'Niech ktoś do cholery powie, jaki tu sajgon'. Lekarka o Centrum Onkologii

- Przyjmuję dziennie 52 pacjentów. Nie mam czasu wyjść na siusiu. Niech ktoś wreszcie do cholery powie, jaki tu sajgon i coś z tym zrobi - mówi nam lekarka z Centrum Onkologii o warunkach, jakie panują w przychodni. Porządek ma zrobić nowy dyrektor CO. Minister zdrowia dał mu na to pół roku. - Przychodnia będzie działać na dwie zmiany - obiecuje wiceminister Andrzej Włodarczyk.
Resort zdrowia zareagował w końcu na powtarzające się od lat publikacje o koszmarnych kolejkach w przychodni Centrum Onkologii na warszawskim Ursynowie. W zeszłym tygodniu Gazeta.pl doniosła, że nadal pacjenci godzinami, w tłoku i zaduchu, czekają na rejestrację, a później wizytę u lekarza: umęczeni chorobą i terapią, zdezorientowani; bywa, że ginie ich dokumentacja medyczna. W piątek minister zdrowia odwołał prof. Macieja Krzakowskiego, dyrektora CO, który nie uporał się z tym problemem przez prawie dwa lata.

Zarzucił mu też pogorszenie sytuacji finansowej placówki. Do odwołania przyczyniła się także operacja w klinice przy Wawelskiej (należącej do CO), w czasie której pacjentowi wycięto zdrową nerkę. Grupa specjalistów ma ocenić jak można mu teraz pomóc.

Nowego dyrektora zdybali na urlopie w Juracie

Nowym szefem Centrum Onkologii - do czasu rozstrzygnięcia konkursu - został prof. Marian Reinfuss, dotąd dyrektor krakowskiego oddziału CO.

- Zdybali go na urlopie w Juracie i ściągnęli do Warszawy. Ma dostać pełnomocnictwa, by szpital mógł normalnie działać - mówi bliski współpracowanik prof. Reinfussa z Krakowa, komentując pośpiech ministerstwa. - Sami nie wiemy, jak to ma wyglądać. Będzie trochę tu, trochę tam.

Ministerstwo postawiło prof. Reinfussem karkołomne zadanie: ma pół roku, by usprawnić pracę przychodni, zlikwidować nepotyzm na oddziałach. Ma też uporządkować kwestie badań klinicznych, które są prowadzone w Centrum, ale zwykle przynoszą dochód prowadzącym je lekarzom, a nie placówce.

Lekarze Centrum są sceptyczni. - To pokazówka - mówi jeden z nich. - Chciałbym, żeby tu ktoś naprawdę zrobił porządek, ale to musiałby być ktoś z zewnątrz. A prof. Reinfuss szefował krakowskiemu oddziałowi.

Lekarka z przychodni CO: Wariactwo. Jak w fabryce na taśmie

Na zmianę zarządzania w Centrum Onkologii, nie można było dłużej czekać. Cierpliwość tracili już nie tylko pacjenci, ale i lekarze. Część specjalistów odeszła do innych placówek, także prywatnych, inni mają dość pracy w takich warunkach.

- Dziś przyjęłam 52 chorych. Czasami są trzy osoby w gabinecie. Tu pacjentka goła, tu ktoś wchodzi o coś spytać, tu ktoś chce donieść kartę. Wariactwo. Jak w fabryce na taśmie albo na kasie w Biedronce. Nie mam czasu wyjść na siusiu, nie mówiąc o obiedzie. Nawet na poczcie jest przerwa, ale nie tu. Wszystko w biegu, bo trzeba wszystkich szybko, bo wszyscy muszą przed czternastą. A ja się nie rozdwoję - mówi nam lekarka z przychodni Centrum Onkologii. - Źle się z tym wszystkim czuję, bo jak jest taki młyn, to nie wiem, czy się gdzieś nie pomylę, czegoś nie zapomnę. A tu ciągle szturm pacjentów Powinno być więcej lekarzy i maksymalnie 25 osób na dzień, jak w innych przychodniach.

I dodaje: - Ja bym chciała z każdą pacjentką porozmawiać. Chociaż wziąć ją za rękę, przecież wiem, że się boją. A tu szybko, szybko. I tak już robimy takie numery, że dopiero po wszystkim hurtowo uzupełniamy karty chorych, to przecież absurd. Czasem siedzimy do nocy i to porządkujemy. A dyrekcja chce, żebyśmy wszystkich przyjmowali. Ja też chcę, po to jestem lekarzem. Ale na razie, to nie leczenie, tylko cyrk.

