Raport Millera. Nacisków nie było. Była presja

Komisja Jerzego Millera nie stwierdziła, by doszło do nacisków na pilotów Tu-154M dziesiątego kwietnia 2010 roku. Nie ma dowodów, by takie naciski wywierał prezydent, czy zwierzchnik żołnierzy z 36. pułku gen. Andrzej Błasik. W raporcie czytamy tylko o ?presji pośredniej?, która odczuwać mogli członkowie załogi.


Komisja nie stwierdziła, by decyzja o lądowaniu zapadła na skutek nacisków pasażerów prezydenckiego samolotu. - Dowódca Sił Powietrznych w żaden bezpośredni sposób nie ingerował w proces pilotowania. Ze sporządzonej na potrzeby niniejszej analizy jego charakterystyki psychologicznej wynika, że "przejmowanie inicjatywy w sytuacji, w której kompetencje szczegółowe innych oceniał wysoko, jest mało prawdopodobne". Nie był więc nastawiony na jakąkolwiek aktywną interwencję, był raczej obserwatorem wydarzeń. W tym kontekście w żaden sposób nie można mówić o bezpośrednim nacisku Dowódcy Sił Powietrznych na dowódcę statku powietrznego, a szerzej na załogę - czytamy w raporcie komisji Jerzego Millera.

Presja pośrednia

Autorzy raportu piszą jednak, że "można natomiast stwierdzić, że istniała presja, która oddziaływała na załogę w sposób pośredni, związana z rangą lotu, obecnością najważniejszych osób w państwie na pokładzie samolotu i wagą uroczystości w Lesie Katyńskim. Należy także przyznać, że elementem presji pośredniej była obecność Dowódcy Sił Powietrznych w kabinie załogi, gdyż w świadomości dowódcy statku powietrznego mogła pojawić się obawa o ocenę jakości wykonania przez niego podejścia do lądowania. Jednakże

czynnik ten był jedynie elementem towarzyszącym wydarzeniom w ostatniej fazie lotu" - podkreślają autorzy raportu. - Presja pośrednia nie mogła być przyczyna katastrofy - podkreślali na konferencji prasowej członkowie komisji.

Decyzji nie było

Autorzy raportu podkreślają, że to nie piloci decydowali o wyborze lotniska. Piloci nie dostali informacji o wyborze zapasowego lotniska. "Analiza zapisów rejestratora głosów w kabinie samolotu wskazuje, że Dyrektor Protokołu pojawił się w kokpicie

prawdopodobnie po otrzymaniu od szefowej pokładu informacji o możliwości niewylądowania w SMOLEŃSKU (godz. 06:17:47). Ponieważ do jego zadań należał nadzór nad przebiegiem wizyty Prezydenta RP, wszedł do kabiny pilotów w celu osobistego upewnienia się co do zaistniałej sytuacji (godz. 06:23). Pojawienie się Dowódcy Sił Powietrznych w kokpicie wynikło, zdaniem Komisji, z poinformowania go właśnie przez Dyrektora Protokołu o pogarszających się WA (warunków atmosferycznych - red.).

"Nikt nie narzucał załodze konieczności lądowania"

Należy także zauważyć, że dowódca statku powietrznego o godz. 06:26:18 powiadomił Dyrektora Protokołu o konieczności podjęcia decyzji w zakresie dalszego planu działania w sytuacji pogorszenia się WA na lotnisku w SMOLEŃSKU. Dyrektor Protokołu o godz. 06:30:33 przekazał: "Na razie nie ma decyzji Prezydenta, co dalej robimy", nikt więc nie narzucał załodze konieczności lądowania na lotnisku SMOLEŃSK PÓŁNOCNY, ale także nie wskazał na preferowane rozwiązanie (np. lecimy na lotnisko WNUKOWO). Przy braku wsparcia procesu decyzyjnego dowódca statku powietrznego kontynuował wcześniej zaplanowane podejście do lądowania do wysokości minimalnej.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM

Serwis informacyjny

Komentarze (2)
Raport Millera. Nacisków nie było. Była presja
Zaloguj się
  • grubybodzio

    Oceniono 1 raz 1

    Jak jade z zona samochodem to tez czuje jakas presje. Duzo mniejsza jak jade z inna kobitka.

  • dante_waw

    Oceniono 2 razy 0

    Skoro nie bylo presji to dlaczego czekano na decyzje prezydenta, podobno to pilot decyduje na pokladzie.

    Podejrzewam ze po aferze Gruzinskiej pilot pod presja nie chcial podjac decyzji i czekal na wiecznie niezdecydowanego prezydenta ktory pewnie krecil numer do swojego brata.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX