"Pierwszy raz byłam tu w garniturze" - historia Anny Grodzkiej w HBO

"Tej kobiecości ciągle mi za mało i wiem, że nigdy nie będzie mi dość" - opowiada w filmie "Trans-akcja" Anna Grodzka. "Ale jest mi bardzo dobrze, kiedy mogę czuć się wśród ludzi naturalnie: idę, robię zakupy. Widzę, że nie budzę żadnej sensacji: ludzie zwracają się do mnie jak do kobiety, czyli po prostu normalnie. To jest to, co czyni mnie normalną osobą". Wczoraj film o okresie poprzedzającym prawną zmianę płci Grodzkiej wyemitowała stacja HBO2.


"Ja zdawałam sobie z tego sprawę, że jestem fizycznie chłopcem, tylko świat chłopców nie był moim światem. Wtedy nadałam sobie imię Ania".

Tak o sobie opowiada Anna Grodzka w filmie "Trans-akcja" produkcji HBO, wyemitowanym wczoraj w HBO2. Dokument swoją premierę miał w 2010 roku, wciąż jednak jest aktualny w swojej społecznej wymowie. Dodatkowo na ważności zyskuje przez nową rolę, jaką niedawno Grodzkiej przyznało społeczeństwo - posłanki na Sejm RP.

Ania, dawniej Krzysztof

Film przedstawia ostatnie tygodnie Grodzkiej jako - prawnie - mężczyzny. Widzimy ją w różnych zwykłych życiowych sytuacjach - u fryzjera, w sklepie z ubraniami, robiącą zakupy w warzywniaku. Jednak to właśnie jej codzienność i sama historia, którą opowiada, może niektórych szokować najbardziej - że jest to normalne życie dorosłej kobiety.

- Chciałbym do niego mówić "Aniu" i w formie żeńskiej. Czekam na chwilę, kiedy w końcu tata zmieni oficjalnie płeć - mówi na początku filmu dorosły już syn Grodzkiej. Przyznaje, że cały czas trudno mu się "przestawić", ale po tym, gdy jego ojciec stanie się pod każdym względem kobietą - jemu samemu będzie łatwiej.



Kiedy Krzysztof - bo tak wcześniej na imię miała Anna - zrozumiał, że chłopcem nie jest, a jedynie urodził się w ciele chłopca? Sama opowiada, że nastąpiło to dość wcześnie, jeszcze w dzieciństwie, w wieku 11 lat. - Miałam już świadomość, że czuję się dziewczynką. Natomiast stwierdziłam, że to musi być świat tajemny. I rzeczywiście: na dnie szafy była taka podłoga, do której się nie zaglądało. I pod tą podłogą znajdowało się miejsce na rzeczy Ani - wyrzucone przez mamę zużyte kosmetyki, kredka, szminka. Głównie te, które mama gdzieś wyrzucała - ja je adoptowałam do życia Ani.

Od tamtego czasu minęło wiele lat - Krzysztof, którym Anna była do 2009 roku, w tym czasie zdążył się ożenić, został ojcem. Dopiero jako dojrzały mężczyzna postanowił rozpocząć proces zmiany płci.

Bo kto, jak nie my?

Grodzka zabiera nas w filmie m.in. do klubu, w którym regularnie spotykają się głównie geje, lesbijki oraz osoby trans. - Urodziłem się nie w swoim ciele. (...) Ponieważ jestem jeszcze przed sprawą sądową, w dokumentach wciąż jestem kobietą - mówi jeden z uczestników imprezy. Wszyscy na spotkaniu się znają, świetnie się bawią. Nikt nie jest "inny".

Sam dzisiejsza posłanka-elekt podczas kręcenia filmu była w trakcie procedury sądowej w celu prawnej zmiany oznaczenia płci oraz zmiany imienia i końcówki nazwiska. - Na początku miałam z tym problem. Ludzie na dłużej zatrzymywali na mnie wzrok, czasem słyszałam komentarze, które mi się nie podobały. Teraz mi się to prawie nie zdarza - opowiada.

Fragment zwiastuna 'Trans-akcji'

Jaką Grodzką widzimy w filmie? Uśmiechniętą, zadowoloną, niekiedy zestresowaną ważnymi wydarzeniami w jej życiu. Ale przede wszystkim - spokojną. Bohaterka m.in. analizuje swoje wystąpienia medialne. Chce wypadać coraz lepiej, bo "kto o ich sprawach będzie mówił, jak nie oni sami?" - pyta retorycznie. - Jeżeli nie powiem, że jest transwestyta fetyszystyczny i to jest problem seksualny i że to kto inny niż transwestyta podwójnej roli, ani transseksualista, to dalej obraz medialny będzie taki, że transwestyci to ci, którzy przebierają się dla potrzeb seksualnych - mówi, komentując jeden ze swoich występów w telewizji.

Operacja w Tajlandii

Kulminacją filmu jest podróż Grodzkiej do Tajlandii na operację korekty płci. Obserwujemy jej rozmowę z lekarzem, podczas której mówi jej, jak przebiegać będzie operacja oraz zapowiada, że tym razem operacja będzie dotyczyć piersi. W późniejszym czasie jednak niewykluczona jest operacja narządów płciowych.

Fragment zwiastuna 'Trans-akcji'

Nasza bohaterka rozmawia także z innymi pacjentami i pacjentkami kliniki, w której ma mieć przeprowadzoną operację. Jedną z nich jest Christie, dawniej Christophere.

Christie, jak sama przyznaje, zaczynała odczuwać wewnętrzną potrzebę bycia kobietą już w wieku 11-12 lat, ale wtedy nie wiedziała nawet z kim o tym rozmawiać. W późniejszym czasie m.in. służyła w amerykańskiej armii przez 8 lat. - Wszyscy nosili takie same mundury, wszyscy wyglądali podobnie - opowiada. - Po raz pierwszy czułam, że pasuję do reszty ludzi i to było dobre, podobało mi się w wojsku. Ale potem się ożeniłam i to wszystko trochę popsuło. Całe moje życie nie było takim jakiego chciałam. Więc odkopałam tamte myśli z młodości i zaczęłam je realizować - przyznaje.

Christie do Tajlandii przyleciała z matką. Ta mówi o swojej córce: to niesamowite, przez co ona przeszła i jaka jest dzielna. Uczucia matki jednak nie są jednoznaczne - sama podkreśla, że istnieje coś takiego jak żal po Christopherze, bo jednak żegna się z tamtą osobą.

Grodzka pozostaje pod pozytywnym wpływem Tajlandii. - Poczułam się wreszcie w tej Tajlandii jak w normalnym kraju. Jak ktoś czuje się kobietą, to się nią staje. Jak ktoś czuje się mężczyzną, to też może się nim stać - przyznaje.

Sąd: kobieta

Film kończy się ogłoszeniem przez sąd okręgowy wyroku: Krzysztof prawnie jest kobietą.

Grodzka: "Tej kobiecości ciągle mi za mało i wiem, że nigdy nie będzie mi dość. Ale jest mi bardzo dobrze, kiedy mogę czuć się wśród ludzi naturalnie: idę, robię zakupy, widzę, że nie budzę żadnej sensacji: ludzie zwracają się do mnie jak do kobiety, czyli po prostu normalnie. To jest to, co czyni mnie normalną osobą. Ja po prostu zaczynam żyć normalnie, tak, jak chciałam, jak marzyłam całe życie".

DOSTĘP PREMIUM