Wiceminister zdrowia: Przychodnia będzie pracować na dwie zmiany

Po doniesieniach prasowych sytuację pacjentów z przychodni CO sprawdziła Krystyna Kozłowska, Rzeczniczka Praw Pacjenta. Nie dostrzegła nic niewłaściwego. - Nie miałam żadnych skarg od pacjentów. Mimo awarii systemu komputerowego, rejestracja odbywała się sprawnie - mówiła.

Lekarka z przychodni: - Była tu kontrola. Moje pacjentki mi mówiły. Ale nie skarżyły się, jak naprawdę jest. Nie chcą nam narobić problemów. Boją się, że potem ich nie przyjmiemy. Ale niech ktoś wreszcie do cholery powie głośno, jaki tu sajgon.

Wiceminister zdrowia Andrzej Włodarczyk podkreśla, że nowy dyrektor ma przeprowadzić audyty i sprawdzić, jakie zmiany są potrzebne. - Chcemy, by przeorganizował pracę przychodni i jak najszybciej wprowadził dwie zmiany. To powinno usprawnić przyjęcia - mówi. Jeszcze wczoraj wiceminister zapowiadał zwolnienia. Podkreślał, że w Centrum pracuje 2700 osób, a to za dużo. Dziś się z tego wycofał: - Są przerosty zatrudnienia, ale jeśli zostanie wprowadzona praca na dwie zmiany, to zwolnienia, zwłaszcza białego personelu, nie będą konieczne - podkreśla Włodarczyk.

Jak się dowiedzieliśmy, w sierpniu NIK ma skontrolować instytuty podległe ministerstwu zdrowia, a ponieważ Izba dostała od parlamentarzystów wiele sygnałów o nieprawidłowościach w CO, wszelkie wydatki placówki: przetargi, inwestycje, zakupy, będą wnikliwie analizowane.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM

Komentarze (7)
'Niech ktoś do cholery powie, jaki tu sajgon'. Lekarka o Centrum Onkologii
Zaloguj się
  • wojtekd38

    Oceniono 2 razy 2

    Trzeba ograniczyc ilosc pacjentow poprzez wprowadzenie REJONIZACJI .Co robia szpitale rejonowe .W Radomiu pusty szpital a zaloga domaga sie podwyzek Za co ?

  • stasiek-the-best

    Oceniono 1 raz 1

    @nodens_pn
    Słyszałeś/-aś o ochronie danych osobowych? Po co piszesz, że przy poniedziałku i środzie miłość ma inne imię? Bo tak pisząc, możesz za takie publiczne piętnowanie zdrowo beknąć!

  • jinx-1

    Oceniono 1 raz 1

    A nie można umawiać ludzi na konkretną godzinę? Zamiast tego kolejka po numerki, jak w poprzedniej epoce... Wiele można poprawić bardzo szybko, tylko trzeba chcieć.

  • pulkownica

    0

    Kopacz zatrudniłaś dr.Mendelle.

  • nodens_pn

    0

    stasiek-the-best. Masz rację Stasiu:), kwestia beknięcia nabiera niepośledniego znaczenia, bo cholera wie jak głośność i jaką tonację oweg beknięcia dobrać, Zwłaszcza przy poniedziałku i środzie...

  • nodens_pn

    Oceniono 3 razy -1

    Pomieszanie materii z poplątaniem. Z jednej strony ból, strach pacjentów, nadzieja, że da się z tym wzrastającym w środku potworem coś zrobić, z drugiej strony skala zachorowań. Gdyby zlepić w jedno wszystkie nowotwory pożerające Polaków, wyszła by pewnie bestia wielkości któregoś z japońskich potworów. Trzecia strona to skostniała struktura medyczna, opłacana przez kasy chorych w których pieniądze są jedynie na premie dla ich pracowników, zaniedbana, niedoinwestowana, skrzecząca z biedy, tuskowa - rzec by się chciało. Z czwartej i ostatniej strony, partykularne interesy lekarzy, dla których, nie oszukujmy się, jesteśmy tylko maszynką do robienia pieniędzy i podsycania ich prywatnych praktyk. Nie cała - podkreślam to! Ale w swojej lwiej części to lekarska, bandycka hołota w kitlach, jak ich ktoś kiedyś nazwał - wilcze stada, plwające na przysięgę Hipokratesa, zajęte robieniem kasy, budową domów i przepoczwarzaniu się w doktorów G.

  • wybitniemadry

    Oceniono 3 razy -1

    a od kiedy to lekarza potrafia zarzadzac? do tego jest potrzebny profesjonalny menager, czyli zarzadca, nie lekarz, lekarz jest od leczenia ale organizacja musza sie zajac ludzie ktorzy sie na tym znaja, w polsce takowych brak, ministerstwo to wylegarnia debili , "dajemy mu pol roku" mowia debile, to nie jest rozwiazanie problemu, to jest symulownie bycia ministrem, czemu w polsce nie ma takich brevikow zeby pokazali debilom polskim gdzie trawa rosnie

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX