Bytom. Złomiarze szkolą dzieci do włamań

Karb - zrujnowana przez szkody górnicze dzielnica Bytomia jest teraz rozkradana przez złomiarzy. Z opuszczanych przez ludzi mieszkań znikają m.in. kaloryfery, rury, bojlery, pralki i piece. Złodzieje wykorzystują dzieci do usuwania zabezpieczeń. - Szkolą je do włamań i dają im metalowe pręty - mówi TOK FM jeden z ochroniarzy.
- Pilnujemy tylko tych klatek, za które nam płacą, ale jak widzimy, że kradną w klatkach miejskich, czy kopalnianych też reagujemy i przeganiamy albo dzwonimy na policję - mówi ochroniarz wynajęty przez wspólnotę mieszkaniową do pilnowania kilku klatek.

Jak opowiada szabrownicy wchodzą do upatrzonych wcześniej mieszkań przez dachy i piwnice. Za dnia dzieci przeszkolone przez złodziei naruszają cegły i pustaki w zamurowanych piwnicznych okienkach. - Dzieci stają tyłem, żeby nic nie było widać, kopią w murki, albo rozwalają je prętami. W nocy wkraczają do akcji dorośli. Wystarczy jedno pchnięcie i murek się rozsypuje - opowiada ochroniarz.

Mieszkańcy, którzy czekają na ewakuację ze zrujnowanej dzielnicy potwierdzają, że szabrownictwo przy ulicach Technicznej i Pocztowej kwitnie. - W nocy lecą piece nawet z trzeciego piętra. Złomiarze ściągają rynny, anteny satelitarne. Wszystko co się da - mówi pan Tadeusz, który z chęcią opuszcza dzielnicę.

- Już się nie mogę doczekać wyprowadzki. Tu jest piekło, 70 procent mieszkańców to margines społeczny. Na szczęście do hotelu mogę zabrać moje ukochane trzy psy - mówi Sabina Porwit, która też czeka na przeprowadzkę.

Do policji dochodzą sygnały o szabrownictwie, jednak oprócz 15-latki złapanej w piwnicy oraz mężczyzny, który chciał ukraść siatkę okalającą opuszczone bloki - nikogo nie udało się zatrzymać na gorącym uczynku. - Mieliśmy informacje o ludziach na dachu, ale zanim przyjechał patrol, złodzieje uciekli - tłumaczy Adam Jakubiak, rzecznik bytomskiej policji.

Bytomski magistrat ewakuował już ponad 300 mieszkańców, których lokale są zrujnowane przez szkody górnicze. - Czarny scenariusz zakłada, że będziemy musieli ewakuować 638 osób - mówi Katarzyna Krzemińska-Kruczek, rzeczniczka UM w Bytomiu.

Do najbliższego czwartku ma być podpisanie ostateczne porozumienie dotyczące pomocy dla mieszkańców dzielnicy Karb. Tak ustalił Piotr Koj, prezydent Bytomia z zarządem Kompanii Węglowej, do której należy fedrująca pod Bytomiem kopalnia Bobrek-Centrum. Kopalnia jest jedną z bardziej narażonych na wstrząsy w polskim górnictwie, a Bytom nie ma już lokali zastępczych.

- W ostatnią sobotę było takie tąpnięcie, że meblościanka odskoczyła pół metra od ściany - mówi Sabina Porwit.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM