"Z takim zapisem cofamy się o 20 lat". Próba ograniczenia dostępu do informacji publicznej

Niespodziewanie - dzięki senatorowi Markowi Rockiemu z PO - w nowelizacji ustawy pojawił się zapis, który może skutecznie zablokować dostęp do informacji o działaniach podmiotów publicznych. - Z takim zapisem cofamy się o dobre 20 lat - uważa prawnik Krzysztof Izdebski.
Po raz pierwszy próby poważnego ograniczenia dostępu do informacji próbowano przeforsować w rządowym projekcie nowelizacji stosownej ustawy. Po proteście organizacji pozarządowych, mediów i Rzecznika Praw Obywatelskich zapis znikł.

Ale okazało się, że nie na długo. Wczoraj po zamknięciu dyskusji w Senacie na temat nowelizacji, senator PO - Marek Rocki - bezpośrednio do protokołu zgłosił poprawkę. Oznacza to praktycznie brak jakiejkolwiek dyskusji. Już w piątek posłowie głosować będą nad nowelizacją ustawy o dostępie do informacji publicznej.

Ten zapis jest jeszcze bardziej niebezpieczny

Poprawka senatora Rockiego jest znacznie bardziej niebezpieczna niż to, co proponował rząd - podkreśla prawnik Krzysztof Izdebski z Pozarządowego Centrum Dostępu do Informacji Publicznej. - Słynne zapis z rządowego projektu - art. 5 a - mimo wszystko coś opisywał, wymieniały. A ten wrzucony przepis jest wyjątkowo pojemny. Bo zastosowano bardzo nieostre pojęcia - mówił w programie "Nisza".

Jak wyjaśniała Ewa Siedlecka kontrowersyjny zapis uniemożliwia dostęp np. do opinii i ekspertyz, których używa się przy podejmowaniu decyzji w negocjacjach z UE. - To samo dotyczy też procesów prywatyzacyjnych, więc nie będziemy widzieć o manipulacjach w czasie prywatyzacji. Jest też sprawa pozwów zbiorowych. Moim zdaniem np. w przypadku procesu wytoczonego przez pacjentów zarażonych w szpitalu żółtaczką, praktycznie należałoby wyłączyć jawność. Bo wszystkie opinie biegłych, które będą w tym procesie, ustawa czyni nie tajnymi (bo nie mają klauzuli tajności), ale są one nieudostępniane - wyliczała dziennikarka "Gazety Wyborczej".



- Wystarczy, że osoba decydująca o ujawnieniu dokumentów uzna: to osłabi zdolności negocjacyjną albo w sposób istotny ochronę interesów RP - dodał Izdebski.

"Cofniemy się o 20 lat"

Zdaniem prawnika, obowiązująca obecnie ustawa o dostępie do informacji publicznej jest dobrze napisana, ale "źle interpretowana przez urzędników". - Polska w prawodawstwie dotyczącym przejrzystości, nawet na tle krajów UE była bardzo postępowa. Ale z takim zapisem cofamy się o dobre 20 lat - stwierdził.

Przyznał, że rozmawiał ze sprawcą całego zamieszania. Senator Rocki "powoływał się na zdanie zaufanych prawników, którzy twierdzą że przepisy nowelizowanej ustawy nie chronią dostatecznie".

Czy na taką opinię prawników miało wpływ zamieszanie wokół ekspertyz przygotowanych dla prezydenta Bronisława Komorowskiego w sprawie reformy systemu emerytalnego? Mimo apeli - m.in. prof. Leszka Balcerowicza - nie ujawniono dokumentów, które miały wpływ na zaakceptowanie przez prezydenta rządowych zmian w OFE.

Chwila nieuwagi u tajnią nam "Rzeczpospolitą" pisze w "GW" Ewa Siedlecka.

Prezydent przegrał z fundacją Spór dotyczył ekspertyz>>

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM