Media publikują list mężczyzny, który podpalił się pod KPRM

"Otacza się pan grupą kłamców i hipokrytów, którzy skutecznie zniszczyli moje życie i spokój mojej rodziny" - mężczyzna, który podpalił się przed budynkiem kancelarii premiera, w pozostawionym liście wyrażał pretensje do premiera, władz i innych polityków. Pełna teść listów opublikował portal kampanianazywo.pl. Do treści listu dotarł między innymi "Super Express" i portal niezależna.pl.
Desperat targnął się na życie z powodu problemów finansowych - miał stracić pracę w urzędzie skarbowym, bo jak twierdzi, odkrył tam poważne nieprawidłowości, którymi chciał zainteresować władze.

Dramatyczne listy o sprawach urzędu skarbowego

Listy zostały opublikowane przez portal kampanianazywo.pl. W liście do premiera mężczyzna pisze, że jest "obywatelem tego chorego kraju", któremu "Pan i Pana urzędnicy zniszczyli całe dotychczasowy życie". Pisze, że ujawnił "uzasadnione podejrzenia popełnienia wielu przestępstw przez kierownictwo Urzędu Skarbowego Warszawa - Praga". Zalicza do nich m.in. zniszczenie akt wszczętego dochodzenia, bezprawne przetrzymywanie zawiadomień o podejrzeniach popełnienia co najmniej kilkudziesięciu przestępstw karnych skarbowych. Dodaje, że za ujawnienie tych spraw Ministerstwu Finansów zostałem wyrzucony z pracy. "Moja rodzina pozostaje bez środków do życia, gdyż komornik zajął nasze jedyne źródło utrzymania" - pisze.

Z kolei w obszernym liście do Julia Pitera mężczyzna pisze, że pracował w urzędzie skarbowym na Pradze od 2007 r. i był tam świadkiem wielu nieprawidłowości, które wymienia. Dotyczą one konkretnych osób, z którymi desperat pracował. Zostają one wymienione z nazwiska.

We fragmentach listu, opublikowanych przez "Super Express mężczyzna" zwraca się do premiera: "Otacza się pan grupą kłamców i hipokrytów którzy skutecznie zniszczyli moje życie i spokój mojej rodziny. Pozbawili moją żonę męża, a moich małoletnich synków ojca. (...) urzędnicy w perfidny, a zarazem perfekcyjny sposób tuszowali sprawę przestępczej działalności jednego z warszawskich Urzędów Skarbowych, którą ujawniłem im początkiem 2008 r., gdyż nie chciałem i nie mogłem brać czynnego udziału w takich działaniach. (...) Efektem było zatuszowanie całej sprawy i wyrzucenie mnie z pracy oraz skuteczne zablokowanie mi możliwości znalezienia pracy w administracji."

Pisze również o swojej walce z administracją: "Przegrałem z podległymi Panu urzędnikami, którzy stworzyli system pozwalający im na swobodne i bezkarne łamanie prawa."

Desperat zapewnia też, że sprawą próbował zainteresować opozycję, napisał między innymi do Grzegorza Napieralskiego i Jarosława Kaczyńskiego. "Napieralski zainteresował się przez chwilę, a Kaczor woli walczyć o pamięć zmarłych niż o żywych i o prawo w tym kraju" - napisał niedoszły samobójca.

Z kolei niezależna.pl publikuje inny fragment, skierowany do premiera i odnoszący się do jego podróży po kraju. W słowach pełnych goryczy zwraca się do Donalda Tuska, by zamiast jeździć po Polsce i opowiadać co rząd zrobił dla ludzi - odwiedził jego rodzinę i zapewnił ją, że on i jego ekipa uczynili wszystko, by nie dopuścić do tej tragedii.

Mężczyzna przebywa w ciężkim stanie w szpitalu. Centrum Informacyjne Rządu poinformowało, że wczoraj odwiedził go na kilka minut premier.

DOSTĘP PREMIUM