Lis, Władyka i Wołek nie idą na Marsz Oburzonych. ''Rytualne gesty''

W sobotę w południe w Warszawie ma zacząć się Marsz Oburzonych. Nie będą w nim uczestniczyć komentatorzy Poranka Radia TOK FM. Tomasz Wołek widzi w tego typu akcjach ?za dużo naśladownictwa?. - Nie chcę nikogo obrazić, ale moim zdaniem, mamy do czynienia z rytualnymi gestami protestu społecznego - zgodził się Wiesław Władyka.
"Ludzie, oburzajcie się!" - apelują organizatorzy warszawskiego Marszu Oburzonych. Ale hasło nie przekonało komentatorów piątkowego Poranka Radia TOK FM. Tomasz Lis, prof. Wiesław Władyka i Tomasz Wołek nie wybierają się na Krakowskie Przedmieście. I to nie tylko dlatego, że nie przekonali ich organizatorzy warszawskiej akcji. - Muszę zorganizować życie czwórce dzieci, więc nie będę się buntował - stwierdził Lis.



Wśród uczestników marszu nie będzie też można spotkać min. Michała Boniego. - Dawno już nie chodzę na manifestacje. Ale bardzo jestem zainteresowany tym, co się dzieje na Wall Street. Trzymam kciuki - powiedział szef doradców premiera w TOK FM

Na początku był Madryt

Warszawski marsz organizuje Porozumienie 15 Października, które powstało z inicjatywy uczniów Wielokulturowego Liceum Humanistycznego im. Jacka Kuronia. Postanowili się zorganizować poruszeni wydarzeniami w Hiszpanii, w której wiosną wybuchły masowe protesty.

Od połowy września trwają protesty przed budynkiem giełdy na Wall Street. Na ich zaproszenie poleci do USA Lech Wałęsa. Protestujący w Nowym Jorku protestują m.in. przeciwko wysokiemu bezrobociu i nadmiernej chciwości korporacji finansowych.

Jacek Żakowski o protestach na Wall Street: "Opinia publiczna traci cierpliwość">>

Zdaniem Tomasza Wołka w warszawskiej akcji widać zbyt wiele zapożyczeń, wtórności, mody. - Bo i "solidarni z Hiszpanią" i mają 21 postulatów (jak Solidarność). Ale oczywiście każde pokolenie ma prawo do buntu, niezadowolenia - mówił publicysta.

Zdaniem prof. Wiesława Władyki, w przypadku m.in. warszawskiej akcji, mamy do czynienia "z koncesją kultury pop". - Nie chcę nikogo obrazić, ale moim zdaniem, mamy do czynienia z rytualnymi gestami protestu społecznego, z przejmowaniem tych gestów przez kolejne miasta. To dość łatwe. Ale należy to popierać - podkreślał publicysta tygodnika "Polityka".

Dobra diagnoza... ale, co dalej?

Także dla Tomasza Lisa w przetaczających się po świecie protestach jest dużo zapożyczeń. Ale nie można tym akcjom odmówić "spontaniczności i autentyzmu".



Jednak szef "Wprost" ma jeden duży problem z protestami "i w Ameryce, Izraelu czy Hiszpanii". - Jak to wszystko miałoby się przerodzić w akcję polityczną, na siłę sprawczą w polityce i gospodarce? Nie mam pojęcia. Jest ewidentne, że mechanizmy demokratyczne jakie mamy, i liderzy, którzy są wyłaniani w ramach tych mechanizmów, nie są w stanie poradzić sobie z rzeczywistością - mówił Lis.

Jak podkreślał "intuicyjna diagnoza" postawiona przez protestujących, "że system polityczny stał się dysfunkcjonalny jest dobra". - Ale co z tego? Co z tym można zrobić? Bo to co mamy, to najlepsze co udało się wymyślić.

"Złościcie się na właściwych ludzi" Noblista analizuje protest na Wall Street>>

DOSTĘP PREMIUM