"Dziennikarz to zawód jak maszynista. Trudno jest go uprawiać przez łzy"

- Zapobiegliwość dziennikarzy, żeby jeszcze tydzień po tragedii podtrzymywać żałobę i nakręcać emocje, była przeciwko warsztatowi dziennikarskiemu, przeciwko naszej wiarygodności i przeciwko odbiorcom - mówił w TOK FM Andrzej Skworz, redaktor naczelny miesięcznika Press. - Zebraliśmy przez tydzień mnóstwo przykładów mediów, które tak się zachowywały.
"To szefowie powinni reagować na łzy dziennikarza"

- Nie mam zastrzeżeń do dziennikarzy, którzy musieli powstrzymywać autentyczne łzy i informować na bieżąco o tym, co dzieje się w Smoleńsku w dniu tragedii - mówił w TOK FM Andrzej Skworz, redaktor naczelny miesięcznika Press. - Wierzę, że dziennikarze robiąc te ogromne błędy warsztatowe, robili je w dobrych intencjach. Większy zarzut mam do szefów. To oni powinni zareagować, powiedzieć: nie jedziemy na tych emocjach; zdjąć dziennikarkę płaczącą trzeci dzień podczas robienia wywiadów.

Skworz podkreślał, że dziennikarz to praca, którą trzeba wykonywać profesjonalnie. - Dziennikarz to zawód, profesja jak nauczyciel, lekarz czy maszynista pociągu. Trudno jest prowadzić pociąg przez łzy i dlatego nie powinno się trzeciego czy czwartego dnia płakać podczas wykonywania tej roboty. Wierzę, że szefowie nie wykorzystywali tych emocji cynicznie - mówił. - Dziennikarze mogliby być terapeutami, ale na pewno nie kapłanami. Powinni pytać i szukać osób do rozmów.

"Odtwarzamy patos, który znamy ze śmierci papieża"

- Jeśli grafomański tekst dziennikarza telewizji komercyjnej trafia do publikacji jako wiersz o zabitych, to znaczy, że szef mu nie pomógł i nie powiedział: chłopie, schowaj to do szuflady na później - mówił Skworz w TOK FM. - Jeśli znana dziennikarka pisze, że to było najgorsze co mogło spotkać Polskę i pisze to tydzień po wydarzeniu, to też nie zapanowała nad emocjami.

- Wpadliśmy w ten sam rodzaj żałoby, którą mieliśmy po papieżu. Odtwarzamy patos, który znamy z tamtej sytuacji - mówił redaktor naczelny miesięcznika Press. - Wpadliśmy w tę koleinę i będziemy to odtwarzać przy każdej następnej śmierci. Nie wiem, co powinni robić dziennikarze w takich sytuacjach, ale wiem, czego na pewno nie powinni: na przykład mówić o stratach w wojsku większych niż straty wojenne, nie powinni się też licytować na to ile płakali. Gaszenie emocji byłoby znacznie lepsze.

- Przez tydzień mieliśmy do czynienia z jedną stacją, jednym programem, jednym tematem. Ubolewam nad tym jako dziennikarz, bo na świecie działo się dużo innych, ważnych rzeczy - podsumował Skworz.

Dziennikarze nie są przygotowani do relacjonowania takich wydarzeń

- Przekładalność słuchalności na zyski została zawieszona, bo większość stacji wstrzymała reklamy. Ta słuchalność to raczej było utrzymanie słuchaczy - mówił prof. Maciej Mrozowski, medioznawca. - Warunki rynkowe można tu odłożyć na bok. Okazało się, że nasi dziennikarze nie są przygotowani do relacjonowania takich rzeczy. Było inaczej niż w przypadku papieża. Wtedy już na rok wcześniej trwały przygotowania i program był gotowy do emisji. Ale nawet wówczas nikt nie przewidział, że papież będzie tak długo umierał. Wielkie stacje telewizyjne wynajmowały miejsca naokoło Watykanu na dwa lata przed śmiercią papieża. To, że po śmierci prezydenta dziennikarze się posypali oznacza, że chociażby w mediach publicznych nie ma ludzi, którzy by specjalnie planowali awaryjne sytuacje - mówił prof. Mrozowski.

- Emocje? Tak, ale spór dotyczy tego jak je kanalizować. Pomaganie narodowi powinno właśnie polegać na wyciszaniu, a nie podgrzewaniu atmosfery - mówił medioznawca. - Mediom potrzebne są ramy do prowadzenia narracji. Muszą powstać pewne techniczne rozwiązania na wypadek kryzysu a mówiąc o standardach, mamy na myśli jaki stworzyć przekaz.

- W przypadku takiej tragedii media są w pewnym zakleszczeniu: z jednej strony ich rola bardzo rośnie, z drugiej zaś ich margines swobody maleje - oceniał prof. Mrozowski. - W literaturze przedmiotu takie sytuacje zostały dobrze przebadane i media muszą wypracować rytuał szyty na miarę społeczeństwa. Musimy więc sobie odpowiedzieć: jakiego rytuału wymaga mentalność Polaka? Ja bym raczej tonował emocje, polskie media natomiast starają się je wyprzedzić. Nasze media grają na jednej nucie i to na tej niedobrej - podsumował prof. Maciej Mrozowski.



DOSTĘP PREMIUM