Raport Millera vs MAK. Lądowanie czy próbne podejście? [NAJWAŻNIEJSZE RÓŻNICE]

Jedną z najważniejszych rozbieżności między raportem Millera, a raportem MAK jest odczytanie intencji pilotów. Według Rosjan załoga chciała lądować, według raportu Millera - to było próbne podejście. Rosjanie inaczej odczytują także rolę gen. Błasika. Różnic jest więcej. Oto najważniejsze z nich.
Szef komisji technicznej MAK Aleksiej Morozow podczas konferencji w Moskwie odniósł się on do raportu polskiej komisji wyjaśniającej okoliczności katastrofy smoleńskiej.

Gen. Błasik. Presja bezpośrednia i pośrednia

Zdaniem przedstawicieli MAK obecność dowódcy Sił Powietrznych gen. Andrzeja Błasika w kabinie pilotów Tu-154M jest dowodem na wywieranie na nich bezpośredniej presji psychicznej. Eksperci MAK odpowiadając na pytania polskich dziennikarzy podkreślali, że Błasik nie powinien znajdować się w kabinie; powinna ona być "sterylna".

- Przecież należy zauważyć, że był on bezpośrednim przełożonym 36. specpułku i to on odpowiadał za wyszkolenie i przygotowanie pilotów i składał prezydentowi meldunki o sytuacji w locie. On tak naprawdę, podając informacje o wysokości, brał udział w sterowaniu samolotem - zaznaczali.

Jak dodali, na obecność Błasika w kokpicie zwróciła uwagę także polska komisja, ale określiła to jako presję pośrednią. - Sądzę, że trzeba nazywać rzeczy po imieniu: to była bezpośrednia presja psychiczna na załogę - mówił jeden z przedstawicieli MAK. Jak zaznaczył, nie ma tu znaczenia fakt, czy piloci byli w słuchawkach, czy nie, bo z jego doświadczenia wynika, że w kokpicie tupolewa wszystko słychać.

Kontrolerzy. Była presja generała?

Morozow odnosząc się do ustaleń polskiej komisji, że mogła być wywierana presja na kontrolerów na wieży w Smoleńsku, zaznaczył: - Zastępca dowódcy bazy lotniczej, któremu, jak rozumiem, przypisywane jest wywieranie nacisków na kontrolerów był zobowiązany do znajdowania się w bliższym stanowisku kierowania lotami i tam się znajdował. Utrzymywał łączność z przełożonymi, co jest normalną praktyką.

- Obecność płk. Nikołaja Krasnokutskiego na wieży w Smoleńsku była obowiązkowa; analiza jego rozmów nie wykazała, by wywierał jakąś presję na kontrolerów - oświadczył Morozow. - Nasi polscy koledzy nie zrozumieli, że był to nieregularny lot międzynarodowy - oświadczył Morozow, mówiąc o statusie lotu.

Załoga. Czy wcisnęli przycisk "uchod'?

- W przeciwieństwie do polskiej komisji MAK twierdzi, że polska załoga Tu-154M podejmowała niewłaściwe decyzje i nie mogła ich też zrealizować - oświadczył szef komisji technicznej MAK.

Prezentując polski raport, szef komisji Jerzy Miller mówił z kolei, że polska załoga "podejmowała właściwe decyzje", których realizacja okazała się w tamtych warunkach niemożliwa - i z tym fragmentem polemizuje MAK.

Według MAK, polska załoga nie podjęła decyzji o przejściu na drugi krąg. Nie zdecydowała więc o odejściu od lądowania, a jedynie robiła wszystko, by się nie zderzyć z przeszkodą.

MAK zwrócił uwagę, że załoga tupolewa podjęła decyzję o lądowaniu, wobec tego nie odeszła na drugi krąg. Jego zdaniem, gdyby piloci zdecydowali o odejściu na drugi krąg, na pewno by im to się udało. Tymczasem raport Millera mówił o próbnym lądowaniu.

Rosyjscy eksperci uznali też, że nie ma "obiektywnego dowodu", by załoga wcisnęła przycisk "uchod", który powoduje włączenie automatu ciągu i automatyczne odejście samolotu na drugi krąg, bo rejestratory samolotu tego nie zapisują.

Członek MAK, doświadczony pilot Ruben Jesajan poinformował, że "uchod" mógłby zadziałać gdyby lotnisko w Smoleńsku było wyposażone w system precyzyjnego lądowania (ILS). - Zatem wciśnięcie "uchodu" nie miało wpływu na samolot - powiedział.

Lotnisko. Sprawne czy nie?

"Niedostatki w infrastrukturze lotniska i nienajlepszy stan urządzeń rejestrujących na lotnisku nie były przyczyną katastrofy" - głosił raport MAK. Morozow twierdził, że nie wie, skąd się wziął wniosek strony polskiej, że sprzęt na lotnisku działał nieprawidłowo. Wyjaśnił, że strona polska nie uczestniczyła 15 kwietnia 2010 r. w tzw. oblocie lotniska, bo dokonywał go rosyjski samolot wojskowy. - Wady lotniska przedstawione w polskim raporcie były opisane w raporcie MAK - dodał Morozow. Podkreślił, że było to "otwarte i działające lotnisko", a nie "czasowe otwarte" - jak podawał polski raport. - Hipotezy polskiej strony, że system radiolokacyjny nie był sprawny, nie znalazły potwierdzenia w faktach - oświadczył. Powtórzył, że nie można było zamknąć lotniska 10 kwietnia.

Raport Millera wylicza niedbalstwa i błędy Rosjan. Stan systemu świetlnego na lotnisku nie spełniał wymagań technicznych wizualnych pomocy nawigacyjnych i był w 30 proc. niesprawny. Sam teren położony bezpośrednio przed progiem drogi startowej nr. 26 był porośnięty zbyt wysokim drzewami. Ich wysokość przekraczała wartości dopuszczalne dla przeszkód terenowych w tym obszarze.

DOSTĘP PREMIUM