''Dajemy za darmo''. pierwszy pozew przeciw seksistowskiej reklamie w sądzie

Za naruszenie godności kobiety i dobrych obyczajów pozew skierowała do sądu fundacja Gender Center. Pozew dotyczy reklamy usług internetowych. - Kobieta w obcisłych, rozpiętych jeansach z podpisem: Od września dajemy za darmo - mówi w TOK FM prawniczka Marta Mackiewicz. Sprawa ma być przyczynkiem do dyskusji o granicach reklamy i wprowadzenia ograniczeń prawnych.
Billboard. Na nim zdjęcie kobiety, bez twarzy, ubranej w rozpięte spodnie i różowy gorset. I hasło: "od września dajemy za darmo". To reklama promująca darmowy dostęp do usług telekomunikacyjnych. - Kierujemy pierwszy taki pozew Polsce - mówi Agnieszka Mrozik z Fundacji Gender Center, która przeciwdziała dyskryminacji ze względu na płeć, rasę czy religię -

Do tej pory były skargi, protesty, kierowane do różnych ciał, słuszne i potrzebne. Ale one nic nie dawały. Skutkowały jedynie pokazaniem reklamodawcy żółtej kartki, upomnieniem, grożeniem palcem. I nie wiązały się z namacalnymi karami - tłumaczy.

Teraz w pozwie fundacja wnioskuje o natychmiastowe zaprzestanie emisji reklam, usunięcie ich z przestrzeni publicznej oraz złożenie przeprosin w mediach za prowadzenie promocji firmy w oparciu o seksistowskie treści, uwłaczające godności kobiet.

- Celem reklamy było zwrócenie uwagi. Ale zwracanie uwagi w sposób nawiązujących do seksistowskich skojarzeń, w sposób bezceremonialny jest czymś, czego nie możemy akceptować. Dlatego zdecydowaliśmy się na ten krok - stwierdziła w studiu TOK FM Marta Mackiewicz.



Fundacja złożyła pozew w imieniu jednej osoby, bo prawo w takich wypadkach nie pozwala na składania pozwów zbiorowych. - Powódka dowodzi, że tego typu reklamy naruszają jej godność jako kobiety i w pewnym sensie nie zgadza się, żeby były dostępne w przestrzeni publicznej - tłumaczy dr Adam Bodnar z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka.

Reklama, przeciwko której konkretnie został skierowany pozew zawisła na billboardach całkiem niedawno. - Bodaj w sierpniu pojawiła się także w warszawskim metrze - wyjaśnia Agnieszka Mrozik z Fundacji Gender Center. - Reklama pokazująca kobietę, w rozpiętych spodniach, w figlarnej pozie, z uciętą twarzą i z bardzo znaczącym podpisem, który nasuwa pewne skojarzenia seksualne - mówi.

Jej zdaniem pokazuje po prostu kobiety w roli towaru, przedmiotu, którym można bezkarnie obracać. - Trzeba sobie uświadomić, że praca modelki w reklamie to też jest po prostu praca. Gdyby poniżające czy seksistowskie praktyki zdarzały się w miejscu pracy, wówczas można byłoby zastosować konkretne rozwiązania kodeksu przeciwko molestowaniu czy mobbingowi. Natomiast reklama czy przestrzeń publiczna - niewiele się z tym robi, a właściwie nic - mówi

Ale osób, które są zniesmaczone reklamą, jest znacznie więcej. Tak jak więcej jest tego typu kontrowersyjnych reklam. - Wcześniej była np. reklama centrum handlowego Maximus. Zebraliśmy ok. 20 reklam działających na prostych instynktach - mówiła prawniczka.

Ale jak dodała są też tacy, którzy nie widzą nic złego, w takim sposobie promocji. - Przedstawiciele agencji kreatywnych mówią, że muszą w taki sposób zwracać uwagę klientów, bo rynek jest już bardzo nasycony.

Trzeba zmienić prawo

Złożony w czwartek pozew ma wywołać debatę na temat granic reklamy oraz zwrócić uwagę, że trzeba zmienić obowiązujące w Polsce prawo. Wzorem mogą być m.in. rozwiązania obowiązujące w Norwegii i Danii. - Obowiązujące tam regulacje prawne, nie zakazują wszystkiego co związane z seksem. Chodzi po prostu o to, żeby nie naruszać godności człowieka w reklamach, nie sprowadzać go do roli przedmiotu - wyjaśniała Marta Mackiewicz w Komentarzach Radia TOK FM.

Wnioskodawcy liczą na zwycięstwo. I jak mówi dr Adam Bodnar z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka jest szansa, żeby wygrać. - Natomiast niezależnie od tego jaki będzie wynik w sądzie za jakiś czas, to uważamy, że każda sprawa sądowa tego typu wywołuje dyskusję publiczną i o to też nam chodzi - tłumaczy - Ta sprawa zmusza nas wszystkich do zastanowienia się nad obecnością reklam i nad tym jak wiele tego typu seksistowskich przekazów funkcjonuje w przestrzeni publicznej. I tu nie chodzi o jakikolwiek zakaz. Chodzi też o to, żeby wywołać reakcję po stronie reklamodawców, żeby oni następnym razem zanim zdecydują się na powieszenie tego typu reklamy zastanowią się dwa razy czy im się to opłaca - mówi.

Możliwe, że pomysłodawcy zdecydują się na złożenie obywatelskiego projektu, który by zmienił prawo. Żeby ten pomysł się udał potrzebne będzie zebranie 100 tys. podpisów pod projektem ustawy.

Pośladki i biusty na billboardach piętnuje autor bloga szczuciecycemblox.pl>>

Zdjęcia z półnagimi kobietami, z seksualnymi aluzjami obrażają?
Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM