Podstawówka: 18 klas pierwszych na trzy zmiany. Winni rodzice?

Szturm pierwszaków spowodował przeładowanie szkół na warszawskiej Białołęce. - Gdyby rodzice tych dzieci byli zameldowani tam, gdzie mieszkają, ich podatki byłyby przeznaczone na rozbudowę szkół w dzielnicy i sytuacja wyglądałaby trochę lepiej - powiedziała na antenie Radia TOK FM Jolanta Lipszyc, dyrektorka Biura Edukacji w Warszawie.
W warszawskiej dzielnicy Białołęka naukę zaczęło 18 klas pierwszych. Dzieci uczą się na trzy zmiany, ostatnia kończy naukę przed 19 - doniósł wczoraj Dziennik Gazeta Prawna

- Sytuacja Białołęki jest najtrudniejsza w Warszawie, bo to najtańsza dzielnica, gdzie sprowadza się wiele rodzin z małymi dziećmi. Jednak spośród 120-130 tys. rzeczywistych mieszkańców, zameldowanych w dzielnicy jest tylko 80 tys. O bardzo wielu dzieciach więc nic nie wiadomo - powiedziała w Komentarzach Radia TOK FM urzędniczka miasta.

Gdyby rodzice byli zameldowani w dzielnicy...

- Winni są zatem rodzice? - dopytywał prowadzący Komentarze Paweł Sulik.

- Gdyby te rodziny były zameldowane, dzieci zarejestrowane, a rodzice płaciliby tu podatki, sytuacja byłaby trochę lepsza. M.in. pieniądze z budżetu dzielnicy wystarczyłyby na trochę szybszy remont i rozbudowę szkół. Nie ma jednak katastrofy, bo Białołęka 1 września oddała trzy nowe szkoły i dwa przedszkola - uspokajała Jolanta Lipszyc, dyrektorka Biura Edukacji w Warszawie.

Trzeba pokazać dzieciom, że umiemy się zmierzyć z tym problemem

Jarosław Szulski, nauczyciel - Gdy ja chodziłem do szkoły podstawowej, też tak bywało, że szkołę zaczynałem o godz. 16, a wracałem o 20. Ale miałem wtedy 11-12 lat, więc mogłem nosić ze sobą klucze. Nie powinno tak być, ale jako nauczyciel chciałbym zobaczyć coś poza narzekaniem. Trzeba pokazać dzieciom, że umiemy się zmierzyć z tym problemem. Co zrobić z małymi dziećmi, gdy mają lekcje popołudniu? Można spróbować pozyskać środki z miasta, żeby zapewnić dzieciom zajęcia dodatkowe, czy posiłki - powiedział nauczyciel warszawskiego liceum Jarosław Szulski.

Oświata oczkiem w głowie burmistrza

Zgodził się z nim Jolanta Lipszyc. - Musi być miejsce, gdzie uczniowie mogą przebywać - Jeśli tylko rodzice będą mieli konstruktywne pomysły, które skonsultują z dyrektorami szkół, są one do realizacji. Np. dowóz dzieci do innej szkoły.

- Można było o tym pomyśleć wcześniej - wtrącił Paweł Sulik.

- Możnaby było, gdyby ci rodzice wcześniej się zgłosili, a nie na kilka dnia przed rozpoczęciem roku szkolnego - odparła Lipszyc.

- Skoro wiadomo, że realnie w dzielnicy mieszka więcej osób niż jest zameldowanych, można było się domyślić, że 1 września przyjdzie olbrzymia fala dzieciaków.

- No tak. Ale musi być pewien czas na rozwiązanie problemu - powiedziała urzędniczka i uspokajała, zapewniając, że oświata jest oczkiem w głowie burmistrza Białołęki.

- Znajoma dyrektorka szkoły podstawowej opowiedziała mi, jak dostała w tym roku wykaz na 100 osób, ale tuż przed 1 września przyszło 200 - opowiadał na antenie Radia TOK FM Jarosław Szulski. Paweł Sulik zastanawiał się: Na Białołęce jest za dużo dzieci w szkołach, więc gdzieś w Polsce muszą być miejsca, gdzie są puste miejsca w ławkach. - Liczba dzieci w całym kraju maleje, ale w Warszawie wzrasta - potwierdziła Lipszyc.

Jak to robią kobiety w Nepalu Kobiety znalazły swój sposób na życie. Na ulicy. Dosłowniefot. Darek Zalewski

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM