"Sąd przyzwala na dyskryminację. Zgroza" - prof. Płatek o 'zakazie pedałowania'

- NOP to biedni, prymitywni i niedouczeni chłopcy. Mogą sobie robić różne rzeczy. Ale sąd jest od tego, żeby nie tylko korygować ich działania, ale żeby im pokazać bardzo wyraźnie, dlaczego to, co robią, jest niedopuszczalne - tak dla TOKFM.pl komentuje zatwierdzenie znaku "zakaz pedałowania" jako symbolu Narodowego Odrodzenia Polski karnistka, prof. Monika Płatek.
Sąd rejestrowy zatwierdził m.in. znak "zakaz pedałowania" i krzyż celtycki jako kolejne symbole Narodowego Odrodzenia Polski. Sąd - decydując o dopuszczalności używania przez NOP tych znaków - zasięgał opinii biegłych. Ekspertyzę - jedyną w tej sprawie - złożyli w sierpniu mgr Robert Kamiński i dr Paweł Nowak z Lublina. Jak uznali, symbolom tym "nie można przypisać w sposób jednoznaczny treści o charakterze totalitarnym, nazistowskim, faszystowskim, rasistowskim i nienawiści narodowej".

"Zaskakujące, oburzające i groźne"

Sprawę dla TOKFM.pl komentuje prof. Monika Płatek, karnistka z Uniwersytetu Warszawskiego. - Mamy sytuację niezwykle ciekawą. Zastanówmy się najpierw nad porządkiem prawnym, w którym funkcjonujemy: na początku mamy Konstytucję, która bardzo wyraźnie zabrania dyskryminacji ze względu na jakiekolwiek przyczyny. Jakiekolwiek, w tym również ze względu na orientację seksualną - podkreśla karnistka.

I kontynuuje: - Mamy pięć - znanych, rozpoznanych i zaakceptowanych - orientacji seksualnych: heteroseksualna, która charakteryzuje się tym, że uchodzi za najbardziej powszechną i najprawdopodobniej najbardziej powszechna jest. Następnie biseksualna, homoseksualna, aseksualna i autoseksualna. Problemy, jakie pojawiają się w przypadku orientacji homoseksualnej nie polegają na tym, że jest tych ludzi mniej, lecz że ta orientacja - ze względu prawdopodobnie na skojarzenia z władzą, pewnymi stereotypami związanymi z podległą pozycją kobiety - jest narażona na największą liczbę ataków i napastliwości ze strony pewnych grup społecznych. I w tym momencie pojawia się rola Konstytucji - mówi ona o niedyskryminacji, czyli nakłada na państwo obowiązek takiego działania, które będzie chroniło osoby przed dyskryminowaniem - podkreśla prof. Płatek.

- Mamy parlament, sądy, urzędy i pracujących tam ludzi, zobowiązanych do stwarzania polityki niedyskryminacji i respektowania jej. Więc sam sąd działający w kierunku dyskryminacji grupy osób, zachowuje się niezgodnie z Konstytucją, zadaniami, które on sam ma, oraz zachowuje się w sposób, na który nie mam jeszcze słów - jest to tak zaskakujące, tak oburzające i tak groźne. Jeżeli sąd nie rozpoznaje, że mamy do czynienia z tak wyraźną dyskryminacją i nie stosuje prawa.

"Najpierw homoseksualiści. Jutro - inwalidzi"

Płatek przypomina, że Polska dodatkowo jest też członkiem Unii Europejskiej. - A Unia ma bardzo wyraźnie zapisane w podstawowym traktacie, że jest zakaz wszelkiej dyskryminacji ze względu na płeć, rasę, pochodzenie etniczne, religię, światopogląd, niepełnosprawność, wiek lub orientację seksualną. Sąd polski nie może więc się ograniczyć do wąskiego wycinku swojej niewiedzy, lecz jest zobowiązany do tego, żeby stosować prawo - podkreśla karnistka.

I dodaje: - Wróćmy na grunt prawa polskiego. Odczytajmy więc, jak my rozumiemy znak "zakaz pedałowania". Jeżeli jest to znak, który jest skierowany w sposób obsesyjny przeciwko osobom homoseksualnym, to narusza np. prawo pracy, gdzie dyskryminacja ze względu na orientację seksualną jest zakazana. Gdybyśmy poszli dalej i przyjrzeli się uzasadnieniu pana Nowaka, to kieruje się on bardzo wąskotorowym, wycinkowym myśleniem w kategoriach znak-prawo karne. Jak podążymy tym tropem myślenia, to jutro będziemy mieli zgodę na znaki przeciwko starcom, przeciwko osobom na wózkach inwalidzkich i przeciwko pracującym kobietom - mówi prof. Płatek. - Nie można ograniczyć się do tego, żeby mówić, że ten znak nie nawołuje do nienawiści. Jeżeli grupa ludzi, która jest z tym identyfikowana, czuje się zagrożona, obrażona i odczuwają to jako nawoływanie do nienawiści, to to jest nawoływanie do nienawiści - podkreśla.

