Raport Millera: Rosjanie współwinni katastrofy? Oto, czego nie zrobili, a co zrobili źle

Raport komisji ministra Millera ws. katastrofy smoleńskiej wskazał szereg błędów po polskiej stronie. Inaczej jednak niż rosyjski raport MAK, polski dokument wylicza też zaniedbania, niedopatrzenia i błędne działania Rosjan. Niektóre bardzo istotne. Raport wylicza, czego kontroler lotów i kontroler strefy lądowania nie zrobili, a co zrobili źle.
Czytaj RAPORT KOŃCOWY komisji Millera

Wycofanie "lidera", który wspomógłby polską załogę w komunikacji z rosyjską wieżą i otrzymane od Rosjan nieaktualne karty podejścia z 2009 r. to tylko dwa zarzuty raportu komisji wobec strony rosyjskiej. Jest ich więcej. Wśród zarzutów wobec rosyjskiej obsługi lotniska są tzw. "czynniki mające wpływ na zdarzenie lotnicze", czyli niebędące przyczyną katastrofy, jednak mające istotne znaczenie dla przebiegu wydarzeń. Rosyjski raport MAK nie przywiązywał do nich większej wagi. Polski raport komisji min. Jerzego Millera przeciwnie - wskazuje, że Rosjanie mogą ponosić częściową odpowiedzialność za katastrofę smoleńską.



Raport MAK: NIE BYŁO NACISKÓW, PRESJI NA KONTROLERÓW Z WIEŻY W SMOLEŃSKU. ŻADNE Z UCHYBIEŃ PROWADZĄCYCH DO KATASTROFY NIE OBCIĄŻA STRONY ROSYJSKIEJ

Błędy kontrolera lotów i kontrolera strefy lądowania na lotnisku Siewiernyj układają się jednak w bardzo długą listę.

Czego nie zrobili, a co źle zrobili Rosjanie. Kierownik strefy lądowania:

Informacje z wieży lotniska Siewiernyj mogły "utwierdzać załogę w przekonaniu o prawidłowym wykonywaniu podejścia, gdy w rzeczywistości samolot znajdował się poza strefą dopuszczalnych odchyleń" - napisała w raporcie komisja. Kierownik strefy lądowania nie poinformował też załogi o zejściu poniżej ścieżki schodzenia, zbyt późno wydał komendę do przejścia do lotu poziomego. Przekazywał załodze informacje o prawidłowym położeniu samolotu względem progu DS.(drogi startowej - red.), ścieżki schodzenia i kursu, które było niezgodnie z rzeczywistością. W rzeczywistości samolot znajdował się poza strefą dopuszczalnych odchyleń, poniżej ścieżki schodzenia, poza obszarem 1/3 wartości maksymalnego wymiaru liniowych odchyleń od nakazanej ścieżki.

Komisja podkreśliła też, że KSL (kierownik strefy lądowania - red.) w ciągu ostatnich 12 miesięcy (przed katastrofą - red.) zabezpieczał loty jedynie sporadycznie. Wytknęła mu też brak praktycznego przygotowania na lotnisku w Smoleńsku, w szczególności w wieży kontroli lotów - "KSL nie odbył praktycznego treningu zapoznawczego i zaliczenia egzaminu praktycznego kierowania lotami na lotnisku SMOLEŃSK PÓŁNOCNY" - napisała komisja.

Po przekroczeniu przez Tu-154M dolnej granicy dopuszczalnego maksymalnego odchylenia od ścieżki schodzenia. KSL podejścia wykonywanego przez załogę samolotu nie przerwał. Zbyt późno wydał komendę nakazującą przerwanie zniżania i przejście do lotu poziomego - "Horyzont 101".



RAPORT MAK: POLSKA ZAŁOGA BYŁA KILKAKROTNIE INFORMOWANA PRZEZ LOTNISKO SIEWIERNYJ I WŁADZE BIAŁORUSI ORAZ ZAŁOGĘ POLSKIEGO JAKA-40 O TYM, ŻE WARUNKI ATMOSFERYCZNE NIE SĄ DOBRE.

Czego nie zrobili, a co źle zrobili Rosjanie. Kierownik lotów:

Punkt po punkcie - a jest ich wiele - raport Millera wymienia kolejne zaniedbania strony rosyjskiej. Najwięcej leży po stronie obu kontrolerów. I tak m.in. kierownik lotów "nie określił załogom samolotów Jak-40 i Tu-154M rodzaju podejścia do lądowania", zbyt późno wydał im też polecenie odejścia na drugi krąg. Nie wymagał też od załóg samolotów (Jak-40 Ił-76 i Tu-154M) potwierdzania wszystkich otrzymanych komend KSL aktualną wysokością lotu. Po tym, jak warunki atmosferyczne na lotnisku spadły poniżej jego warunków minimalnych, nie nakazał przerwania podejścia Iłowi-76. Nie sprawdził u synoptyka bazy w Twerze warunków atmosferycznych i nie zaproponował własnym przełożonym zamknięcia lotniska, gdy te warunki za taką decyzją przemawiały. Nie wydał też ostrzeżenia STORM i nie podjął żadnej akcji wobec niewłaściwego - według komisji - prowadzenia korespondencji radiowej przez kontrolera strefy lądowania (KSL). Nie podejmował - stwierdza komisja - samodzielnie decyzji dotyczących kierowania lotami.

Z kolei kierownik lotów (KL) nie przekazał żadnej z załóg - tak tupolewa, jak i Jaka40 - informacji o zachmurzeniu i widzialności pionowej, mimo, że mógł otrzymać te dane dzięki odpowiednim urządzeniom zainstalowanym na BSKL (bliższe stanowisko kierowania lotami, BRL (bliższa radiolatarnia) i DRL (dalsza radiolatarnia).



Raport MAK: NIE BYŁO ZGODY WIEŻY NA LĄDOWANIE.

Według raportu komisji Millera kontroler lotów zapytał załogę samolotu Jak-40, czy nawiązała kontakt wzrokowy. Z powodu braku odpowiedzi kierownik lotów nie wydał zezwolenia na lądowanie. Po sześciu sekundach, gdy zauważył samolot Jak-40 na zbyt dużej wysokości w odniesieniu do właściwej trajektorii lotu, nakazał załodze odejście na drugi krąg. Dowódca samolotu Jak-40, według jego oświadczenia, nie usłyszał jego polecenia i wykonał lądowanie. Czytaj więcej o ryzykownym lądowaniu Jaka-40 .



"NIEDOSTATKI W INFRASTRUKTURZE LOTNISKA W SMOLEŃSKU I NIENAJLEPSZY STAN URZĄDZEŃ REJESTRUJĄCYCH NA LOTNISKU NIE BYŁY PRZYCZYNĄ KATASTROFY" - głosił raport MAK.

Niedostatków było jednak sporo.

Zbyt wysokie drzewa, niewidoczne lampy lotniska, poważne zagrożenie

Raport wylicza niedbalstwa i błędy Rosjan. Stan systemu świetlnego na lotnisku nie spełniał wymagań technicznych wizualnych pomocy nawigacyjnych. Sam teren położony bezpośrednio przed progiem drogi startowej nr. 26 (DS. 26) był porośnięty drzewami. Zbyt wysokimi. Ich wysokość przekraczała wartości dopuszczalne dla przeszkód terenowych w tym obszarze. W efekcie, w warunkach ograniczonej widzialności, utrudniających załodze samolotu orientację wzrokową, a GKL (Grupie Kierowania Lotami) na BSKL, obserwację samolotu na podejściu do drogi startowej DS. 26, "drzewa przysłaniały elementy świetlnego systemu nawigacyjnego". Drzewa ponadto tworzyły tzw. "echa stałe", czyli odbicia od przedmiotów terenowych. To według komisji mogło ograniczać wykorzystanie radiolokatora lądowania (PRŁ), zwłaszcza w ostatniej fazie podejścia do lądowania. Komisja stwierdziła też, że drzewa stanowiły "poważne zagrożenie dla statków powietrznych podchodzących do progu DS 26 w przypadku odchyleń od wyznaczonej ścieżki lądowania szczególnie w warunkach ograniczonej widzialności i w nocy". Czyli dokładnie w takich, w jakich lądował prezydencki tupolew. Komisja oceniła, że lotnisko Siewiernyj "nie było przygotowane do przyjmowania statków powietrznych w sposób zapewniający bezpieczne wykonywanie operacji lotniczych". A nawet gdyby 96 osób z pokładu tupolewa przeżyło katastrofę, to zabezpieczenie medyczne lotniska Siewiernyj nie pozwoliłoby na udzielenie im wszystkim pomocy.

DOSTĘP PREMIUM