Podzielony związek "S". Wałęsa: "Mogłem odebrać im sztandar..."

PRZEGLĄD PRASY. Związkowcy z "Solidarności" przed kolejną rocznicą podpisania porozumień sierpniowych, zarzucają sobie wzajemnie uleganie politykom - pisze "Rzeczpospolita". Lech Wałęsa żałuje, że nie odebrał związkowi sztandaru.
- Moim błędem było, że nie udało się zwinąć, schować, odebrać sztandaru gdy był na to czas - powiedział gazecie były prezydent, który będzie dzisiaj honorowym gościem uroczystości. Zaprosiła go "Solidarność". Ale zapowiada, że do swoich dawnych kolegów ze związku nie przemówi. - Będę ostentacyjnie milczał - deklaruje Wałęsa.

"Rzeczpospolita" dodaje, że w kolejną rocznicę swojego święta związek wchodzi mocno podzielony. Związkowcy, z którymi rozmawiała gazeta, zaznaczają, że zwaśnione strony dzieli stosunek "Solidarności" do rządzącej Polską koalicji PO - PSL. Część, skupionych wokół byłego przewodniczącego Janusza Śniadka i wiceszefa stoczniowej "S" Karola Guzikiewicza, opowiada się za ostrą polityką związku wobec rządu Donalda Tuska. Natomiast stronnicy Piotra Dudy i Jerzego Borowczaka, jednego z przywódców strajku w Stoczni Gdańskiej w 1980 roku, a obecnie posła PO, uważani są za ugodowych wobec rządu.

Związkowcy zapewniają jednak - pisze "Rzeczpospolita" - że podczas dzisiejszych głównych uroczystości w Gdańsku nie dojdzie do antyrządowych manifestacji. Pojawią się na nich przedstawiciele władz. Odczytany zostanie specjalny list od prezydenta Polski.

DOSTĘP PREMIUM