"Jak NOP jest przeciwko homoseksualistom, to niech się leczą"

W rozmowie z Radiem TOK FM dr Paweł Nowak, współautor ekspertyzy dla sądu dot. znaków NOP, w tym "zakazu pedałowania", przyznawał, że żaden ze znaków Narodowego Odrodzenia Polski "jednoznacznie nie nawołuje do nienawiści". - Argumentacja Nowaka znajduje niewłaściwe zastosowanie i odwołuje się do prawa karnego - oponuje prof. Płatek. - Gdyby mnie zapytać o opinię, to uznałabym ten znak za zmuszenie do określonego zachowania, które jest groźbą i jest skierowaniem mowy nienawiści do pewnej konkretnej grupy - podkreśla. I kontynuuje: - Argumenty, które są zawarte w ekspertyzie Nowaka i Kamińskiego, że jest to zakaz stosunków homoseksualnych w przestrzeni publicznej, ponieważ NOP jest organizacją, która chroni rodzinę, są nielogiczne, absurdalne i wyrwane z rzeczywistego kontekstu.

- Jeżeli - jak mówi Nowak - NOP jest naprawdę przeciwko homoseksualizmowi, to niech się leczą. Ludzie w społeczeństwie mogą być chorzy, prymitywni, niedouczeni. Ale to nie upoważnia, żeby ze względu na swoje ograniczenia dyskryminować grupy ludzi żyjące w społeczeństwie - twierdzi Płatek. Jej zdaniem rzeczywisty problem jednak nie leży w Narodowym Odrodzeniu Polski, lecz w tym, że "jest sąd, który zezwala na dyskryminowanie, nie stosuje prawa, sąd wspierający sianie nienawiści". - A to się przekłada na praktykę - uważa karnistka. - Bo dzień później taka np. pani Pitera wychodzi i mówi, że Biedroń nie może mówić o tym, co jest poniżej pasa, bo jest homoseksualistą. I że w tym kontekście wywołuje to skojarzenia, które są nieprzyzwoite.

- Prawda jest taka, że przyzwalamy na to, żeby prymitywna część społeczeństwa, która seksualizuje gejów i lesbijki - bo sami geje i lesbijki z tym problemu nie mają - szerzyła ten prymitywizm, dyskryminowała i szerzyła nienawiść w społeczeństwie. Dalsza debata publiczna byłaby wskazana, tylko nie w warunkach, w których mamy do czynienia ze zgrozą w postaci sądu, który promuje dyskryminację i mowę nienawiści - podkreśla.

"NOP może robić różne rzeczy, natomiast sąd..."

Zdaniem prof. Płatek ekspertyza przygotowana dla sądu nie była naukową analizą. - To jest prymitywna analiza - podkreśla. - Ci panowie ograniczają się w swoim myśleniu do skojarzeń, które wiążą im się tylko z prawem karnym. A to nie jest naukowe. Magister i doktor - to są poważne tytuły naukowe, które zobowiązują. Nie można żyjąc w społeczeństwie ograniczyć się do jego wąskiego wycinka i nie widzieć, że prawo administracyjne, cywilne, karne - wszystkie są podporządkowane temu, co jest w konstytucji. My musimy odczytywać te prawa zgodnie z konstytucją.

- Natomiast sąd, który utrwala świadomość dyskryminującą, przyzwala na nią i nie potrafi spojrzeć na to, że obowiązuje go porządek konstytucyjny i europejski - to jest zgroza. NOP to są biedni, prymitywni, niedouczeni chłopcy, którzy mogą okazać się groźni - twierdzi Płatek. - Mogą sobie robić różne rzeczy, natomiast sąd jest od tego, żeby nie tylko korygować ich działania, ale żeby im pokazać bardzo wyraźnie, dlaczego to, co robią, jest niedopuszczalne tam, gdzie pozwalają sobie swoją działalnością ograniczać konstytucyjne prawa obywatelskie innych ludzi. To jest bardzo poważne niebezpieczeństwo, w którym się znaleźliśmy.

- Ludzie w społeczeństwie, które się mieni społeczeństwem prawa, otwartym, nie powinni być wyszydzani, zastraszani, czuć się źle, mieć o sobie gorsze zdanie i samopoczucie z tego powodu, że ktoś z drugiej strony przyznaje sobie prawo ze względu na swój prymitywizm do atakowania innych. Mamy tutaj dowód na to, że ze względu na opóźnienie w naszym prawie, dopracowaliśmy się ludzi, którzy szerzą nienawiść i teraz robimy krok dalej - przyzwalamy na to - podsumowuje karnistka.

DOSTĘP PREMIUM