Obiad z dostawą do sklepu. Radiowozem na sygnale [FOTO Z MONITORINGU]

Łeba, 15 sierpnia. Ruchliwą ulicą Kościuszki jedzie radiowóz na sygnale. Przechodnie patrzą, jak auto hamuje przed sklepem. Ze sklepu wybiega kobieta. Funkcjonariusz... podaje jej plastikowe pudełko i odjeżdża. "Pomylił się z powołaniem, powinien być dostawcą pizzy" - komentuje "Dziennik Bałtycki".
Plastikowe opakowanie, które kobieta ze sklepu z pamiątkami odebrała od policjanta, wyglądało identycznie jak "takie, w jakie pakowane jest zazwyczaj jedzenie w barach szybkiej obsługi" - opisuje reporter "Dziennika Bałtyckiego", który był świadkiem zdarzenia.

To nie pierwsza dostawa obiadu radiowozem?

Radiowóz błyskawicznie odjechał. Kobieta ze sklepu szybko się schowała. Reporterowi "DB" powiedziała tylko: "zajmijcie się ważniejszymi sprawami". Najwyraźniej jednak mieszkańcy Łeby, którzy widzieli dostawę obiadu do sklepu służbowym policyjnym wozem na sygnale, uznali sprawę za ważną. Jak pisze "DB", świadkowie zdarzenia twierdzili, że taka sytuacja nie zdarzyła się pierwszy raz - podobno rano radiowóz przywiózł pieczywo.

"To hańba, że policja zajmuje się wożeniem jedzenia"

Domniemaną dostawę jedzenia zarejestrowały kamery łebskiego monitoringu. Na nagraniu widać, jak błyskający niebieskimi światłami radiowóz wjeżdża na chodnik. Do policyjnego vana dobiega kobieta, chwyta paczkę i biegiem chowa się w sklepie. - To hańba, że policja zajmuje się wożeniem jedzenia po Łebie - cytuje "DB" burmistrza Łeby, Andrzeja Strzechmińskiego. Komenda wojewódzka policji w Gdańsku, której podlega lokalna komenda w Łebie, zapowiada, że "jeśli postępowanie wykaże, że funkcjonariusz dopuścił się naruszenia dyscypliny służbowej i obowiązującego go regulaminu, wówczas bezwzględnie zostaną wobec niego wyciągnięte konsekwencje dyscyplinarne".

Taksówka, dostawa kanapek. Do czego służą radiowozy

"Dziennik Bałtycki" przypomina też głośne w ostatnich latach przypadki, kiedy policyjne wozy używane były do niezgodnych z regulaminem celów cywilnych. W 2006 r. za rządów PiS dyżurny policjant z Wrocławia musiał wysłać radiowóz z gorącymi kanapkami na dworzec, do którego zbliżał się pociąg z wiceminister pracy Elżbietą Rafalską. Jedzenie dla pani minister zamawiał wiceszef MSWiA Marek Surmacz. Z kolei gdy komendant komisariatu kolejowego na dworcu Warszawa Centralna podstawił swojemu koledze - wówczas urzędnikowi MSWiA - Tomaszowi Serafinowi na drogę do domu "taksówkę" z policyjnym kogutem, zakończyło się to śmiercią dwójki policjantów. W drodze powrotnej po odwiezieniu urzędnika policyjny samochód prawdopodobnie wpadł w poślizg i wpadł do pełnego wody rowu.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM