Uczą i leczą wbrew woli rodziców. "Mam władzę rodzicielską, tylko formalnie"

Mateusz nie zgadza się, by prywatne gimnazjum uczyło jego córkę. Szkoła jednak przyjęła dziewczynkę, do pierwszej klasy. Start nauki we wrześniu. Pod podaniem o przyjęcie podpisała się matka dziewczynki. Ojciec ma pełną władzę rodzicielską przyznaną przez sąd, dlatego on też chce mieć prawo do decydowania o edukacji córki. Szkoła ignoruje go, a w kuratorium - popłoch...
Mateusz jest ojcem czwórki dzieci. Trójka z nich to dzieci z pierwszego małżeństwa. Wszystkie chodzą do prywatnych szkół, wyboru dokonała mama. Na tej podstawie obliczono wysokość alimentów. Są wyższe niż obecne zarobki Mateusza. W całej sprawie chodzi o fundusze, ale również o prawa, które ojciec ma, a których nie jest w stanie wyegzekwować.

- Mam pełną władzę rodzicielską, nieograniczoną - w sensie formalnym. W sensie praktycznym - w zasadzie nie mam jej w ogóle. - Mateusz rozkłada ręce. Najstarszy syn ma prawie 18 lat, dwójka dzieci to gimnazjaliści. Dzieci mieszkają u niego przez 10 dni w miesiącu.

- Teraz trzecie moje dziecko idzie do gimnazjum i po raz trzeci powtarza się ten sam scenariusz. Matka bez uzgodnień posłała dziecko do wybranej przez siebie, a drogiej szkoły. W obecnym przypadku jest to problem nieco mniejszy, niż ostatnio - przyznaje ojciec i tłumaczy - Bo tym razem wybór nie jest problematyczny dla dziecka, ta szkoła nie zaszkodzi córce. Ale tak właśnie było w przypadku jednego z synów, który źle się czuł w jednej ze szkół. To się poważnie odbiło na jego zdrowiu.

W jeszcze gorszej sytuacji jest Barbara, mama Piotrusia, 5-latka, którego 5 lipca odebrano matce siłą. Podstawą było "zabezpieczenie roszczeń" ojca, jeszcze przed wyrokiem. Teraz ojciec nie tylko odmawia dziecku kontaktów z matką, ale również zapisał synka do innego niż do tej pory przedszkola, zmienił mu stomatologa i logopedę, nie informując matki o niczym. Sąd wydając swoje zarządzenie w żaden sposób nie zabezpieczył dziecku kontaktu z matką - zatem nie ma ona żadnego formalnego sposobu, by zmusić ojca do otwarcia drzwi, gdy matka chce się z Piotrusiem zobaczyć. I mimo, że ma pełną władzę rodzicielską Piotrusia nie widziała od miesiąca ani razu.

Kontakty: Piszę do matki, a odpowiada...

Mateusz podkreśla, że nie chce dzieci mieszać w konflikt. Powinien machnąć ręką na całą sprawę, jednak on postanowił walczyć o swoje prawa. Nie wypytuje jednak dzieci o ich plany szkolne. Stara się kontaktować bezpośrednio z byłą żoną. - W marcu napisałem do matki moich dzieci list. Chciałem uzgodnić, jaką szkołę wybierzemy dla córki. Nie dostałem odpowiedzi. W maju zostałem poinformowany, że matka wysłała córkę na rekrutację do dwóch szkół. Przez kogo poinformowany? Przez pełnomocniczkę mojej byłej żony - uśmiecha się z przekąsem. - Ja piszę listy bezpośrednio, a odpowiedzi przysyła prawniczka.

Nie było dialogu, więc zgłosiłem się do szkoły i powiedziałem, że nie wyraziłem zgody na zapisanie córki. Później kolejne pismo, że nie wyraziłem zgody na rekrutację w tej szkole. Po czym dostałem odpowiedź od szkoły, że nie ma czegoś takiego jak zgoda, bo każdy może przystąpić do rekrutacji, a do szkoły jest się przyjmowanym na podstawie wyników egzaminów. Ostatecznie stwierdzili, że ich moja sprawa nie interesuje, bo matka ma prawo zapisać dziewczynkę bez mojej zgody. A jeśli jest kwestia kodeksu rodzinnego - to nie wtrącają się, musimy sobie to sami uzgodnić - opisuje sprawę Mateusz.

Prawnicy potwierdzają - pan Mateusz ma pełne prawo do decydowania o edukacji córki. - W tym przypadku sprzeciw jednego z rodziców wysłany do szkoły - ma taką samą doniosłość prawną jak rola drugiego rodzica- potwierdza dr Paweł Kobes z Instytutu Profilaktyki Społecznej i Resocjalizacji UW. A to rodzi sytuacje kuriozalne - rodzice mogą zapisać dzieci w jednym czasie do dwóch różnych szkół czy przedszkoli. To samo z lekarzem, czy nawet z zabiegiem medycznym.

- Rodzic w takiej sytuacji ma obowiązek zawiadomić drugiego o tym, do jakiej szkoły idzie dziecko - potwierdza Beata Zientek wiceprezes Stowarzyszenia Sędziów Sądów Rodzinnych, sędzia wizytator w Sądzie Okręgowym we Wrocławiu. - Bezsprzecznie powinni współdecydować, gdy wybór ma paść na szkołę prywatną, która jest droga.

Kolejny krok: kuratorium

W warszawskim kuratorium - popłoch. To pierwsze zgłoszenie tego typu! Mateusz napisał pismo, szuka sprawiedliwości dalej.

Kuratorium nie wydało jeszcze oficjalnego pisma. Ojciec został zaproszony na spotkanie do siedziby kuratorium przy Al. Jerozolimskich w Warszawie. Na rozmowę wybrał się z panem Janem, także rozwiedzionym ojcem, którego poznał w internecie. Razem piszą o swoich problemach na blogu nocotytato.org.pl. Spotkanie w kuratorium trwało ponad godzinę. Usłyszeli na nim, że teraz sprawie przyjrzą się prawnicy warszawskiego kuratorium oświaty.

- Potrzebne jest podjęcie decyzji na szczeblu najwyższym - przyznaje w rozmowie z reporterem radia TOK FM Przemysław Ogonowski, p.o. z-cy dyrektora Wydziału Kształcenia Ogólnego - Sprawa na obecnym etapie - wymaga konsultacji prawniczej. Ogonowski dodaje, że decyzja oczywiście zostanie podjęta 'bez zbędnej zwłoki'. Co może oznaczać 'miesiąc, może dłużej'. Nie wiadomo więc, czy kuratorium zdąży z podjęciem decyzji przed 1. września. A wtedy właśnie dziewczyna powinna zacząć naukę w nowej szkole. Droga sądowa będzie jeszcze dłuższa.

Cała dyskusja w kuratorium toczy się teraz wokół interpretacji i definicji pojęcia "przyjęcie do szkoły". Jeśli prawnicy kuratorium uznają, że przyjęcie do szkoły jest decyzją administracyjną, wtedy kuratorium będzie musiało tę decyzję zmienić, z powodów formalnych właśnie - to usłyszeliśmy już nieoficjalnie w kuratorium.

Pewne kwestie należy ustalić przy rozwodzie

Sędzia rodzinna Beata Zientek przyznaje, że egzekucji praw rodziców nie ma. Ale postępowanie rodzica, który utrudnia korzystanie z praw drugiemu rodzicowi, może doprowadzić do zmiany orzeczenia odnośnie władzy rodzicielskiej. - To orzeczenie może być zmienione, gdy jedno z rodziców nie współpracuje z drugim. Można wtedy złożyć wniosek do sądu rejonowego, który to postanowienie może zmienić. Wtedy sąd np. da kuratora, albo nałoży na rodziców pewne zobowiązania. I sąd będzie sprawdzać, czy zobowiązania są wypełniane. Kurator natomiast raz w miesiącu składa sprawozdania. Każdy sędzia ma swój teren, kontroluje wywiady kuratora. Takich wszczętych z urzędu postanowień jest bardzo dużo - przekonuje sędzia Zientek i przyznaje, że głównie chodzi o sprawy z utrudnianiem kontaktów z rodzicem. Zientek nie zetknęła się jeszcze w swojej pracy z problemem wspólnego wybierania szkoły dla dziecka.

- Dobrze by w trakcie procedury rozwodowej w drodze porozumienia określić kwestie związane z władzą rodzicielską - doradza dr Paweł Kobes i wymienia. - Chodzi o wychowanie, kształtowanie światopoglądu, wybór szkoły, decyzję o zabiegu medycznym.

Sąd, dwa podpisy czy formułka

Może sądy powinny dawać tylko jednemu rodzicowi prawo do decydowania o edukacji i leczeniu? - takie rozwiązanie narzuca się, po wysłuchaniu opowieści rodziców, którzy nie mogą wyegzekwować swoich praw. - Tak nie może być - kategorycznie sprzeciwia się sędzia Beata Zientek i tłumaczy - Władza rodzicielska przysługuje obojgu rodzicom. Są reprezentantami dziecka, oczywiście jeśli nie są tego prawa pozbawieni. Oddanie pełni praw w ręce tylko jednej osoby - na pewno nie ułatwiłoby sytuacji i przede wszystkim nie byłoby zgodne z dobrem dziecka. Dziecko zawsze pragnie obydwojga rodziców i ma do tego pełne prawo.

Ojcowie mają swoje pomysły - niech szkoły i przedszkola wymagają przy zapisach podpisu obydwojga rodziców. A dobre przykłady niesie samo życie. - W tym roku w przedszkolu zostałem po raz pierwszy poproszony o podpisanie podania o zgodę na pozostanie dziecka na drugi rok. Wychowawczyni mojego dziecka poprosiła, bym złożył swój podpis koło podpisu matki moich dzieci - mówi pan Janek. Ma dzieci w wieku przedszkolnym (4 i 6 lat). To on wspierał Mateusza w rozmowie w kuratorium. Jan ma ograniczone prawa rodzicielskiej, ale sąd pozostawił mu prawo o decydowaniu m.in właśnie w sprawach edukacji i leczenia dzieci.

- Ktoś zrobił dobry formularz, gdzie była rubryka na podpis matki i ojca. Swoje podwójne podpisy musieli złożyć rodzice wszystkich dzieci. To przedszkole publiczne, nie prywatne.

Pan Janek ma dobre doświadczenia z wpływem na edukację dzieci, ale gorsze z ich leczeniem. Nikt nie informuje go o tym, do jakiego lekarza chodzą dzieci i jakie badania przechodzą. Niedawno syn miał mieć przeprowadzony drobny zabieg. Matka dzieci nie chciała ujawnić o co chodzi, lekarz zignorował sprzeciw. A tymczasem ustawa o zawodzie lekarza, wymaga, by była zgoda pacjenta, w przypadku dziecka - jego rodziców.

Pan Jan uważa, że jeżeli nie dwa podpisy to przynajmniej formułka o zgodzie. - Szkoły i przedszkola, a także lekarze powinni wymagać przy podpisie rodzica formułki, że podpis jest składany po uzgodnieniu z drugim rodzicem. Wystarczyłaby tylko i wyłącznie dodatkowe zdanie, które wskazywałoby na zgodę obojga rodziców. Np. "ja mama/ojciec w uzgodnieniu z drugim rodzicem wyrażam zgodę w imieniu dziecka na zabieg medyczny/przyjęcie do szkoły/leczenie". Osoba, która podpisałaby taką formułkę, bez uzgodnienia - poświadczyłaby po prostu nieprawdę. Ma to jednocześnie wymiar psychologiczny, ale i konsekwencje prawne.

- To byłby sposób na zmianę świadomości społecznej - mówi Janek. Ale Mateusz ma jeszcze inny pomysł, nie utrudniający życia osobom, które są w stanie zgodnie podejmować decyzje. - Dobrym przykładem jest sprawa zgody na przeszczepy - proponuje pan Mateusz i wyjaśnia - Dopóki nie ma protestu, to jest domniemanie, że zgoda na przeszczep istnieje.

Rodzice wspierają się na blogu

Pan Mateusz zapowiedział, że po raz trzeci już nie ustąpi. Ma prawo i czas, by tego prawa dochodzić. Ostatnio kuratorium zaproponowało godzinę 9-tą rano, na spotkanie. W dzień roboczy. Przyjechał. Teraz czeka na decyzję. A kuratorium musi odpowiedzieć na jego pismo. I to odpowiedzieć zgodnie z literą prawa. Stąd strach w oczach urzędników.

Razem z Mateuszem czeka cała grupa rodziców, którzy mają podobne problemy do jego historii. Również matek. Razem piszą na blogu nocotytato. - Staramy się rozmawiać i dzielić poglądami, zmieniać świadomość ludzi. Za nami już jedno wspólne działanie, 'Akcja 207' - mówi Mateusz - to było masowe składanie doniesień do prokuratury, że dochodzi do znęcania się na dzieciach poprzez ograniczanie kontaktów z jednym z rodziców.

DOSTĘP PREMIUM

Serwis informacyjny

Komentarze (7)
Uczą i leczą wbrew woli rodziców. "Mam władzę rodzicielską, tylko formalnie"
Zaloguj się
  • wiertek2004

    Oceniono 3 razy 3

    witam mam na imie Marcin. mam 2 coreczki w wieku 2 i 7 lat .
    starsza idzie w tym roku do 1 klasy i doskonale rozumiem te cala sytuacje ktora jest opisywana. mam kontakt z dziecmi minimalny za sprawa mojej zony jeszce. pomijam fakt ze nie mamy rozwodu a jest tzw. wspolwlasciciel moich kapci. pomkimo prosb nie wiem oficjalnie gdzie i do jakiej szkoly idzie moja starsza coreczka.
    nawet samo dziecko wraz z mlodsza chce wrocic do domu. dlatego do czasu ponownej sprawy w sadzie jeszcze bardziej skupiam wysilki by byc przy dzieciach i wiedziec co sie z nimi dzieje.
    rzeczywistosc jest b.brutalna bo niestety mieszkamy w Polsce gdzie matka to swieta... ktora pomimo problemow z alkoholem i tak bedzie miec przy sobie dzieci bo niestety nasze s

  • zmyslonyy

    Oceniono 2 razy 2

    Mam często poczucie że zaproszeni goście są oderwani od poczucia rzeczywistości. Oni mogą zalecać, polecać czy namawiać do mediacji ale nikogo do tego się zmusić nie da. To działa tylko wtedy gdy obydwoje rodziców mają prawdziwe poczucie odpowiedzialności wobec dziecka.

  • gupek-wioskowy

    Oceniono 1 raz 1

    "Mateusz jest ojcem czwórki dzieci. Trójka z nich to dzieci z pierwszego małżeństwa. Wszystkie chodzą do prywatnych szkół, wyboru dokonała mama. Na tej podstawie obliczono wysokość alimentów. "

    Od kiedy wysokość alimentów określa się przez czesne szkoły prywatnej?
    To chyba od dochodów tatusia zależy.

    Znam takich tatusiów. Zostawia żonę z trójką dzieci i robi dzieciaka pannie w wieku swoich dzieci. A potem zapomina o starszych dzieciach, o ich potrzebach i robi filozofię z tego. Nawet założy pismo protestacyjne o roi ojca w wychowaniu dzieci, zamiast zająć się ich wychowaniem.

  • wiesia.0

    0

    Z tym pedereżimem to jakaś paranoja i opętanie, a nie skuteczne wyjaśnienie sytuacji jaka jest. Współczesność nie jest niedostępną dla ludzi hipokryzją i zbrodznia wobec normalnych ludzi. Bo normalnosc jest wtedy kiedy ludzie moga czuc sie pewni i bezpieczni dzieki swoim staraniom i nie krzywdzeniu innych. kazda wypowiedź która promuje przemoc wobec jednostki, która mysli i czuje tak samo , chociaz jest slabsza i mniej zaradna to zbrodnia przeciw człowiekowi i to jest chyba sedno problemu

  • makaronnitki

    Oceniono 6 razy 0

    Człowieku nie masz najmniejszych szans.

    W faszystowski pedereżimie o roli mężczyzny w rodzinie decyduje ludobójcza oligarchia pederastów, prostytutek i pedofeminizmu.

    Jeżeli chcesz mieć ochronę państwa (tego ludobójczego pedoreżimu) musisz przerobić się na pederastę. Tylko wówczas będziesz maił prawo do dzieci nawet obcych, będziesz hołubiony przez media, sady, i wszelaką administrację.

    Będziesz miał dotacje, awans, może nawet zostaniesz gwiazdą filmową, wokalną, czy dziennikarską. Etat w tok-fm niemal pewny.
    Staniesz się najwyższym autorytetem, zwłaszcza w szkołach, uniwersytetach i świecie nauki.

    Popatrz co się dzieje w Szwecji stawianej wszystkim za wzór.

    Pederaści urządzi tam kolejny happening

    Tylu flag to nie miał nawet Stalin na 1maja. Oczywiście były to tak zwane tęczowe flagi.

    Małżeństwa zawiera tam 5% społeczeństwa i są to głownie pederaści.

    Musisz iści z duchem "postępu, nowoczesności, demokracji, tolerancji, światłości i wniebowstąpienia"

    Inaczej zginiesz jak zaszczuty pies.

  • makaronnitki

    Oceniono 3 razy -1

    Poprzedni tekst miał błędy dlatego go poniżej skorygowałem.
    ----------------------------------------
    Obecny reżim zamienia rodzinę w burdel, kobiety na prostytutki a mężczyzn na niewolnicze było na ich usługach, lub na pederastów.
    A teraz łaskawie zwracają uwagę, że w końcu można pozwolić mu na transformację w kierunku zniewieścienia przez przyznanie prawa do roli rezerwowej niańki, gdyby mama akurat w danej chwili była zajęta swoim publicznym biznesem.

    Oligarchii pederastów i prostytutek przypominam, że rolę zastępczej niańki na usługach prostytutek niech rezerwują dla pederastów, bo mężczyzna jest zainteresowany wyłącznie wierną i oddana kobietą w ramach naturalnych, symbiotycznych relacji rodzinnych.

    Jeżeli więc fundamentalnym obowiązkiem państwa jest bezwzględne i bezwarunkowe przyznawanie bezpośredniej opieki na dzieckiem wyłącznie mężczyźnie ( tak jak jest to w społeczeństwach islamskich) to nie dla tego, że powinien on mieć jakieś prawa do dziecka, czy jakieś macierzyńskie predyspozycje, ale przede wszystkim po to by zablokować kobiecie możliwość wykorzystywania dziecka i swojej władzy psychicznej do plugawego pasożytowania na całości życiowego potencjału mężczyzny.
    To jednak w obecnej pedecywilizacji jest standardową normą.

    I jeżeli w tych warunkach przyznaje się mężczyźnie jakieś prawo do dziecka to wyłącznie po to by kobiecie ów prostytucyjny biznes ułatwić.

    Co za bandycka hipokryzja.

  • makaronnitki

    Oceniono 3 razy -1

    Obecny reżim zamienia rodzinę w burdel, kobiety na prostytutki a mężczyzn na niewolnicze było na ich usługach, lub na pederastów.
    A teraz łaskawie zwracają uwagę, że w końcu można pozwolić mu na transformację w kierunku zniewieścienia przyznać prawo do roli rezerwowej niańki, gdyby mama akurat w danej chwili była zajęta swoim publicznym biznesem.

    Oligarchii pederastów i prostytutek ....., że rolę zastępczej niańki na usługach prostytutek niech rezerwują dla pederastów, bo mężczyzna jest zainteresowany wyłącznie wierną i oddana kobietą w ramach naturalnych, symbiotycznych relacji rodzinnych.
    Jeżeli więc fundamentalnym obowiązkiem państwa jest bezwzględne i bezwarunkowe przyznawanie bezpośredniej opieki na dzieckiem wyłącznie mężczyźnie ( tak jak jest to w społeczeństwach islamskich) to nie dla tego, że powinien on mieć jakieś prawa do dziecka, czy jakieś macierzyńskie predyspozycje, ale przede wszystkim po to by zablokować kobiecie możliwość wykorzystywania dziecka i swojej władzy psychicznej do plugawego pasożytowania na całości życiowego potencjału mężczyzny.
    To jednak w obecnej pedecywilizacji jest standardową normą

    I jeżeli w tych warunkach przyznaje się mężczyźnie jakieś prawo do dziecka to wyłącznie po to by kobiecie ów prostytucyjny biznes ułatwić.

    Co za zbrodnicza hipokryzja.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX