Kapitan Wrona: Cisza. Byłem przekonany, że się pali

- Informacja, że przez cały lot próbowaliśmy uruchomić system hydrauliczny, jest nieprawdziwa - powiedział w Radiu ZET kpt. Tadeusz Wrona.




Wyjaśnił, że po informacji o pojawieniu się usterki załoga postępowała wedle procedur. - Zabezpieczyliśmy ten system hydrauliczny, żeby ta usterka nie rozwijała się, nie wpływała na inne systemy. Po opracowaniu tej usterki ten system został oddzielony, pompy wyłączone, to już nie wpływało na możliwość kontynuowania tego rejsu tłumaczył. - Nie myśleliśmy dalej o tym temacie, ale wiedzieliśmy, że gdy będziemy przygotowywali samolot do lądowania, musimy wziąć tę usterkę pod uwagę i zastosować inną procedurę przy konfigurowaniu samolotu do lądowania - dodał.

Wrona: To była największa obawa...

Wrona opisując lądowanie, powiedział: - Myśmy oparli ten samolot na trzech punktach - na dwóch gondolach silników i tylnej części kadłuba. To wszystko tarło o ten pas. Zdziwiłem się, bo ten poślizg, końcówka wyhamowania była cichsza niż lądowanie na kółkach. Na kółkach słychać jak amortyzatory pracują, kółka też wydają dźwięki, to jest charakterystyczne. A tutaj była cisza. (...) Byłem przekonany, że między gondolami a kadłubem się pali - przyznaje.

- To była największa obawa, że kiedy się zatrzymamy ten żar będzie promieniował bezpośrednio na pozostałe części samolotu, i że może dojść do pożaru. Druga była taka, że któraś z podpór silnika nie wytrzyma tego nacisku. Gdyby to się urwało to trudno zgadnąć jak dalej zachowywałby się samolot - powiedział Wrona.

DOSTĘP PREMIUM