Wypadek pod Pyrzowicami: pilot awionetki dwukrotnie podchodził do lądowania

Przedstawiciele Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych skończyli oględziny na miejscu wypadku awionetki w lesie pod Pyrzowicami. Szczątki maszyny zostały już usunięte i przetransportowane do dalszych badań w hangarze.
Jak ustalili eksperci pilot miał lądować na lotnisku w Katowicach-Muchowcu, ale nie został przyjęty, bo nie ma tam wyposażenia, umożliwiającego lądowanie samolotu w nocy. Zdecydował lądować na oddalonym o 30 km lotnisku w Pyrzowicach i dwukrotnie podchodził do lądowania. Nie miał uprawnień by latać po zmroku. - To nie był pilot zawodowy - mówi TOK FM przedstawiciel Komisji Ryszard Rutkowski.

Wiadomo, że silnik nie pracował w momencie uderzenia o ziemię. Jedna z branych pod uwagę hipotez zakłada, że zabrakło mu paliwa. Wygląda też na to, że nie został w porę uruchomiony system spadochronowy. W ustaleniu przyczyn wypadku pomoże szczegółowa analiza rejestratora lotu, bo w tego typu samolotach nie ma czarnych skrzynek. - Samolot zbiera informację na temat swojej prędkości, wysokości lotu, jak i właśnie ilości paliwa. Jest tych parametrów ponad 30 - tłumaczy przedstawiciel i szkoleniowiec firmy Cirrus Polska Piotr Giwic.

Awionetka leciała z Włoch do Katowic. Krótko przed katastrofą pilot zgłosił problemy z silnikiem. Na miejscu wypadku nie znaleziono wycieku paliwa.

Niezależnie od ustaleń Komisji Badań Wypadków Lotniczych okoliczności tego zdarzenia wyjaśnia Prokuratura Okręgowa w Gliwicach. Śledztwo prowadzone jest pod kątem naruszenia zasad bezpieczeństwa w ruchu lotniczym ze skutkiem śmiertelnym. W wypadku zginęły cztery osoby.

DOSTĘP PREMIUM