla nich pisali posty, komentarze na wszystkich portalach. Pierwszy znak zapytania dotyczy tego, czy to byli rzeczywiście wolontariusze. Ja osobiście nie do końca w to wierzę. A z drugiej strony wiadomo, że Platforma nie budzi takich emocji nawet wśród własnego elektoratu. I nasi ludzie raczej przeczytają i przemyślą, niż wyleją swoje emocje właśnie w jakimś komentarzu czy jakimkolwiek innym wpisie. I tu jest ta różnica.

W czym może wam teraz pomóc Twitter?

- Ja uważam, że nam teraz jest potrzebna duża zmiana uprawiania polityki i proponowania rozwiązań. Nie powinno być tak, że chcemy prześcigać się z innymi partiami w obietnicach czy propozycjach "rozwalania" systemu. Nasza zmiana powinna polegać na sposobie prowadzenia polityki, prowadzenia dyskursu z ludźmi, włączaniu ludzi w pewne procesy decyzyjne, w tworzeniu grup, które będą pomagały nam wypracowywać różne rozwiązania. Nie zrobimy tego bez narzędzi internetowych.

Platforma Obywatelska zatrudniła hejterów?

- Słyszałam te doniesienia medialne, choć nie byłam na klubie wyjazdowym. I z tego, co wiem, te doniesienia są przedstawione jakby w krzywym zwierciadle. Na posiedzeniu klubu rzeczywiście mówiło się o tym, że potrzebujemy zatrudnienia ludzi, którzy nam pomogą w używaniu narzędzi internetowych, ale wydaje mi się, że te sformułowania dotyczące hejterów są mocno wykrzywione.

Pani poseł, to już na koniec. Będzie pani szefem kampanii parlamentarnej PO?

- Z tego, co wiem, nie ma jeszcze decyzji. Byłoby przedwcześnie, by rozważać, kto, gdzie, w jakim miejscu się znajdzie. Natomiast wydaje mi się, że będę mocno zaangażowana w kampanię wyborczą. I bardzo się z tego powodu cieszę.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM