Kto wydał Białorusi dane Bialackiego? Wewnętrzne śledztwo w prokuraturze

Prokurator Generalny wszczął postępowanie służbowe ws. ujawnienia białoruskiemu reżimowi przez prokuraturę danych białoruskiego opozycjonisty Alesia Bialackiego. Aresztowany 4 sierpnia Bialacki to jeden z najbardziej znanych białoruskich opozycjonistów.


- Prokurator Generalny zdecydował o wszczęciu postępowania służbowego, by ustalić czy w sprawie ujawnienia danych białoruskiego opozycjonisty, zawiniły procedury czy konkretni prokuratorzy - powiedział rzecznik prokuratury generalnej Maciej Kujawski. Chodzi o ujawnienie władzom w Mińsku przez polską Prokuraturę Generalną (PG) danych bankowych białoruskiego opozycjonisty Alesia Białackiego, co pomogło w jego oskarżeniu przez Mińsk.

Wewnętrzne śledztwo w prokuraturze dotyczy wszystkich wszystkich osób, które miały związek z białoruskim wnioskiem o pomoc prawną. To na podstawie tego wniosku Bialackiemu postawiono na Białorusi zarzuty. A jest ich cały łańcuszek.

- Do godziny 13.00 we wtorek 16 sierpnia prokurator generalny dostanie wstępne wyniki postępowania służbowego i wtedy podejmie ewentualne decyzje - powiedział Kujawski. Powtórzył też poprzednie wyjaśnienia prokuratury, mówiące o tym, że "z treści wniosku nie wynikało, że może to mieć związek z działalnością o charakterze opozycyjnym".

Białoruś wyciągnęła z Polski jeszcze więcej informacji? Raczej nie

Materiały dotyczące konta Bialackiego zostały przekazane Białorusi w czerwcu 2011 r. Według rzecznika Kujawskiego, w 2011 r. do Prokuratury Generalnej wpłynęły tylko dwa wnioski z Białorusi o dane kont obywateli białoruskich w bankach polskich - w tym ten dotyczący Bialackiego. I to właśnie ten został zrealizowany.

Wpadka prokuratury wywołała reakcję prokuratora generalnego. Andrzej Seremet nakazał sprawdzić, czy w latach 2009-2010 białoruskie władze również przysyłały stronie polskiej podobne wnioski o pomoc prawną, a jeśli tak, to czy i jak były one realizowane. Jak stwierdził jednak rzecznik Kujawski, "wszystko wskazuje na to, że wcześniej wnioski o dane dotyczące kont bankowych obywateli białoruskich w bankach polskich nie pojawiały się". Były natomiast wnioski o pomoc prawną. - Były dwie takie sprawy, gdzie Polska odmówiła pomocy prawnej Białorusi. Mogły być też inne sprawy, dlatego sprawdzone zostaną lata 2009 i 2010 - powiedział Kujawski. - Wszystko wskazuje na to, że spraw dotyczących opozycjonistów nie było - dodał.

"Na przyszłość będziemy konsultować się z MSZ"

Kujawski ujawnił też, że w styczniu 2011 r. Andrzej Seremet spotkał się z szefem MSZ Radosławem Sikorskim. - Dostaliśmy wtedy z MSZ ostrzeżenie, że wnioski o pomoc prawną z Białorusi mogą służyć do zwalczania opozycji. Ale wtedy nie padły informacje o jakimkolwiek konkretnym mechanizmie, którym Mińsk mógłby się posłużyć - tłumaczył Kujawski.

Kto i na jakim szczeblu podjął decyzję, która zaważyła na losie Bialackiego? Wniosek wpłynął przez Ministerstwo Sprawiedliwości, z poziomu PG przekazano go do prokuratury okręgowej w Warszawie, a tam zdecydowano, że sprawą zajmie się prokuratura rejonowa. - Wynika to ze zdecentralizowanego systemu obrotu prawnego w polskiej prokuraturze - tłumaczył rzecznik. A to oznacza, że pośrednictwo PG między stroną białoruską, a prokuraturą rejonową decydującą o wniosku nie było w tym przypadku potrzebne. Kujawski przyznał jednak, że od tej pory każdy białoruski wniosek przed podjęciem ostatecznej decyzji będzie musiał od tej pory być konsultowany z prokuraturą generalną.

- W przypadku, kiedy będziemy mieli choć cień wątpliwości, że sprawa może być związana z działalnością opozycyjną, będziemy działać we współpracy z MSZ - zapewnił rzecznik PG.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM