O kapitanie Wronie: Pierwszej klasy pilot, nieco gorszy szybownik

Kapitan Tadeusz Wrona nie tylko zawodowo pilotuje samoloty pasażerskie, ale jest też pasjonatem szybownictwa. Aeroklub Leszczyński, którego jest członkiem, jest dumny ze swojego kolegi. Wczoraj wszyscy członkowie aeroklubu z zapartym tchem śledzili lądowanie Boeinga 767, pilotowanego przez ?Tadzia?. Bo o tym, że to właśnie on siedzi za sterami wiedzieli już po kilku minutach.
- Jak tylko się dowiedziałem, że samolot krąży nad Warszawą od razu chciałem wiedzieć, kto nim leci. Wystarczyło kilka telefonów, Facebook i Gadu-Gadu i byłem pewien - to Tadziu - opowiada szef wyszkolenia AL Robert Koralewski.

Czy był przekonany, że jego kolega szczęśliwie wyląduje z pasażerami na Okęciu: - Trudno powiedzieć... Kiedy oglądałem relację, gdy samolot podchodził do płyty lotniska, to nawet nie przemknęła mi przez głowę myśl, że może się zdarzyć coś niedobrego. A przecież mogło.

Pomogło doświadczenie szybowcowe

Koralewski nie ma wątpliwości, że doświadczenie zdobyte na szybowcach w pewnym stopniu miały wpływ na pomyślne lądowanie Kapitana Wrony na Okęciu. - Człowiek latający tak niewielkim szybowcem, który ma tylko cztery przyrządy czy może pięć, jest zdany tylko na siebie, uczy się czuć przestrzeń, lepiej czuje powietrze. To na pewno pomaga. Warto też pamiętać, że szybowce lądują często na tzw. "przygodnych" miejscach, np. na łące i tam trzeba precyzyjnie szybowiec postawić, bo może się to zakończyć tragicznie - dodaje Andrzej Majchrzak.

Nie bez znaczenia jest też usposobienie kapitana Wrony. Co jakiś czas piloci szybowców muszą odbywać loty kontrolne z instruktorami. Z Tadziem to była czysta przyjemność, mówi Koralewski...

- Miało się wrażenie, że to dla niego po prostu kolejny lot: żadnego stresu, lęku, że popełni jakiś błąd, płynny lot, poprawny pilotaż. Byłem z niego bardzo dumny - podkreśla dyrektor Aeroklubu Leszczyńskiego.

Słabe wyniki w zawodach szybowcowych

Choć jak przyznają członkowie Aeroklubu, Wrona w zawodach szybowcowych radzi sobie raczej średnio: - Najczęściej zajmuje miejsca dopiero w drugiej dziesiątce. Ale warto pamiętać, że nie trenuje zbyt dużo. Ma przecież na głowie pracę zawodową, rodzinę. Ale każdą wolną chwilę poświęca, by do nas przyjechać, a przecież mieszka pod Warszawą.

Jeśli nawet nie bywa najszybszy, to z pewnością najlepiej przygotowany do lotu. - Jest bardzo skrupulatny. Przed zawodami przyjeżdża kilka dni wcześniej, sprawdza i przygotowuje szybowiec, sprzęt i siebie mentalnie. Wszystko musi grać w 100 procentach - dodaje Robert Koralewski.

- Generalnie, to miły, choć bardzo skryty człowiek. Za to bardzo opanowany. To jest jego największa przewaga - puentuje Mariusz Poźniak, prezes Aeroklubu Leszczyńskiego.

DOSTĘP PREMIUM